TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Zatopienie Bismarcka

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Atlantyk
Data:
27 maja 1941
Autor:
Natalia
Bitwa:
Operacja Rheinübung
Tagi:
Kriegsmarine, Royal Navy, bitwa o Atlantyk, John Tovey
Pancernik „Bismarck” podczas starcia koło Islandii w maju 1941.
Pancernik „Bismarck” podczas starcia koło Islandii w maju 1941.Autor: Lagemann · CC BY-SA 3.0 de · Wikimedia Commons

Rankiem 27 maja 1941 roku, około 550 kilometrów na zachód od Brestu, brytyjskie pancerniki „King George V” i „Rodney” z pomocą dwóch ciężkich krążowników zniszczyły w niespełna dwie godziny niemiecki pancernik „Bismarck”, najpotężniejszy okręt Kriegsmarine. Trzy dni wcześniej „Bismarck” zatopił w Cieśninie Duńskiej krążownik liniowy „Hood”, dumę Royal Navy, i od tej chwili ścigały go dziesiątki brytyjskich okrętów. O jego losie przesądził wieczór 26 maja: samoloty torpedowe Fairey Swordfish z lotniskowca „Ark Royal” trafiły pancernik w rufę i zablokowały mu stery, gdy do bezpiecznych wód u wybrzeży Francji brakowało mu niecałej doby rejsu. Następnego ranka okręty Floty Macierzystej admirała Johna Toveya zamieniły go w płonący wrak. Zatonął około 10:40, z banderą na maszcie. Z ponad 2200 ludzi na pokładzie, wśród nich dowódcy floty admirała Günthera Lütjensa, ocalało według najczęściej podawanych danych 114.

Często pisze się, że „Bismarck” po uszkodzeniu sterów był zmuszony do „niekończącej się serii ruchów okrężnych”. To uproszczenie. Bezpośrednio po trafieniu torpedą okręt rzeczywiście zatoczył koło, bo jego stery zablokowały się w położeniu skrętu w lewo. Później załoga utrzymywała go na mniej więcej stałym kursie, sterując zmianą obrotów śrub, ale pancernik nie mógł odpaść od wiatru i płynął powoli na północny zachód, prosto w stronę brytyjskich pancerników, zamiast na wschód, do Francji. Jego kurs był chwiejny i nieprzewidywalny, co utrudniało mu celowanie w porannej bitwie, lecz nie był to bieg w kółko.

Po zatopieniu „Hooda”

„Bismarck” i ciężki krążownik „Prinz Eugen” wyszły z Gotenhafen (Gdyni), krążownik wieczorem 18 maja, a pancernik około 2:00 19 maja, by przez Cieśninę Duńską wedrzeć się na Atlantyk i niszczyć alianckie konwoje, zgodnie z planem wielkiego admirała Ericha Raedera. W starciu z 24 maja „Prince of Wales”, zanim się wycofał, trafił „Bismarcka” trzema pociskami. Jeden przebił dziób: do kadłuba wdarło się od 1000 do 2000 ton wody, a okręt zostawiał za sobą smugę ropy i stracił dostęp do części paliwa. Lütjens zrezygnował z rajdu i postanowił płynąć do Saint-Nazaire, jedynego portu na Atlantyku z suchym dokiem zdolnym przyjąć tak duży okręt. Wieczorem odesłał „Prinza Eugena” na samodzielne działania.

Brytyjczycy rzucili do pościgu sześć pancerników i krążowników liniowych, dwa lotniskowce, trzynaście krążowników i ponad dwadzieścia niszczycieli. Od konwojów odłączono stare pancerniki i krążowniki, „Rodney” zawrócił z drogi na remont do Bostonu, a z Gibraltaru wyruszył na północ Zespół H wiceadm. Jamesa Somerville’a z „Ark Royal”, krążownikiem liniowym „Renown” i krążownikiem lekkim „Sheffield”. Zespół ten latem 1940 roku osłaniał pierwszy przerzut myśliwców na Maltę. Około północy z 24 na 25 maja dziewięć Swordfishów z lotniskowca „Victorious” uzyskało jedno trafienie, ale torpeda eksplodowała na pancerzu burtowym. Około 3:00 25 maja „Bismarck” wykorzystał zygzakowanie śledzących go krążowników i zerwał kontakt radarowy. Lütjens, nieświadomy tego, nadał długie meldunki radiowe. Brytyjczycy je namierzyli, lecz na „King George V” źle naniesiono namiary i Tovey przez kilka godzin prowadził flotę na północny wschód, sądząc, że Niemiec wraca do kraju. Gdy błąd wyszedł na jaw, a odczytany w Bletchley Park szyfrogram Luftwaffe potwierdził, że pancernik zmierza do Francji, „Bismarck” miał już nad ścigającymi wyraźną przewagę.

Catalina i Swordfishe z „Ark Royal”

Rano 26 maja na poszukiwania wyleciały łodzie latające Consolidated PBY Catalina Dowództwa Obrony Wybrzeża RAF, startujące z jeziora Lough Erne w Irlandii Północnej. Leciały nad neutralną Irlandią, korytarzem nad hrabstwem Donegal, na który rząd w Dublinie po cichu się zgodził. O 10:30 załoga Cataliny z 209 Dywizjonu dostrzegła „Bismarcka” mniej więcej 690 mil morskich na północny zachód od Brestu. Samolotem dowodził Brytyjczyk Dennis Briggs, ale za sterami siedział wtedy drugi pilot, Leonard B. Smith, chorąży marynarki wciąż neutralnych Stanów Zjednoczonych, jeden z amerykańskich „obserwatorów” szkolących Brytyjczyków na nowych maszynach. Wkrótce pancernik znalazły też Swordfishe rozpoznawcze z „Ark Royal”.

Pancerniki Toveya były jednak za daleko, część okrętów musiała zawrócić po paliwo, a „Bismarck” następnego dnia znalazłby się pod osłoną niemieckich samolotów i okrętów podwodnych. „Renown” był za słaby, by samotnie stawić mu czoło. Jedyną szansą były samoloty torpedowe z „Ark Royal”. Somerville wysłał naprzód krążownik „Sheffield”, by śledził pancernik z bliska, ale wiadomość o tym nie dotarła do lotniskowca. Pierwsza fala piętnastu Swordfishów, która wystartowała po 14:50 w fatalnej pogodzie, odnalazła radarem okręt ok. 20 mil od spodziewanego miejsca i zaatakowała go przez chmury. Był to „Sheffield”. Lotnicy zrzucili jedenaście torped. Część eksplodowała w zetknięciu z wodą albo w kilwaterze, bo ich zapalniki magnetyczne zawiodły, a resztę krążownik wymanewrował. Według raportu Toveya „Sheffield” z wielką powściągliwością nie oddał w odpowiedzi ani jednego strzału.

Pomyłka okazała się pożyteczną lekcją. Do drugiego ataku torpedy wyposażono w zapalniki uderzeniowe i ustawiono na mniejszą głębokość. Około 19:10 z kołyszącego się pokładu wystartowało piętnaście Swordfishów, w większości tych samych, które dopiero co wróciły. Prowadził je kmdr ppor. Trevenen Coode. Tym razem samoloty najpierw odnalazły „Sheffield”, który naprowadził je na cel. Nad „Bismarckiem” wisiał front chłodny z gęstą warstwą chmur od około 200 metrów do kilku kilometrów wysokości, więc formacja rozpadła się i samoloty atakowały pojedynczo i parami, z różnych kierunków, przez mniej więcej pół godziny, od około 20:50. Pancernik strzelał do nich nawet z dział głównego kalibru, ale żaden Swordfish nie został zestrzelony.

Dwie torpedy trafiły. Pierwsza uderzyła w śródokręcie i nie wyrządziła poważnych szkód. Druga eksplodowała w rufie po lewej burcie, w pobliżu sterów. Zalała przedział maszyny sterowej, a oba stery zablokowały się wychylone o 12 stopni w lewo. Według późniejszych ustaleń torpedę tę zrzucił najpewniej podporucznik John Moffat z 818 Dywizjonu, choć w chaosie ataku nie da się tego stwierdzić z całą pewnością. Okręt zatoczył najpierw koło, a potem, jak zanotował Tovey, „nie mógł utrzymać się z dala od wiatru, który opatrznościowo wiał z północnego zachodu”.

Noc z 26 na 27 maja

Na pokładzie „Bismarcka” przez całą noc próbowano uwolnić stery. Nurkowie nie zdołali dostać się do zalanego przedziału przy wzburzonym morzu. Udało się uruchomić jeden ster, ale drugi pozostał zablokowany i nie zmieniło to położenia okrętu. Pomysł odstrzelenia steru ładunkiem wybuchowym Lütjens odrzucił, bo wybuch mógł zniszczyć śruby. Pancernik, sterowany zmianą obrotów trzech śrub, wlókł się z prędkością około 10 węzłów pod wiatr. Jeszcze przed północą Lütjens nadał do dowództwa meldunek: „Okręt niezdolny do manewrowania. Będziemy walczyć do ostatniego pocisku. Niech żyje Führer”. W nocy nadszedł telegram Adolfa Hitlera z podziękowaniem dla załogi. Ocaleni wspominali, że nastrój na okręcie był przygnębiający.

Tuż po ataku samolotów „Bismarck” ostrzelał jeszcze „Sheffield”. Odłamki pocisków zabiły na krążowniku trzech ludzi, a „Sheffield” wycofał się za zasłoną dymną i stracił kontakt. Przed 22:00 naprowadził jednak na pancernik 4 Flotyllę Niszczycieli komandora Philipa Viana, odłączoną wcześniej od konwoju wojskowego WS-8B: „Cossack”, „Sikh”, „Zulu”, „Maori” i polski ORP „Piorun”. O 22:38 „Piorun” pod dowództwem kmdr. por. Eugeniusza Pławskiego jako pierwszy nawiązał kontakt z „Bismarckiem”, nadając podobno sygnał „Jestem Polakiem”. Przez blisko godzinę trzymał się w pobliżu pancernika, który kilkoma salwami artylerii głównej obramował go pociskami, sam oddał w jego stronę kilka salw z dział 120 mm, a potem w ciemnościach stracił z nim kontakt. Pozostałe niszczyciele przez całą noc wychodziły do ataków torpedowych w sztormie i ciemnościach. Wystrzeliły szesnaście torped i najpewniej żadna nie trafiła, ale utrzymywały kontakt, oświetlały pancernik pociskami świetlnymi na prośbę Toveya i nie dawały załodze ani chwili wytchnienia. Nad ranem Niemcy próbowali wysłać do Francji wodnosamolot Arado Ar 196 z dziennikiem okrętowym i filmem z bitwy z „Hoodem”, ale katapulta była uszkodzona od pocisku z „Prince of Wales”. Samolot zepchnięto za burtę.

Tovey zrezygnował z ataku w zapadającym zmroku, przy szkwałach i niepewnych pozycjach własnych okrętów, i postanowił czekać do pełnego dnia. Ryzykował, że „Bismarck” się wymknie, ale zmęczenie niemieckiej załogi działało na jego korzyść.

Ostatnia bitwa

Rano 27 maja wiał sztormowy wiatr z północnego zachodu o sile 8 w skali Beauforta, niebo było zachmurzone, padały przelotne deszcze. Tovey, który po losie „Hooda” trzymał „Renowna” z dala od walki, postanowił podejść od zachodniego północnego zachodu, niemal dokładnie na wprost przeciwnika, aby stanowić trudny cel i szybko zejść na dystans pewnych trafień. Liczył też, jak napisał, że widok dwóch pancerników idących prosto na Niemców nadszarpnie nerwy ich dalmierzystów.

O 8:43 obserwatorzy na „King George V” dostrzegli „Bismarcka” w odległości około 25 tysięcy jardów (ok. 23 km). Cztery minuty później ogień otworzył „Rodney” z dział 406 mm, a po nim „King George V” z dział 356 mm. „Bismarck” odpowiedział o 8:50, celując w „Rodneya”, i już drugą salwą go obramował. Niesterowny okręt, kołysany przez fale i zbaczający raz w jedną, raz w drugą stronę, był bardzo złą platformą artyleryjską. Do walki włączyły się ciężkie krążowniki: „Norfolk”, który śledził „Bismarcka” od Cieśniny Duńskiej, a z drugiej strony „Dorsetshire”, który na własną rękę odłączył się od konwoju z Freetown i przepłynął setki mil, by zdążyć na bitwę.

Około 9:02 pocisk z „Rodneya” trafił w nadbudówkę dziobową „Bismarcka”. Zniszczył główne stanowisko kierowania ogniem i według relacji ocalałych zabił większość oficerów na pomoście, prawdopodobnie także Lütjensa i dowódcę okrętu, komandora Ernsta Lindemanna. Inni ocaleni twierdzili jednak, że widzieli Lindemanna na pokładzie jeszcze w chwili zatonięcia. Kolejne trafienia wyłączyły obie dziobowe wieże artylerii głównej. Kierowanie ogniem wież rufowych przejął z tylnego stanowiska kapitan marynarki Burkard von Müllenheim-Rechberg, najwyższy rangą oficer spośród tych, którzy przeżyli, ale po trzech salwach i to stanowisko zostało rozbite. Około 9:31 umilkła ostatnia wieża. Od tej chwili „Bismarck” nie mógł już odpowiadać ogniem.

Brytyjczycy strzelali dalej. „Rodney” zbliżył się na niespełna 3 kilometry, odległość dla dział tego kalibru niemal przyłożoną do celu, i bił w pancernik salwa za salwą, odpalając też torpedy. „King George V” trzymał się dalej, aby jego pociski spadały stromo i przebijały pokład. Do 10:00 oba pancerniki wystrzeliły ponad 700 pocisków artylerii głównej, a wszystkie cztery okręty łącznie około 2800 pocisków różnego kalibru, z których według szacunków trafiło około 400. „Bismarck” płonął od dziobu po rufę, przechylał się na lewą burtę i osiadał rufą. Tovey zanotował, że ludzie skakali do wody, „przedkładając śmierć w sztormowym morzu nad straszliwe skutki naszego ognia”. Brytyjczycy nie przerywali ognia, bo na niemieckim okręcie wciąż powiewała bandera i nikt nie dał znaku kapitulacji.

Około 10:15–10:20 Tovey przerwał walkę. Paliwa na „King George V” i „Rodneyu” starczało już tylko na powrót, a admirał spodziewał się nalotów Luftwaffe i okrętów podwodnych. Był pewien, że „Bismarck” nie dopłynie do żadnego portu i zatonie w ciągu kilku godzin, a dalszy ostrzał niewiele przyspieszy jego koniec. Rozkazał okrętom, które miały jeszcze torpedy, dobić wrak. „Dorsetshire” uprzedził ten rozkaz: wystrzelił dwie torpedy w prawą burtę, z których jedna trafiła, a potem, obszedłszy pancernik, jeszcze jedną w lewą. „Bismarck” przewrócił się na lewą burtę i zatonął rufą naprzód. Brytyjskie raporty podają godzinę 10:37, a pozycję 48°09′ N, 16°07′ W, w innych opracowaniach pojawia się 10:40.

Zatopiony czy samozatopiony?

Kto ostatecznie posłał „Bismarcka” na dno, jest od dziesięcioleci przedmiotem sporu. Ocaleni Niemcy zgodnie twierdzili, że okręt zatopiła sama załoga. Około 9:30 pierwszy oficer, komandor porucznik Hans Oels, który po zniszczeniu pomostu przejął dowodzenie, wydał rozkaz opuszczenia okrętu, otwarcia grodzi wodoszczelnych i przygotowania ładunków wybuchowych. Kapitan marynarki inż. Gerhard Junack, najstarszy rangą z ocalałych oficerów mechaników, odpalił je w maszynowni z dziewięciominutowym opóźnieniem i wyprowadził swoich ludzi na pokład. Oels zginął chwilę później od pocisku z „King George V”. Brytyjczycy przez lata utrzymywali natomiast, że pancernik zatopiły ich torpedy.

Wrak, odnaleziony w czerwcu 1989 roku przez amerykańskiego oceanografa Roberta Ballarda na głębokości około 4,7 kilometra, nie rozstrzygnął sporu do końca. Ballard nie znalazł śladów przebicia głównego pasa pancernego pod linią wodną ani zgnieceń kadłuba typowych dla okrętów, które idą na dno z niezalanymi przedziałami, i uznał to za potwierdzenie relacji o samozatopieniu. Późniejsze ekspedycje, w tym Davida Mearnsa i Jamesa Camerona w latach 2001–2002, spierały się o pochodzenie rozdarć kadłuba. Dziś większość badaczy przyjmuje stanowisko pośrednie: ogień i torpedy zniszczyły okręt na tyle, że i tak zatonąłby w ciągu kilku godzin, a samozatopienie jedynie przyspieszyło jego koniec.

Rozbitkowie i straty

W wodzie znalazło się według szacunków od 800 do tysiąca ludzi. „Dorsetshire” i niszczyciel „Maori” opuściły liny i zaczęły wciągać rozbitków na pokład, ale o 11:40 obserwatorzy na krążowniku dostrzegli coś, co wzięli za peryskop okrętu podwodnego, i oba okręty odpłynęły, zostawiając w morzu setki ludzi. „Dorsetshire” zabrał 85 Niemców, „Maori” 25. Jeden z nich zmarł następnego dnia z ran. Wieczorem 27 maja okręt podwodny U-74 wyłowił z pontonu trzech marynarzy, a następnego dnia niemiecki statek meteorologiczny „Sachsenwald” jeszcze dwóch z tratwy. Najczęściej podawana liczba ocalałych to 114 (115 wyłowionych, z których jeden zmarł), a zabitych ponad 2000, według różnych zestawień najczęściej około 2100. Na okręcie płynęła bowiem oprócz stałej załogi także sztab dowódcy floty, załogi pryzowe i korespondenci wojenni, łącznie ponad 2200 ludzi.

Straty brytyjskie w ostatnich dniach pościgu były niewielkie: trzech zabitych na „Sheffieldzie”, kilku lotników, lekkie uszkodzenia „Rodneya”, głównie od podmuchu własnych dział. 28 maja niemieckie bombowce zatopiły u zachodnich wybrzeży Irlandii wracający z niemal pustymi zbiornikami niszczyciel „Mashona”; zginęło 46 członków jego załogi.

Reakcje

Wiadomość dotarła do Londynu, gdy Winston Churchill przemawiał w Izbie Gmin o sytuacji na Krecie, gdzie od tygodnia trwały ciężkie walki z niemieckimi spadochroniarzami. Premier zapowiedział najpierw, że trwa bitwa z „Bismarckiem” i jej wynik nie jest jeszcze znany. Krótko potem podano mu kartkę i Churchill, przerywając debatę, ogłosił posłom, że niemiecki pancernik został zatopiony. Po wiosennych klęskach na Bałkanach i w Afryce Północnej było to zwycięstwo szczególnie potrzebne. Admiralicja dziękowała zwłaszcza lotnikom marynarki z „Victoriousa” i „Ark Royal”, bez których, jak przyznano, cel mógłby nie zostać osiągnięty. Tovey w raporcie oddał hołd przeciwnikowi: „Bismarck” stoczył „najdzielniejszą walkę przeciw przytłaczającej przewadze, godną najlepszych dni dawnej cesarskiej marynarki niemieckiej, i zatonął z powiewającą banderą”. Za to zwycięstwo otrzymał jesienią 1941 roku Order Imperium Brytyjskiego w stopniu komandora rycerza.

W Niemczech dowództwo Grupy „Zachód” jeszcze przez kilka godzin nadawało do „Bismarcka” depesze, dopóki agencja Reutera nie podała, że okręt zatonął. Strata najnowocześniejszego pancernika z ponad dwoma tysiącami marynarzy, zaledwie kilka dni po triumfalnych komunikatach o zatopieniu „Hooda”, była dla Hitlera ciężkim ciosem. „Prinz Eugen”, który po odłączeniu się od „Bismarcka” nie zatopił ani jednego statku, a potem miał awarię maszyn, zawinął 1 czerwca do Brestu.

Miejsce w wojnie

Zatopienie „Bismarcka” zamknęło okres, w którym Niemcy próbowali prowadzić wojnę z żeglugą na Atlantyku wielkimi okrętami nawodnymi. Jeszcze w marcu 1941 roku pancerniki „Scharnhorst” i „Gneisenau” zatopiły lub zdobyły w czasie dwumiesięcznego rajdu 22 statki. Po maju takich wypadów już nie było. Hitler zastrzegł sobie zgodę na każde wyjście ciężkich okrętów w morze i odebrał tym samym Raederowi swobodę dysponowania nimi. Bliźniaczy „Tirpitz”, oddany do służby w lutym 1941 roku, spędził resztę wojny w norweskich fiordach jako „flota w gotowości”, wiążąc samą swoją obecnością znaczną część brytyjskiej floty, a okręty stacjonujące w Breście przedarły się w lutym 1942 roku przez kanał La Manche z powrotem do Niemiec. Ciężar wojny na Atlantyku przeszedł w całości na okręty podwodne Karla Dönitza. W czerwcu Brytyjczycy wyłapali ponadto większość niemieckich zbiornikowców rozstawionych na Atlantyku dla rajderów.

Pościg pokazał też, jak zmienia się wojna na morzu. „Bismarcka” nie zatrzymały pancerniki, lecz przestarzałe dwupłatowce z lotniskowca, kierowane przez łódź latającą i krążownik z radarem, przy udziale nasłuchu radiowego i kryptologów z Bletchley Park. Pół roku później japońskie samoloty zatopiły u wybrzeży Malajów „Prince of Wales”, pierwszy pancernik, który strzelał do „Bismarcka”, wraz z krążownikiem liniowym „Repulse”, a zatopienie przez lotnictwo pancerników będących w morzu, w pełnej gotowości bojowej, stało się powszechnie przyjętym faktem. Dla Brytyjczyków zwycięstwo z 27 maja było jednak przede wszystkim sprawą morale: pomściło „Hooda” i w najczarniejszym okresie wiosny 1941 roku, w tygodniu klęski na Krecie, dowiodło, że Royal Navy wciąż panuje na Atlantyku. Dla Polskiej Marynarki Wojennej udział „Pioruna” w pościgu pozostał jedną z najjaśniejszych kart wojny.

Źródła

  1. uboat.net · u74 bismarck
  2. ibiblio.org · bismk c3
  3. Operation Rheinübung · Wikipedia (en)
  4. German battleship Bismarck · Wikipedia (en)

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.