TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Początek ofensywy w Saarze

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
7 września 1939
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Ofensywa w Saarze
Tagi:
Francja, III Rzesza, Maurice Gamelin, dziwna wojna

7 września 1939 roku, cztery dni po wypowiedzeniu wojny Niemcom, oddziały francuskie przekroczyły w kilku miejscach granicę Rzeszy w rejonie Saary i zajęły pierwsze opuszczone przez mieszkańców wsie. Tak zaczęła się operacja, którą Francuzi nazywali „ofensywą na rzecz Polski”, a historia zapamiętała jako ofensywę w Saarze. Naczelny wódz armii francuskiej, generał Maurice Gamelin, miał nią spełnić obietnicę złożoną Polsce w maju 1939 roku: odciągnąć na zachód część sił niemieckich, które od tygodnia rozbijały Wojsko Polskie. Dzień ten jest w kronikach wojny datą symboliczną. Sama operacja rozkręcała się powoli i z wahaniem, a jej rozmiar od początku był znacznie skromniejszy, niż wyobrażano sobie w Warszawie.

Obietnica z maja 1939 roku

Francję wiązał z Polską sojusz z 1921 roku. Po zajęciu Pragi przez Niemców i po brytyjskiej gwarancji dla Polski sztaby obu państw usiadły do rozmów. 19 maja 1939 roku w Paryżu Gamelin i polski minister spraw wojskowych generał Tadeusz Kasprzycki podpisali protokół, w którym Francja zobowiązywała się w razie niemieckiej napaści na Polskę do natychmiastowych działań lotnictwa, do akcji zaczepnych o ograniczonych celach od trzeciego dnia mobilizacji, a gdy główny wysiłek Niemiec skieruje się przeciw Polsce, do ofensywy „głównymi siłami” najpóźniej piętnastego dnia mobilizacji. Protokół formalnie wiązał się z porozumieniem politycznym, które minister spraw zagranicznych Georges Bonnet podpisał z ambasadorem Juliuszem Łukasiewiczem dopiero 4 września, już w czasie wojny. Polskie dowództwo budowało jednak na tych zapisach swoje rachuby: plan operacyjny „Zachód” zakładał, że wojsko wytrzyma pierwsze tygodnie, zanim na zachodzie ruszy francuskie natarcie.

Słowa protokołu były jednak bardziej elastyczne, niż sądzono w Warszawie. „Główne siły” oznaczały we francuskiej terminologii wojskowej wydzieloną część armii o nieokreślonej wielkości, a żaden zapis nie mówił o szturmie na linię Zygfryda. Francuskie instrukcje operacyjne z maja i lipca 1939 roku, nieznane ani Polakom, ani Brytyjczykom, przewidywały w pierwszej fazie jedynie zbliżenie się do niemieckiej pozycji umocnionej między Mozelą a Renem i „ściśle ograniczone” działania przeciw jej wysuniętym elementom. Próbę ataku na szerszym froncie, na wschód od Saarbrücken, traktowano tylko jako jedną z możliwości. Według polskiego historyka Wojciecha Mazura, autora badań nad postawą Gamelina wobec Polski, generał od wiosny 1939 roku starał się zredukować francuskie zobowiązania do minimum, nie zrażając zarazem sojusznika.

Mobilizacja powszechna we Francji zaczęła się 2 września. Trzeci dzień mobilizacji przypadał więc na 4 września, a piętnasty na 16 września.

Pierwsze dni wojny na granicy

W pierwszych dniach września francusko-niemiecka granica była zadziwiająco spokojna. Adolf Hitler w dyrektywie nr 1 z 31 sierpnia nakazał, by na zachodzie pozostawić Brytyjczykom i Francuzom inicjatywę rozpoczęcia działań, a drobne naruszenia granicy odpierać jedynie lokalnie. Wojska francuskie obsadzały linię Maginota i kończyły koncentrację, a lotnictwo prowadziło ostrożne loty rozpoznawcze.

Gamelin nie zamierzał przyspieszać. 2 września, rozmawiając w ministerstwie wojny z radcą ambasady RP Feliksem Frankowskim, miał wprost oświadczyć, że nie ma prawa poświęcić 200 tysięcy ludzi w ataku na niemieckie umocnienia, ale „za dziewięć dni” wykona manewr, który zmusi Niemców do wycofania części sił z Polski. 4 września zapowiedział w notach dla swojego sztabu akcję lądową „między Renem a Mozelą”, mającą „ściągnąć ku nam maksimum sił niemieckich”, a wieczorem tego dnia, w zamku Vincennes, powiedział odwiedzającym go brytyjskim oficerom, że oparł się naciskom, by ruszyć natychmiast, i zamierza działać powoli i metodycznie, traktując operację jako próbę sił własnych i przeciwnika. Obecny przy rozmowie pułkownik lotnictwa John Slessor zanotował, że Francuz „uznaje tę ofensywę za niewiele więcej niż gest”. W tym samym czasie do Warszawy szły depesze zapewniające, że akcja lądowa rozpocznie się lada dzień.

W nocy z 5 na 6 września na niemiecką stronę ruszyły pierwsze francuskie patrole rozpoznawcze. Wchodziły na głębokość kilkuset metrów i nie napotykały przeciwnika. 6 września dowódca frontu północno-wschodniego, generał Alphonse Georges, wydał 2 Grupie Armii instrukcję w sprawie operacji. W nocy z 6 na 7 września oddziały rozpoznawcze, zwłaszcza w pasie 3 Armii, posunęły się głębiej i doszły do przygranicznych wsi, z których Niemcy wcześniej wysiedlili ludność. Doszło przy tym do pierwszych drobnych potyczek.

7 września

7 września Francuzi przekroczyli granicę na szerszym odcinku, w rejonie Saarbrücken i doliny rzeki Blies. Operację prowadziła 2 Grupa Armii generała André-Gastona Prételata, złożona z 3 Armii (na zachód od Saary, w rejonie lasu Warndt), 4 Armii (między Saarą a Blies) i 5 Armii (dalej na wschód, ku Lasowi Palatynackiemu). Dzień ten podaje jako początek ofensywy większość kalendariów. Badacze opierający się na francuskich archiwach zwracają jednak uwagę, że zasadnicze natarcie, zgodnie z instrukcją Prételata, rozpoczęło się dopiero o świcie 9 września, a 7 i 8 września do akcji weszły głównie oddziały rozpoznawcze i czołowe.

Liczba zaangażowanych sił zależy od sposobu liczenia. Kalendaria mówią zwykle o dziesięciu dywizjach, a część opracowań o jedenastu lub dwunastu, posuwających się na odcinku około 25–32 kilometrów. Dziesięć dywizji czynnych to zresztą liczba, którą posługiwał się sam Gamelin, gdy przekonywał, że wypełnił zobowiązanie wobec Polski. W rzeczywistości ciężar działań spoczywał na kilku dywizjach, głównie z 4 Armii, które często wchodziły do akcji tylko częścią sił, prosto z transportów, bez pełnego wyposażenia i bez rozpoznania niemieckiej obrony. Większość żołnierzy stanowili świeżo zmobilizowani rezerwiści. Piechota nie umiała współdziałać z przydzielonymi jej czołgami, a złe warunki atmosferyczne ograniczały wsparcie lotnicze.

Pusty pas przed linią Zygfryda

Francuzi weszli w strefę, którą Niemcy przygotowali na taką ewentualność. Przygraniczny pas przed linią Zygfryda, tak zwaną czerwoną strefę, opróżniono z mieszkańców jeszcze przed wojną lub w pierwszych jej dniach. Saperzy wysadzali mosty na Saarze i Blies, a drogi, ścieżki, mosty i opuszczone domy zaminowali tysiącami min przeciwpancernych i przeciwpiechotnych, w tym nowych „skaczących” min S, które wyskakiwały z ziemi i raziły odłamkami na wysokości człowieka. Żołnierze niemieckiej 1 Armii generała Erwina von Witzlebena, wchodzącej w skład Grupy Armii C generała Wilhelma von Leeba, mieli rozkaz nie podejmować kontrataków i ograniczać się do potyczek, ostrzału i opóźniania. Na przedpolu obronę prowadziły głównie oddziały osłonowe, między innymi z 6 Dywizji Piechoty.

To miny, a nie niemiecka piechota, były dla Francuzów głównym przeciwnikiem. Już pierwsze grupy rozpoznawcze ponosiły na nich straty, a na polach minowych pod Bliesbrück wyleciały w powietrze pierwsze francuskie czołgi R35. Kolumny posuwały się metodycznie, krok po kroku, za saperami oczyszczającymi drogi. Mimo to postęp był widoczny: Francuzi zajęli większą część lasu Warndt na zachód od Saarbrücken i kilkanaście opuszczonych niemieckich wsi, między innymi Gersheim, Medelsheim i Kleinblittersdorf. Najdalej dotarli na głębokość około 8 kilometrów, wciąż przed główną pozycją linii Zygfryda.

Co widziano po obu stronach

Siły, które Niemcy mieli na zachodzie, były w tym czasie słabe. Prawie całe lotnictwo i wszystkie dywizje pancerne walczyły w Polsce. Na zachodzie stały w większości dywizje rezerwowe drugiego i trzeciego rzutu, słabo uzbrojone i niezgrane, a linia Zygfryda była w wielu miejscach nieukończona. Alfred Jodl mówił po wojnie w Norymberdze o 23 dywizjach niemieckich wobec około 110 francuskich i brytyjskich, inne obliczenia, uwzględniające także jednostki forteczne i rezerwowe w trakcie formowania, dają nieco ponad 30. Francuski wywiad oceniał trafnie, że Niemcy na zachodzie są stosunkowo słabi. Dowództwo francuskie liczyło się jednak przede wszystkim z tym, że nie ma ciężkiej artylerii zdolnej kruszyć betonowe schrony, że ofensywa przez Saarę prowadzi wąskim korytarzem między Luksemburgiem a Renem, a jakiekolwiek obejście przez Belgię wykluczała jej neutralność. Obawiało się też odwetowych nalotów Luftwaffe na francuskie miasta i fabryki.

Po stronie niemieckiej przyjęto francuskie wejście do Saary z niepokojem, ale bez paniki. Pamiętano, że w 1914 roku po początkowych sukcesach przyszła klęska nad Marną, i wiedziano, jak cienka jest osłona zachodniej granicy. Niemieckie dowództwo nie przerzuciło jednak z Polski na zachód żadnej dywizji. Szybko się okazało, że nie musi.

W Polsce wiadomość o ataku w Saarze przyjęto z nadzieją. Radio i prasa ogłaszały, że Francuzi weszli do Niemiec, a polskie dowództwo czekało na meldunki o wycofywaniu wojsk niemieckich z frontu wschodniego. Tymczasem w Polsce trwała już bitwa o Warszawę i o linię Wisły: Niemcy wkroczyli do Krakowa 6 września, Naczelny Wódz marszałek Edward Rydz-Śmigły w nocy z 6 na 7 września opuścił stolicę, a obrona Westerplatte zakończyła się tego samego 7 września kapitulacją załogi.

Miejsce w wojnie

Ofensywa w Saarze była jedyną poważniejszą akcją lądową zachodnich aliantów w całym 1939 roku. Od początku pomyślana jako zbrojna demonstracja, a nie przełamanie, nie mogła zmienić losu Polski. Już 12 września Gamelin rozkazał wstrzymać natarcie przed linią Zygfryda, a tego samego dnia premierzy Francji i Wielkiej Brytanii, Édouard Daladier i Neville Chamberlain, na posiedzeniu Najwyższej Rady Wojennej w Abbeville zaakceptowali decyzję, by nie podejmować na zachodzie ofensywy na dużą skalę. Po radzieckiej agresji na Polskę 17 września i po upadku Warszawy Gamelin rozkazał 21 września wycofać wojska na pozycje wyjściowe. W połowie października Niemcy, wzmocnieni dywizjami przerzuconymi z Polski, kontratakowali, a 16–17 października ostatnie francuskie oddziały osłonowe opuściły terytorium Rzeszy. Francuzi stracili w tej operacji, licząc zabitych, rannych, zaginionych i chorych, około 2 tysięcy ludzi.

Pytanie, czy zdecydowane uderzenie we wrześniu 1939 roku mogło odmienić bieg wojny, pozostaje jednym z najczęściej dyskutowanych „co by było, gdyby” całego konfliktu. Niemieccy generałowie, jak Jodl czy Siegfried Westphal, twierdzili po wojnie, że front zachodni utrzymałby się najwyżej tydzień lub dwa. Część historyków, zwłaszcza polskich, widzi w zahamowaniu ofensywy złamanie sojuszniczego zobowiązania. Inni, w tym wielu francuskich, podkreślają, że przy ówczesnej doktrynie, uzbrojeniu i tempie mobilizacji armia francuska nie była zdolna do szybkiego przełamania niemieckich umocnień, zanim Polska upadnie. Pewne jest jedno: po kilku dniach ostrożnego natarcia na zachodzie zapadła cisza, którą nazwano dziwną wojną. Trwała ona do 10 maja 1940 roku, gdy Niemcy sami uderzyli na Francję.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.