TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Rajd na Los Baños

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Pacyfik
Data:
23 lutego 1945
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Bitwa o Luzon
Tagi:
Stany Zjednoczone, Japonia, Filipiny, jeńcy wojenni

23 lutego 1945 roku, kilka minut przed siódmą rano, nad brzegiem jeziora Laguna de Bay na Luzonie pojawiło się dziewięć samolotów transportowych C-47. O 7.00 wyskoczyła z nich kompania B 1 batalionu 511 Pułku Piechoty Spadochronowej z amerykańskiej 11 Dywizji Powietrznodesantowej. W tej samej chwili zwiadowcy dywizji i filipińscy partyzanci, którzy od dwóch nocy czekali w ukryciu wokół ogrodzenia, zaatakowali japońskie posterunki, a od strony jeziora zbliżała się kolumna kilkudziesięciu gąsienicowych amfibii. Celem był obóz internowania urządzony przez Japończyków na terenie wydziału rolniczego Uniwersytetu Filipińskiego w Los Baños, około 30 kilometrów za japońskimi liniami.

Po kilkunastu minutach walki strażnicy zostali zabici albo rozproszeni, a do wieczora wszyscy więźniowie znaleźli się po amerykańskiej stronie jeziora. Według danych przytaczanych przez polską i angielską Wikipedię oraz monografie akcji uwolniono 2147 osób (w części opracowań podaje się 2146). Formuła „jeńców wojskowych i cywilnych” wymaga przy tym doprecyzowania: niemal wszyscy byli cywilami – internowanymi obywatelami państw alianckich, w ogromnej większości Amerykanami – a wojskowych było wśród nich niewielu, m.in. jedenaście pielęgniarek US Navy. Rajd na Los Baños uchodzi za jedną z najlepiej przeprowadzonych akcji ratunkowych II wojny światowej. Kilka dni później okupiła go jednak ludność okolicznych miejscowości – japońskim odwetem, w którym według najczęściej przytaczanych szacunków zginęło około 1500 Filipińczyków.

Obóz nad jeziorem

Japończycy, którzy na przełomie 1941 i 1942 roku zajęli Filipiny w kampanii filipińskiej, zamknęli przebywających tam cywilnych obywateli państw wrogich w obozach internowania. Największy powstał na terenie Uniwersytetu Świętego Tomasza w Manili. Gdy ten się przepełnił, w maju 1943 roku przewieziono 800 mężczyzn do Los Baños w prowincji Laguna, gdzie mieli zbudować nowy obóz. W kolejnych miesiącach dołączały następne transporty, także kobiet i dzieci. Obóz, otoczony drutem kolczastym zespół baraków z bambusa i strzechy, leżał między podnóżem góry Makiling a brzegiem Laguna de Bay, największego jeziora Filipin.

Wśród internowanych byli Amerykanie, Brytyjczycy, Australijczycy, Kanadyjczycy, Holendrzy, Norwegowie, a także pojedynczy Polacy i Włosi – przedsiębiorcy, inżynierowie, nauczyciele, bankowcy z rodzinami. Osobną grupę stanowili duchowni i zakonnicy: we wrześniu 1944 roku delegat apostolski na Filipinach Guglielmo Piani, korzystając z nadzwyczajnych uprawnień udzielonych przez Piusa XII, erygował dla ponad trzystu misjonarzy i zakonnic osadzonych w obozie odrębną prałaturę. Internowani wybrali własny komitet, który reprezentował ich wobec komendantury.

Pierwsi japońscy komendanci uchodzili w relacjach więźniów za stosunkowo poprawnych. Latem 1944 roku dowództwo objął mjr Iwanaka, a faktyczną władzę w obozie przejął jego zastępca Sadaaki Konishi (w źródłach określany jako chorąży albo porucznik), wspominany przez internowanych jako szczególnie okrutny. Racje żywnościowe, i tak skromne, systematycznie zmniejszano; na początku 1945 roku ludzie umierali z wycieńczenia i chorób, a głód był głównym tematem obozowych dzienników.

Wyścig z czasem

Gdy w styczniu 1945 roku Amerykanie wylądowali w zatoce Lingayen na Luzonie, dowództwo gen. Douglasa MacArthura zaczęło się obawiać o los kilku tysięcy jeńców i internowanych przetrzymywanych na wyspie. Ostrzeżeniem była masakra na Palawanie, gdzie w grudniu 1944 roku japońscy strażnicy zamordowali amerykańskich jeńców na wieść o zbliżającym się konwoju. W nocy z 30 na 31 stycznia rangersi, zwiadowcy Alamo Scouts i filipińscy partyzanci uwolnili około 520 jeńców z obozu pod Cabanatuan – w dniach lądowań w Zambales i Nasugbu – a 3 i 4 lutego, na początku bitwy o Manilę, czołówki 1 Dywizji Kawalerii i 37 Dywizji Piechoty dotarły do internowanych w Santo Tomás i w więzieniu Bilibid.

Obóz w Los Baños pozostawał poza zasięgiem. 11 Dywizja Powietrznodesantowa gen. mjr. Josepha Swinga, która 31 stycznia wylądowała pod Nasugbu w składzie 8 Armii gen. Roberta Eichelbergera, a 3 lutego zrzuciła 511 Pułk na grzbiet Tagaytay, właśnie tego dnia otrzymała zadanie odbicia internowanych. Przez następne dwa tygodnie dywizja była jednak związana ciężkimi walkami na południowych przedmieściach Manili – o umocnioną linię Genko, lotnisko Nichols i Fort McKinley. Sztab Swinga, z szefem wywiadu płk. Henrym Mullerem na czele, opracowywał w tym czasie plan, a 18 lutego z frontu wycofano 1 batalion 511 Pułku mjr. Henry’ego Burgessa, przeznaczony do akcji.

Kluczowe informacje dostarczyła filipińska partyzantka. Działające w okolicy oddziały – Hunters ROTC, złożone pierwotnie z kadetów Filipińskiej Akademii Wojskowej i studentów, partyzanci Markinga, President Quezon’s Own Guerrillas, chińsko-filipiński 48 Szwadron i oddziały Hukbalahapu – podporządkowano na potrzeby akcji koordynacji amerykańskiego mjr. Jaya D. Vanderpoola, a łącznikiem przy sztabie dywizji był ppłk Gustavo Inglés z Hunters ROTC. Partyzanci od miesięcy śledzili życie obozu. 12 lutego wymknął się z niego 19-letni Freddy Zervoulakos, a tydzień później inżynier Pete Miles, który przedstawił planistom dokładny rozkład dnia strażników, rozmieszczenie posterunków i baraków. Najważniejsza okazała się jedna informacja: codziennie około siódmej rano większość japońskiej załogi wychodziła na poranną gimnastykę – bez broni i oporządzenia, które zostawało w stojakach.

Plan w czterech częściach

Na tej podstawie przygotowano plan łączący cztery elementy. Prowizoryczny pluton rozpoznawczy dywizji por. George’a Skaua miał przeprawić się nocą przez jezioro na łodziach rybackich, połączyć z partyzantami, oznaczyć dymem strefę zrzutu i plażę lądowania, a o 7.00 – razem z 45 Pułkiem Hunters ROTC ppłk. Inglésa – uderzyć na posterunki. Równocześnie miała skakać kompania B por. Johna Ringlera ze wzmocnieniem w postaci plutonu ciężkich karabinów maszynowych. Reszta batalionu Burgessa miała przepłynąć jezioro na 54 amfibiach LVT(4), zwanych amtrakami, 672 Batalionu Ciągników Amfibijnych i wylądować pod San Antonio, około trzech kilometrów od obozu. Czwarty element stanowiło zgrupowanie płk. Roberta Soule’a – 188 Pułk Piechoty Szybowcowej ze wsparciem niszczycieli czołgów i artylerii – które miało uderzyć wzdłuż szosy nr 1 przez rzekę San Juan i odciąć drogę japońskiej 8 Dywizji, której oddziały stacjonowały w okolicy. Inne grupy partyzanckie miały zablokować drogi w miejscowościach Calauan, Bay i Pila oraz w rejonie Calamby.

Siódma rano

Wieczorem 21 lutego pluton Skaua – 31 ludzi – odpłynął z zachodniego brzegu jeziora trzema łodziami typu banca, omijając japońskie patrole, i wylądował w pobliżu wioski Nanhaya. W miejscowej szkole uciekinier Benjamin Edwards narysował na tablicy plan obozu; zwiadowców podzielono na sześć grup, każdą wzmocnioną partyzantami. W nocy z 22 na 23 lutego grupy podeszły przez dżunglę i pola ryżowe na pozycje wyjściowe. O 4.00 batalion Burgessa wsiadł na amfibie w Mamatid i ruszył przez jezioro, a kompania Ringlera, która noc spędziła na lotnisku Nichols, załadowała się do samolotów 65 Eskadry Transportowej.

Wszystko odbyło się zgodnie z rozkładem. O 6.58 zwiadowcy i partyzanci Markinga zapalili na plaży pod San Antonio zielone świece dymne, wskazując miejsce lądowania amfibiom. O 7.00, gdy nad obozem pojawiły się samoloty, a pierwsze spadochrony otworzyły się na wysokości około 150 metrów, grupy Skaua i partyzanci Hunters ROTC otworzyli ogień do wartowników i ćwiczących żołnierzy. Spadochroniarze zebrali się na polu obok obozu i po kilkunastu minutach wkroczyli przez wycięte w ogrodzeniu przejścia. Walka była krótka i chaotyczna; część strażników zginęła, część uciekła w kierunku wzgórz. Wkrótce nadjechały amfibie Burgessa, które po drodze zniszczyły bunkier i staranowały bramę.

Straty japońskie podawane są bardzo różnie. Najczęściej mówi się o ponad dwustu zabitych żołnierzach i personelu obozowym (taką liczbę przytacza m.in. angielska Wikipedia), ale w części opracowań pojawiają się liczby znacznie niższe, rzędu kilkudziesięciu; nie da się ich dziś rozstrzygnąć. Uciekli zarówno komendant Iwanaka, jak i Konishi.

Ewakuacja

Najtrudniejsze okazało się wyprowadzenie z obozu ponad dwóch tysięcy osłabionych głodem ludzi, zanim nadciągną japońskie posiłki. Część internowanych, zaskoczona i oszołomiona, zaczęła zbierać dobytek, a niektórzy nie chcieli opuszczać baraków. Żołnierze podpalili wówczas zabudowania, by przyspieszyć wymarsz. Najpierw na amfibie załadowano chorych, kobiety i dzieci, a sprawniejsi ruszyli pieszo na plażę. Wśród uratowanych była trzydniowa Lois Kathleen McCoy oraz Frank Buckles, weteran I wojny światowej internowany jako cywil w Manili, który zmarł w 2011 roku jako ostatni żyjący amerykański uczestnik tamtej wojny. Amfibie wykonały dwa kursy przez jezioro do Mamatid; ostatnie odpłynęły około 15.00. Stamtąd internowanych przewieziono ciężarówkami do więzienia New Bilibid w Muntinlupie, gdzie dostali opiekę lekarską i jedzenie.

W tym czasie zgrupowanie Soule’a toczyło walkę przy szosie nr 1. Rano przekroczyło rzekę San Juan i natrafiło na opór na wzgórzach Lechería, gdzie poniosło straty. Gdy Soule zobaczył, że amfibie zawracają już z plaży w stronę Mamatid, wycofał oddziały za rzekę. Utrzymanie Los Baños nie wchodziło w grę: obóz leżał głęboko na terenie, gdzie w pobliżu znajdowały się – według amerykańskich szacunków – tysiące żołnierzy japońskiej 8 Dywizji, a 11 Dywizja wciąż walczyła pod Manilą.

Straty uczestników akcji były niewielkie. Według zestawienia w angielskiej Wikipedii zginęło dwóch żołnierzy 188 Pułku (pod Lechería) i dwóch młodych partyzantów Hunters ROTC, a rannych zostało dwóch zwiadowców i czterech partyzantów; niektóre źródła podają trzech zabitych Amerykanów. Według większości relacji żaden z internowanych nie zginął w czasie akcji.

Odwet na ludności

Cenę za uwolnienie internowanych zapłacili Filipińczycy. Kilka dni po rajdzie do opuszczonego obozu powrócił silny oddział japoński, któremu według relacji towarzyszył Konishi. Nie zastawszy więźniów, Japończycy zwrócili się przeciwko mieszkańcom Los Baños i okolicznych wsi, oskarżając ich o współpracę z partyzantami i Amerykanami. Wspierani przez członków projapońskiej milicji Makapili, mordowali mężczyzn, kobiety i dzieci oraz palili domy. Partyzanci uprzedzali wcześniej ludność, by opuściła miasto, ale wielu mieszkańców zostało. Liczba ofiar jest szacunkowa; w literaturze i w polskiej oraz angielskiej Wikipedii najczęściej przytacza się około 1500 zabitych. Represje w Los Baños wpisują się w falę japońskich zbrodni na ludności Luzonu w lutym 1945 roku, której najtragiczniejszym przejawem była trwająca równolegle masakra w Manili.

Konishiego odnaleziono po wojnie. Amerykański trybunał wojskowy na Filipinach skazał go na śmierć za głodzenie więźniów w Los Baños i zabójstwa cywilów; według angielskiej Wikipedii przyznał się także do współudziału w planowaniu odwetu. Wyrok wykonano przez powieszenie – zwykle podaje się rok 1947, natomiast według angielskiej Wikipedii, opierającej się m.in. na monografii Bruce’a Hendersona, stracono go w 1949 roku w Japonii. Mjr Iwanaka nigdy nie odpowiedział za swoje czyny.

Cabanatuan i Los Baños

Rajd na Los Baños bywa porównywany z akcją pod Cabanatuan sprzed trzech tygodni. W obu przypadkach o sukcesie przesądziły rozpoznanie dostarczone przez filipińską partyzantkę, zaskoczenie i szybkość, a straty atakujących były minimalne. Różnice były jednak wyraźne. Pod Cabanatuan rangersi dotarli do obozu pieszo i wyprowadzili około 520 jeńców wojennych, głównie ocalałych z marszu śmierci na Bataanie. Pod Los Baños chodziło o czterokrotnie większą grupę, złożoną głównie z cywilów, w tym starszych ludzi i dzieci, a operacja łączyła desant spadochronowy, przeprawę amfibijną przez jezioro, działania partyzantów i uderzenie dywersyjne na lądzie. Wymagało to zgrania co do minuty kilku oddziałów amerykańskich i partyzanckich; dlatego akcja bywa omawiana jako wzorcowy przykład w szkoleniu amerykańskich wojsk powietrznodesantowych i sił specjalnych.

Jak często podkreślają autorzy piszący o akcji, jej rozgłos w Stanach Zjednoczonych przyćmiły inne wydarzenia tego samego dnia – w tym zatknięcie flagi na Suribachi na Iwo Jimie. W kolejnych dziesięcioleciach rajd był nieco zapomniany w Stanach Zjednoczonych, za to pamiętano o nim na Filipinach, gdzie podkreśla się udział partyzantów, a weterani 11 Dywizji Powietrznodesantowej co roku obchodzili jego rocznicę.

Miejsce w wojnie

Uwolnienie internowanych z Los Baños zamknęło serię akcji ratunkowych na Luzonie, które przeprowadzono w obawie, że Japończycy w obliczu klęski wymordują więźniów. Wraz z Cabanatuan, Santo Tomás i Bilibid pozwoliło ocalić kilka tysięcy ludzi, wyniszczonych latami niewoli. Dla 11 Dywizji Powietrznodesantowej był to epizod walk na południe od Manili; po powrocie z Los Baños jej oddziały wróciły do walk o stolicę, a następnie do oczyszczania z Japończyków prowincji Batangas i Laguna. Tymczasem toczyła się bitwa o Manilę, zakończona dopiero 3 marca, oraz walki o Corregidor, gdzie po desancie wyspę uznano za opanowaną kilka dni po rajdzie. Sama bitwa o Luzon trwała – w górach północnego Luzonu wojska gen. Tomoyukiego Yamashity złożyły broń dopiero po kapitulacji Japonii we wrześniu 1945 roku.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.