TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Pierwsza deportacja z ziem wschodnich

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Front:
Polska
Data:
10 lutego 1940
Autor:
Łukasz
Tagi:
Polska, ZSRR, terror stalinowski, ludność cywilna

W nocy z 9 na 10 lutego 1940 roku, przy mrozie dochodzącym do 40 stopni, pod domy na wsiach i w osadach okupowanych Kresów podjechały sanie. Grupy operacyjne NKWD, wspierane przez milicję, wojsko i miejscowych aktywistów, budziły śpiące rodziny, przeprowadzały rewizję, odczytywały postanowienie o „przesiedleniu” i dawały od kilkunastu minut do dwóch godzin na spakowanie się. Na stacjach kolejowych czekały składy wagonów towarowych. Tak zaczęła się pierwsza z czterech masowych deportacji obywateli polskich z ziem zajętych przez Związek Radziecki. Objęła rodziny osadników wojskowych i cywilnych oraz pracowników służby leśnej: według dokumentów NKWD blisko 140 tysięcy ludzi, w większości kobiet, dzieci i starców, wywiezionych do tajgi na północy europejskiej Rosji, na Uralu i na Syberii.

Kogo wywożono

Po agresji 17 września 1939 roku i aneksji wschodnich ziem Rzeczypospolitej władze radzieckie traktowały mieszkańców Kresów jak swoich obywateli, a część z nich jak wrogów. Na pierwszy ogień poszli ci, których uważały za filar polskiej obecności na wsi. Osadnikami wojskowymi nazywano żołnierzy, przeważnie ochotników i weteranów wojny polsko-bolszewickiej, którzy na mocy ustaw z grudnia 1920 roku dostali na Kresach ziemię, często z dawnych majątków skarbu rosyjskiego. W osadnictwie wojskowym widziano nagrodę za służbę i sposób na wzmocnienie polskości pogranicza, a propaganda radziecka przedstawiała osadników jako „kułaków” i ciemiężycieli miejscowych chłopów. Obok nich wywożono osadników cywilnych, którzy po 1918 roku kupili ziemię z parcelacji, i leśników ze służby ochrony lasów. Ci ostatni znali teren i umieli posługiwać się bronią, więc NKWD widziało w nich możliwe zaplecze przyszłej partyzantki.

Narodowość nie miała tu decydującego znaczenia. Na listach znaleźli się także ukraińscy i białoruscy leśnicy oraz chłopi, którzy kupili ziemię z parcelacji. Według danych NKWD przytaczanych przez polskich historyków Polacy stanowili około 82 procent deportowanych, Ukraińcy około 9, a Białorusini 8 procent. Część opracowań podaje inne proporcje, na przykład 70 procent Polaków, i wymienia wśród wywiezionych także niższych urzędników i kolejarzy. W pierwszej wywózce prawie nie było mieszkańców miast. Zabierano całe rodziny, z niemowlętami i starcami włącznie: według danych radzieckich prawie 58 tysięcy deportowanych nie skończyło 16 lat.

Decyzja

Spisy „wrogich elementów” NKWD sporządzało od pierwszych tygodni okupacji. 2 grudnia 1939 roku ludowy komisarz spraw wewnętrznych Ławrientij Beria napisał do Józefa Stalina, że wszystkie rodziny osadników z zachodnich obwodów Ukraińskiej i Białoruskiej SRR należy niezwłocznie wysiedlić. 4 grudnia wniosek zatwierdziło Biuro Polityczne partii, a 5 grudnia uchwałę o wysiedleniu osadników przyjęła Rada Komisarzy Ludowych ZSRR. W drugiej połowie grudnia, na wniosek władz obu republik, dołączono do nich pracowników służby leśnej z rodzinami. 29 grudnia rząd radziecki zatwierdził instrukcję NKWD o trybie przesiedlenia i regulamin specposiołków, osad specjalnych, w których deportowani mieli mieszkać i pracować pod nadzorem komendantur NKWD. Imienne listy miały być gotowe do 5 stycznia 1940 roku.

Według Daniela Boćkowskiego z Uniwersytetu w Białymstoku akcję planowano pierwotnie na styczeń. Do przewozu ludzi miały posłużyć pociągi, które dowoziły żołnierzy na front fiński, i z przyczyn technicznych termin przesunięto. Operacją na zachodniej Białorusi kierował ludowy komisarz spraw wewnętrznych BSRR Ławrientij Canawa, na zachodniej Ukrainie jego ukraiński odpowiednik Iwan Sierow, a nad całością czuwał zastępca Berii Wsiewołod Mierkułow. Teren podzielono na rejony operacyjne po 250–300 rodzin, nadzorowane przez rejonowe trójki. Według ustaleń badaczy w akcji wzięło udział ponad 52 tysiące ludzi: funkcjonariuszy NKWD, żołnierzy, milicjantów i miejscowego aktywu partyjnego. Do deportacji zakwalifikowano 150 375 osób, z tego 99 065 z „Zachodniej Ukrainy” i 51 310 z „Zachodniej Białorusi”.

Noc 10 lutego

Rodziny miały prawo zabrać ubrania, pościel, naczynia, żywność na miesiąc, drobne narzędzia i pieniądze, ale instrukcje obowiązywały głównie na papierze. Wiele zależało od dowodzącego grupą: jedni pozwalali spakować kufry i doradzali zabranie ciepłych rzeczy dla dzieci, inni wypędzali ludzi z domu tak, jak stali. Jedna z sybiraczek wspominała po latach: „Z rewolwerem enkawudzisty przy głowie ojciec podpisał dokument, że to z dobrej i nieprzymuszonej woli będziemy przesiedleni w inne miejsce. […] Była sobota i mama tylko chleb do pieca wsadziła… a więc i tego nie było na drogę”. Funkcjonariusz zabrał ojcu szynkę, mówiąc, że „tam u nich jest mnogo wszystkiego”, ale kazał wziąć piłę i siekierę. Rodzinnego psa, który rzucał się na łańcuchu, zastrzelono.

Akcja miała trwać jeden dzień. Mróz sięgający według dokumentów od 37 do 42 stopni, zaspy i psujący się sprzęt sprawiły, że ładowanie wagonów przeciągnęło się do 13 lutego. Chorych i złapanych w czasie ucieczki dowożono później. Pozostawione gospodarstwa przejmowało państwo. Propaganda zapowiadała, że ziemia osadników trafi do bezrolnych chłopów, ale, jak zauważa Boćkowski, władze zatrzymały większość majątku dla siebie, a na najlepszych gruntach zakładały kołchozy.

Droga na północ

Według historyków z Wrocławia wywiezionych wysłano w około stu transportach. W wagonach towarowych z zakratowanymi okienkami jechało zwykle około 50 osób, czasem więcej. Wyposażenie stanowiły prycze, żelazny piecyk i dziura w podłodze zamiast toalety. Przepisy przewidywały dla każdego codzienny ciepły posiłek, chleb i opiekę felczera, ale deportowani w większości musieli wyżyć z tego, co zabrali z domu. Żona podoficera z Grodna opisywała, jak nocą włosy i ubrania przymarzały do ścian wagonu, jak przez trzy dni nie dawano wody, a konwojenci bili tych, którzy przez okienko próbowali nabrać śniegu. Jej transport dotarł 4 marca do osady w rejonie tajszeckim obwodu irkuckiego. Podróż trwała często kilka tygodni. W drodze umierały przede wszystkim małe dzieci i starzy ludzie. Ilu ich było, nie wiadomo, bo NKWD nie prowadziło dokładnej ewidencji zgonów w transportach i historycy dysponują tylko szacunkami.

W specposiołkach

Deportowanych, nazywanych w dokumentach NKWD „specprzesiedleńcami-osadnikami”, rozmieszczono w 115 osadach specjalnych w 21 republikach, krajach i obwodach, głównie tam, gdzie potrzebowano rąk do wyrębu lasu. Według zestawienia NKWD z pierwszych miesięcy zesłania najwięcej, około 41,5 tysiąca, trafiło do obwodu archangielskiego. Po kilkanaście tysięcy osób osiedlono w Kraju Krasnojarskim, obwodzie swierdłowskim, Komijskiej ASRR i obwodzie irkuckim, mniejsze grupy w obwodach mołotowskim, wołogodzkim, omskim, nowosybirskim, w Kraju Ałtajskim, a nawet w Kazachstanie. Większość pracowała w przedsiębiorstwach Ludowego Komisariatu Przemysłu Leśnego, inni przy kolei i w zakładach hutnictwa metali kolorowych.

Osady, zwykle baraki postawione w tajdze, przypominały obozy pracy. Rodziny mieszkały stłoczone na wspólnych pryczach, w brudzie, wśród wszy i pluskiew. Pracować musieli wszyscy od 16. do 60. roku życia, w praktyce także młodsze dzieci, po kilkanaście godzin dziennie. Normy były wysokie, a racja chleba zależała od tego, ile procent normy ktoś wykonał. Zesłańcy powtarzali radzieckie powiedzenie: „kto nie rabotajet, tot nie kuszajet”, kto nie pracuje, ten nie je. Opuszczenie osady bez zgody komendanta było przestępstwem. Zimno, głód, wycieńczenie i choroby zbierały żniwo. Według odnalezionego w moskiewskim archiwum zestawienia NKWD w 1940 roku zmarło 6432 osadników, 4,6 procent wszystkich, a urodziło się 2120 dzieci. Rosyjski historyk Aleksandr Gurjanow z Memoriału obliczył, że do lipca 1941 roku zmarło 10 864 z nich. Są to dane oficjalne i badacze uważają je za niepełne. Grupa lutowa, wywieziona zimą na daleką północ do najcięższej pracy, poniosła największe straty spośród czterech deportacji.

Ile osób wywieziono

Zachowane dokumenty NKWD podają nieco różne liczby. Według wyliczeń Boćkowskiego do wagonów załadowano 26 760 rodzin, czyli 139 794 osoby. W literaturze można spotkać także liczby 139,5 tysiąca, 139 590 i 139 068, a w zestawieniach z 1940 roku 138 534 i 135 524. Badacze zaokrąglają je zwykle do 140–141 tysięcy. W dawniejszej polskiej historiografii, opartej na relacjach zesłańców i szacunkach z czasów wojny, przyjmowano, że w lutym wywieziono 200–250 tysięcy ludzi. Większość historyków, w tym badacze Instytutu Pamięci Narodowej, przyjmuje dziś rząd wielkości z dokumentów NKWD. Część autorów i środowiska sybirackie uważają jednak, że dokumenty te nie obejmują wszystkich. NKWD liczyło tylko ludzi wywiezionych transportami kolejowymi, a członków rodzin dowożonych później lub zesłanych innymi drogami w tych zestawieniach nie ma. Spór o liczby dotyczy wszystkich czterech deportacji, które według danych NKWD objęły łącznie około 320–340 tysięcy osób, a według szacunków Związku Sybiraków wielokrotnie więcej.

Co przyniosła

Władze radzieckie oceniły lutową akcję jako bardzo sprawną, a jej schemat, nocne najście, kilkadziesiąt minut na spakowanie i towarowe wagony, powtórzono jeszcze trzykrotnie. W marcu 1940 roku zaczęły się przygotowania do kolejnej akcji, wymierzonej w rodziny jeńców wojennych i aresztowanych, którą przeprowadzono w kwietniu. Celem wszystkich było usunięcie z Kresów ludzi, którzy mogli stanąć na drodze sowietyzacji, rozbicie polskiej społeczności i dostarczenie gospodarce radzieckiej darmowej siły roboczej. Osadnictwo wojskowe, w którym władze widziały najbardziej patriotyczną część polskiej wsi, na Kresach praktycznie przestało istnieć: deportacje objęły blisko 80 procent rodzin osadników.

Dla zesłańców, którzy przeżyli pierwsze półtora roku, szansą okazała się wojna niemiecko-radziecka. Po układzie Sikorski-Majski z 30 lipca 1941 roku obywatele polscy zostali objęci „amnestią” i mogli opuścić specposiołki. Według NKWD 1 sierpnia 1941 roku przebywało w nich jeszcze ponad 132 tysiące osadników i leśników. Wielu z nich ruszyło na południe, do tworzonej przez gen. Władysława Andersa armii polskiej. Inni zostali w ZSRR do końca wojny, a część nigdy nie wróciła. Rocznicę 10 lutego co roku upamiętniają sybiracy i Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku.

Miejsca·Kresy Wschodnie

Szukasz przodka?Poradnik: Od czego zacząć poszukiwania →Szukasz przodka?Poradnik: Deportowani w głąb ZSRR →

Źródła

  1. muzeum1939.pl · ed27d87ca7eee38973923b69a0c710ad28946
  2. dzieje.pl/node/162579
  3. dzieje.pl/node/113104
  4. dzieje.pl/node/113048
  5. przystanekhistoria.pl · 31249,Wagony szly na Wschod Rzecz o sowieckich deportacjach z lat 1940 1941
  6. przystanekhistoria.ipn.gov.pl · 91171,Sowieckie deportacje Polakow z Kresow Wschodnich
  7. czasopisma.ipn.gov.pl
  8. Represje ZSRR wobec Polaków i obywateli polskich 1939–1946 · Wikipedia (pl)
  9. Osadnictwo wojskowe · Wikipedia (pl)
  10. Осадники · Wikipedia (ru)

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.