TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Rzeź Woli

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Front:
Polska
Data:
5 sierpnia 1944
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Powstanie Warszawskie
Tagi:
Polska, III Rzesza, ludność cywilna, Heinrich Himmler
Ludność cywilna Woli prowadzona ulicą Wolską, prawdopodobnie na początku sierpnia 1944 roku.
Ludność cywilna Woli prowadzona ulicą Wolską, prawdopodobnie na początku sierpnia 1944 roku.Autor: Leher · CC BY-SA 3.0 de · Wikimedia Commons

W sobotę 5 sierpnia 1944 roku, piątego dnia powstania warszawskiego, niemieckie oddziały policji i SS uderzyły od zachodu na Wolę – robotniczą dzielnicę Warszawy, przez którą biegła najważniejsza droga do mostu Kierbedzia. Równolegle z natarciem na powstańcze barykady rozpoczęło się systematyczne mordowanie mieszkańców: mężczyzn, kobiet i dzieci, chorych w szpitalach, zakonników i księży. Zabijano w mieszkaniach i piwnicach, na podwórzach kamienic, na terenie fabryk, w parkach i na cmentarzach. Najwięcej ofiar padło w ciągu trzech dni, 5, 6 i 7 sierpnia, ale pojedyncze i zbiorowe egzekucje trwały na Woli jeszcze przez kolejne tygodnie. W polskiej pamięci dzień 5 sierpnia nazywany jest „czarną sobotą”, a całe wydarzenie – rzezią Woli.

Niektóre kalendaria podają pod tą datą, że na Woli „niemieckie i kolaboranckie rosyjskie siły” zamordowały 40–50 tysięcy cywilów. Oba elementy wymagają uściślenia. Głównymi sprawcami byli Niemcy – policjanci z Kraju Warty, esesmani z pułku Dirlewangera i żandarmi – wspierani przez oddziały azerbejdżańskie (kompanie batalionu „Bergmann” i batalion I/111); rosyjska kolaboracyjna brygada RONA mordowała w tym samym czasie na sąsiedniej Ochocie. Liczba ofiar nie jest znana: szacunki polskich i niemieckich historyków wahają się od około 10–15 tysięcy do ponad 60 tysięcy, a 40–50 tysięcy to jedno z wielu przybliżeń.

Rozkaz zniszczenia Warszawy

Wybuch powstania 1 sierpnia przywódcy III Rzeszy potraktowali jako okazję do ostatecznego rozprawienia się z miastem, które okupanci od początku uważali za ośrodek polskiego oporu. Generalny gubernator Hans Frank zapisał w dzienniku jeszcze w grudniu 1943 roku, że gdyby nie Warszawa, Niemcy nie mieliby czterech piątych kłopotów w Generalnym Gubernatorstwie. Adolf Hitler, wciąż nieufny wobec generałów po zamachu z 20 lipca, powierzył stłumienie powstania nie Wehrmachtowi, lecz Reichsführerowi SS Heinrichowi Himmlerowi.

Treść rozkazu znamy wyłącznie z powojennych relacji. Według zeznań SS-Obergruppenführera Ericha von dem Bach-Zelewskiego brzmiał on: każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać jeńców, Warszawa ma zostać zrównana z ziemią jako odstraszający przykład dla całej Europy. Dowódca SS i Policji w dystrykcie warszawskim Paul Otto Geibel zeznał, że już wieczorem 1 sierpnia Himmler polecił mu przez telefon „zniszczyć dziesiątki tysięcy”. Autorstwo rozkazu pozostaje sporne. Część historyków przyjmuje wersję Bacha, według której Hitler kazał zniszczyć miasto, a Himmler z własnej inicjatywy dodał nakaz wymordowania mieszkańców; inni, m.in. Antoni Przygoński i Piotr Madajczyk, uważali, że rozkaz eksterminacji wydał ustnie sam Hitler, a polecenia Himmlera były jedynie wykonawcze.

Siły Reinefartha

Pierwsze zbrodnie na Woli popełniono już w pierwszych dniach powstania. Żołnierze Dywizji Pancerno-Spadochronowej „Hermann Göring”, którzy od 2 sierpnia próbowali odblokować arterię wolską, mordowali wziętych do niewoli powstańców – według ustaleń historyków około 400 – i rozstrzeliwali grupy mężczyzn z okolicznych domów. Pędzili też przed czołgami cywilów jako „żywe tarcze”: 2 sierpnia przy ul. Okopowej przywiązali do drabiny 50 Polaków, a 3 sierpnia gnali przed kolumną pancerną na ul. Wolskiej około 300 kobiet i mężczyzn. Były to jednak jeszcze doraźne akty odwetu, a nie zaplanowana eksterminacja.

Ta przyszła z „siłami odsieczy”, które Himmler zaczął gromadzić 2 sierpnia w Poznaniu wspólnie z gauleiterem Arthurem Greiserem. Dowództwo grupy powierzył Wyższemu Dowódcy SS i Policji w Kraju Warty, SS-Gruppenführerowi Heinzowi Reinefarthowi. W skład tzw. Kampfgruppe Reinefarth weszły kompanie zmotoryzowanej policji ochronnej i żandarmerii z Kraju Warty – w większości starsi rezerwiści, Niemcy z Rzeszy i volksdeutsche – batalion podchorążych z poznańskiej szkoły oficerskiej i kompania szkoły junkrów SS z Brunszwiku. Do 5 sierpnia grupa urosła do około 2750 ludzi. Wspierał ją I batalion pułku specjalnego SS „Dirlewanger” (365 ludzi pod dowództwem SS-Hauptsturmführera Herberta Meyera), złożonego w znacznej części z ukaranych dyscyplinarnie esesmanów i żołnierzy oraz kryminalistów z obozów koncentracyjnych, który wcześniej pacyfikował wsie na Białorusi. Sam Oskar Dirlewanger przybył do Warszawy dopiero 8 sierpnia. Do natarcia przydzielono też dwie kompanie azerbejdżańskie z oddziału specjalnego „Bergmann” i batalion z 111 pułku piechoty, sformowane z jeńców i ochotników z Kaukazu (Legion Azerski), oraz 608 pułk ochronny Wehrmachtu.

Drugą oś natarcia – przez Ochotę ku mostowi Poniatowskiego – otrzymał pułk zbiorczy z kolaboracyjnej brygady szturmowej SS RONA Bronisława Kaminskiego, złożonej głównie z Rosjan, liczący 1,5–1,7 tysiąca ludzi. Całością wojsk skierowanych przeciw powstaniu miał dowodzić Erich von dem Bach-Zelewski, dotąd szef niemieckich formacji do walki z partyzantką; do jego przyjazdu dowodził Reinefarth, choć zarówno Dirlewanger, jak i Kaminski, powołując się na pełnomocnictwa od Himmlera, słuchali go niechętnie.

Rano 5 sierpnia na odprawie w punkcie dowodzenia Reinefartha przy ul. Wolskiej omówiono plan natarcia. Przebieg narady znamy tylko z zeznań jej uczestników, składanych w latach sześćdziesiątych w zachodnioniemieckim śledztwie i niewolnych od autousprawiedliwień: według nich nie padł wprost rozkaz zabijania cywilów, ale Reinefarth miał podkreślać, że cała ludność bierze udział w powstaniu i należy ją traktować bez pardonu. Szeregowi otrzymali polecenia jednoznaczne. Podoficer z pułku Dirlewangera zeznał w niewoli sowieckiej, że rankiem odczytano w jego jednostce rozkaz Himmlera, by zabijać powstańców i ludność, a miasto niszczyć; w batalionie policyjnym z Kraju Warty odczytano komunikat, że „Führer rozkazał całkowicie zniszczyć Warszawę”.

„Czarna sobota”

Natarcie ruszyło między 7 a 9.30 rano – źródła różnią się co do godziny – na froncie szerokim na około kilometr, wzdłuż ulic Wolskiej, Górczewskiej i sąsiednich. Wspierały je działa pancerne, pociąg pancerny i samoloty Ju 87. Opór stawiały słabo uzbrojone oddziały Obwodu AK „Wola” i Armii Ludowej, bo najsilniejsze zgrupowanie dzielnicy, Zgrupowanie „Radosław”, było związane walką przy cmentarzach wolskich. Przez wiele godzin żołnierze batalionu „Parasol” bronili Pałacyku Michlera przy ul. Wolskiej 40. Pod wieczór Niemcy doszli w rejon placu Kercelego, ale arterii wolskiej nie odblokowali.

Mordowanie ludności zaczęło się od rana i szło krok w krok za natarciem, a największe rozmiary przybrało w kwartałach, które od początku powstania pozostawały w rękach niemieckich. Najpierw zabijano chaotycznie: w mieszkaniach, w piwnicach, do których wrzucano granaty, na podwórzach i ulicach; podpalano domy i strzelano do uciekających. W domach Hankiewicza przy ul. Wolskiej 105/109 miało zginąć około 2 tysięcy osób, w domach Wawelberga przy ul. Górczewskiej 15 od 2 do 3 tysięcy. W prawosławnym sierocińcu przy ul. Wolskiej 149 zamordowano co najmniej dwadzieścioro dzieci. Masakrom towarzyszyły gwałty i rabunek.

Po południu rzeź nabrała zorganizowanego charakteru. Ludność spędzano do kilku wybranych miejsc – hal fabrycznych, parków, cmentarzy, dziedzińców – i rozstrzeliwano grupami, najczęściej strzałem w tył głowy lub z broni maszynowej, każąc kolejnym ofiarom wchodzić na stosy ciał poprzedników. Według szacunków polskich historyków w samą „czarną sobotę” największe egzekucje odbyły się:

  • w rejonie ul. Górczewskiej i warsztatów kolejowych na Moczydle, dokąd spędzono tysiące ludzi, a potem wyprowadzano ich grupami na miejsca kaźni – od 4,5 do 10 tysięcy ofiar;
  • na terenie fabryki „Ursus” przy ul. Wolskiej 55 – od 6 do 7,5 tysiąca; zginęło tam m.in. troje dzieci Wandy Lurie, która sama przeżyła egzekucję w zaawansowanej ciąży;
  • w fabryce Franaszka przy ul. Wolskiej 41/45 – od 4 do 6 tysięcy;
  • w zajezdni tramwajowej przy ul. Młynarskiej – około tysiąca;
  • w parku Sowińskiego – około 1500;
  • przy kuźni na ul. Wolskiej 122/124, w fabryce „Bramenco” na Wolskiej 60, na podwórzu domu przy ul. Staszica 15 i przy cmentarzu prawosławnym, gdzie na dziedzińcu cerkwi św. Jana Klimaka rozstrzelano proboszcza, archimandrytę Teofana, i jego parafian – po kilkaset osób.

Wśród zabijających byli policjanci z Kraju Warty, esesmani Dirlewangera i Azerbejdżanie. Niemiecki porucznik artylerii Hans Thieme, po wojnie rektor uniwersytetu we Fryburgu, zeznał, że część żołnierzy szukała okazji do udziału w egzekucjach i robiła sobie przy nich zdjęcia; inni świadkowie opisywali załamania nerwowe wśród Niemców patrzących na rzeź.

Szpitale

Ofiarą rzezi padli także chorzy i personel szpitali, chronionych przez prawo wojenne. Wczesnym popołudniem 5 sierpnia Niemcy weszli do Szpitala Wolskiego przy ul. Płockiej 26. Dyrektora, dr. Józefa Piaseckiego, pediatrę prof. Janusza Zeylanda i kapelana ks. Kazimierza Ciecierskiego zastrzelono w gabinecie dyrektora. Kilkuset pacjentów i większość pracowników poprowadzono do hal na Moczydle; niemal wszystkich mężczyzn rozstrzelano jeszcze tego dnia przy wiadukcie kolejowym. Zginęło ponad 360 osób, w tym 60 pracowników szpitala i około 300 chorych. Między 16 a 19 Niemcy zajęli Szpital św. Łazarza przy ul. Leszno i Karolkowej, gdzie oprócz chorych schronili się mieszkańcy okolicznych domów. Szpital podpalono, a przebywających w nim zabijano strzałami i granatami; liczbę ofiar szacuje się na około 1200, wśród nich jedenaście sanitariuszek AK, w większości nastoletnich harcerek, siostry benedyktynki i około 40 rannych powstańców.

Ocalał tego dnia jedynie Szpital Zakaźny św. Stanisława przy ul. Wolskiej 37: gdy esesmani Dirlewangera zaczęli rozstrzeliwać wypędzonych na podwórze chorych, dyrektor dr Paweł Kubica zdołał przekonać dowodzącego oficera do wstrzymania egzekucji, a delegacja z dr Joanną Kryńską uzyskała w sztabie Reinefartha zgodę na oszczędzenie szpitala. Następnego dnia, 6 sierpnia, Niemcy i żołnierze jednego z batalionów azerbejdżańskich wtargnęli do Szpitala Karola i Marii przy ul. Leszno 136; szpital spalono, a od 100 do 200 ciężko rannych i chorych, w tym co najmniej dwadzieścioro dzieci, zamordowano. Po drodze do Szpitala Wolskiego, dokąd odprowadzono personel i lżej chorych, rozstrzelano naczelnego chirurga, dr. Włodzimierza Kmicikiewicza.

Bach-Zelewski i kolejne dni

Po południu 5 sierpnia do punktu dowodzenia Reinefartha przybył Erich von dem Bach-Zelewski i przejął dowództwo. Jeszcze tego wieczoru – zapewne za wiedzą przełożonych – złagodził rozkaz eksterminacji: zakazał zabijania kobiet i dzieci, utrzymał natomiast nakaz rozstrzeliwania polskich mężczyzn i wziętych do niewoli powstańców. Kobiety i dzieci miały odtąd trafiać do obozu przejściowego, który 6 sierpnia utworzono w warsztatach kolejowych w Pruszkowie (Dulag 121). W dzienniku Bach zapisał, że „uratował życie tysiącom kobiet i dzieci, choć to byli Polacy”. Historycy wskazują raczej na kalkulację: masowe mordy wzmagały opór, a zajęci zabijaniem, gwałtami i grabieżą żołnierze nie posuwali się naprzód.

Nowe wytyczne nie od razu dotarły do wszystkich oddziałów i rzeź trwała dalej. Przygoński szacował, że 6 sierpnia zabito na Woli około 10 tysięcy ludzi. Pułk Dirlewangera przebił się tego dnia ulicami Chłodną i Krochmalną do Ogrodu Saskiego, mordując mieszkańców zdobywanych domów. Głównym miejscem kaźni stał się skład maszyn rolniczych fabryki Kirchmajera i Marczewskiego przy ul. Wolskiej 79/81, gdzie zginęło blisko 2 tysiące osób, wśród nich około 50 Żydów z Grecji, Węgier i Rumunii, uwolnionych dzień wcześniej przez żołnierzy AK z obozu przy ul. Gęsiej, oraz ponad 20 zakonników z klasztoru redemptorystów przy ul. Karolkowej (łącznie w czasie rzezi zginęło 30 redemptorystów). Kościół św. Wojciecha (św. Stanisława Biskupa) przy ul. Wolskiej 76 zamieniono w punkt zborny dla wypędzanych; według danych niemieckich tylko między 6 a 10 sierpnia przeszło przez niego około 90 tysięcy ludzi, a w jego okolicy rozstrzelano co najmniej 400 mężczyzn wyciągniętych z tłumu.

Aby zatrzeć ślady i zapobiec epidemii, Niemcy utworzyli 6 sierpnia Verbrennungskommando – około stu polskich mężczyzn wybranych spośród mordowanej ludności, zmuszonych do zbierania i palenia zwłok. Jako świadkowie mieli zostać zlikwidowani; przeżyli nieliczni. 7 sierpnia Niemcy zdobyli rejon Chłodnej i Elektoralnej, Hale Mirowskie i plac Żelaznej Bramy, odcinając Stare Miasto od Śródmieścia. Przy Halach Mirowskich rozstrzelano 7 i 8 sierpnia około 700 osób; Przygoński oceniał liczbę zabitych na Woli 7 sierpnia na około 3800.

Od 8 sierpnia tempo zabijania wyraźnie spadło. 12 sierpnia Bach-Zelewski zakazał także mordowania mężczyzn-cywilów – według zeznań Geibla powoływał się przy tym na słowa Hitlera, że pół miliona robotników dla Rzeszy to wygrana bitwa. Rozkaz likwidacji wziętych do niewoli powstańców pozostał jednak w mocy, a od 8 sierpnia przy grupie Reinefartha działało Sonderkommando policji bezpieczeństwa SS-Hauptsturmführera Alfreda Spilkera, które wyławiało z tłumów wypędzanych „niepożądanych” – podejrzanych o udział w powstaniu, Żydów, rannych i chorych – i rozstrzeliwało ich głównie przy ul. Okopowej, obok garbarni Pfeiffera. Walki na Woli skończyły się 11 sierpnia, gdy Zgrupowanie „Radosław” wycofało się przez ruiny getta na Stare Miasto.

Ochota

W tych samych dniach podobne zbrodnie popełniano na Ochocie. Pułk zbiorczy RONA, który wszedł do dzielnicy 4 lub 5 sierpnia, mordował, gwałcił, rabował i podpalał domy przy ul. Grójeckiej, w Kolonii Staszica i w Instytucie Radowym przy ul. Wawelskiej. Symbolem pacyfikacji stało się targowisko Zieleniak, zamienione w punkt zborny dla wypędzanej ludności, gdzie zginęło blisko tysiąc osób. Historycy szacują liczbę ofiar na Ochocie na około 10 tysięcy. Sam Kaminski zniknął wkrótce z Warszawy; według najczęściej podawanej wersji Niemcy rozstrzelali go pod koniec sierpnia 1944 roku, choć data i okoliczności jego śmierci są sporne.

Ile było ofiar

Dokładnej liczby zamordowanych na Woli nie da się ustalić: Niemcy spalili większość zwłok, a całe rodziny ginęły bez świadków. Przygoński w 1980 roku obliczył na podstawie m.in. spisów ludności (Wola liczyła w 1938 roku ponad 84 tysiące mieszkańców, w maju 1945 niecałe 20 tysięcy), że zginęło ponad 65 tysięcy osób, w tym 59 400 w dniach 5–7 sierpnia. Inne szacunki to około 50 tysięcy, 38 tysięcy (Adam Borkiewicz, Władysław Bartoszewski), 30–40 tysięcy (Joanna Hanson, Alexandra Richie), 30 tysięcy (podawane przez gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego) i co najmniej 20 tysięcy. Zachodnioniemiecki historyk Hanns von Krannhals oceniał liczbę ofiar na 10–15 tysięcy, a do podobnego wyniku – nie więcej niż 15 tysięcy ofiar grupy Reinefartha 5 i 6 sierpnia – doszedł w ostatnich latach badacz Marek Strok. Niezależnie od tych rozbieżności rzeź Woli uważana jest przez wielu historyków za jedną z największych pojedynczych masakr ludności cywilnej w okupowanej Europie, większą niż zbrodnie w Lidicach, Grotach Ardeatyńskich czy Oradour-sur-Glane razem wzięte. Prawnicy i historycy spierają się, czy była ludobójstwem w rozumieniu konwencji z 1948 roku, czy zbrodnią wojenną i zbrodnią przeciwko ludzkości wpisaną w ludobójczą politykę okupanta.

Po wojnie Heinz Guderian i sam Reinefarth zrzucali winę na „wątpliwe elementy” – kryminalistów Dirlewangera i wschodnich kolaborantów. Badania polskich historyków i ustalenia zachodnioniemieckiej prokuratury, która pułkowi Dirlewangera przypisała wyłączną odpowiedzialność za 16 z 41 zidentyfikowanych masowych egzekucji, pokazują, że kluczową rolę odegrali niemieccy policjanci z Kraju Warty.

Znaczenie

Wieści o rzezi rozeszły się po mieście błyskawicznie. Uciekinierzy z Woli zalali Stare Miasto i Śródmieście; władze powstańcze, obawiając się paniki, próbowały ograniczać napływ ludzi i rozchodzenie się wiadomości, a pomocy udzielały im głównie Polski Czerwony Krzyż, harcerze i parafie. Ppłk Jan Mazurkiewicz „Radosław” w meldunku do płk. Antoniego Chruściela „Montera” nad ranem 6 sierpnia porównał tragedię Woli do rzezi Pragi z 1794 roku; stąd wzięła się nazwa, którą w 1946 roku utrwalili Zygmunt Wojciechowski i Edward Serwański. Według Krannhalsa masakra była także błędem wojskowym Niemców: zespoliła ludność z powstańcami i na długo odebrała dowództwu AK i mieszkańcom zaufanie do niemieckich obietnic. Wielu ocalałych z Woli zginęło kilka tygodni później podczas oblężenia Starego Miasta.

Sprawcy nie ponieśli kary. Plan amerykańskiego oskarżyciela Telforda Taylora, by osobny proces przed trybunałem w Norymberdze poświęcić zniszczeniu Warszawy, upadł, a od 1947 roku mocarstwa zachodnie wstrzymały ekstradycje do Polski. Bach-Zelewski, świadek oskarżenia w Norymberdze, został skazany w RFN za zabójstwa z lat trzydziestych, ale nigdy za Warszawę; zmarł w więzieniu w 1972 roku. Dirlewanger zmarł w czerwcu 1945 roku w areszcie w Altshausen, pobity – według przyjętej wersji – przez polskich strażników w służbie francuskiej. Reinefarth przeszedł denazyfikację, w latach 1951–1964 był burmistrzem Westerland na wyspie Sylt, a w latach 1958–1962 posłem do landtagu Szlezwiku-Holsztynu; śledztwo przeciw niemu prokuratura we Flensburgu umorzyła w 1967 roku z braku dowodów, że to jego podwładni mordowali. Zmarł w 1979 roku. Z blisko tysiąca przesłuchanych uczestników walk na Woli nikt nie stanął przed sądem. Dopiero w 2014 roku na ratuszu w Westerland zawisła tablica upamiętniająca ofiary powstania.

Prochy pomordowanych, zebrane po wojnie z miejsc straceń, spoczywają na Cmentarzu Powstańców Warszawy na Woli – według szacunków nawet 12 ton, co odpowiada kilkudziesięciu tysiącom ludzi. Od 2010 roku 5 sierpnia obchodzony jest w Warszawie jako Dzień Pamięci Mieszkańców Woli. Rzeź Woli i Ochoty otworzyła dwumiesięczną walkę, w której – jak pokazały kolejne tygodnie – Niemcy nie zamierzali oszczędzić ani ludzi, ani miasta: po kapitulacji powstania 2 października ludność wypędzono, a lewobrzeżną Warszawę systematycznie burzono aż do stycznia 1945 roku.

Źródła

  1. rp.pl · art40940091 rzez woli co dzis wiemy o tej zbrodni

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.