TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Incydent z USS Greer

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Atlantyk
Data:
4 września 1941
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Bitwa o Atlantyk
Tagi:
Stany Zjednoczone, bitwa o Atlantyk, U-Booty, neutralność

W czwartek 4 września 1941 roku, kilkaset kilometrów na południowy zachód od Islandii, stary amerykański niszczyciel USS „Greer” przez kilka godzin tropił zanurzonego niemieckiego okrętu podwodnego U-652. Wczesnym popołudniem U-Boot odwrócił się i wystrzelił w niego torpedę, potem drugą. Obie chybiły. Niszczyciel odpowiedział bombami głębinowymi, które również nie wyrządziły przeciwnikowi większej szkody. Nikt nie zginął i żaden z okrętów nie został poważnie uszkodzony, ale było to pierwsze w tej wojnie starcie, w którym okręt wojenny III Rzeszy otworzył ogień do okrętu wojennego Stanów Zjednoczonych, państwa formalnie neutralnego.

Popularne kalendaria opisują to zdarzenie jako pierwszy przypadek ostrzelania amerykańskiego okrętu przez niemiecki okręt podwodny i dodają, że od tej chwili Stany Zjednoczone były zaangażowane w eskortowanie konwojów między półkulą zachodnią a Europą. Pierwsza część jest prawdziwa, choć niepełna: „Greer” nie był niewinną ofiarą napaści na pustym morzu, lecz od ponad trzech godzin śledził U-Boota i nadawał jego pozycję, a w okolicy działał brytyjski samolot, który zrzucił na Niemców bomby głębinowe. Druga część wymaga sprostowania kolejności. O tym, że amerykańska marynarka przejmie eskortę konwojów na zachodnim odcinku Atlantyku, zdecydowano już w sierpniu, a pierwszy konwój pod amerykańską osłoną wyruszył dopiero 16 września. Incydent nie był przyczyną tej decyzji, ale posłużył prezydentowi do jej publicznego uzasadnienia.

Niewypowiedziana wojna na Atlantyku

Latem 1941 roku Stany Zjednoczone nie prowadziły wojny z nikim, ale ich neutralność była już tylko formalna. Od marca na mocy ustawy Lend-Lease dostarczały Wielkiej Brytanii broń i zaopatrzenie, w kwietniu rozszerzyły strefę patroli swojej marynarki aż do 26 południka długości zachodniej i wzięły w opiekę Grenlandię, a 7 lipca wylądowały na Islandii, którą od roku okupowali Brytyjczycy. Amerykańskie okręty nie eskortowały jeszcze konwojów brytyjskich i nie miały prawa atakować, ale śledziły niemieckie okręty podwodne i rajdery i jawnie nadawały ich pozycje, z których korzystała Royal Navy. Według rozkazów, jakie otrzymywały niszczyciele Floty Atlantyku, miały „śledzić i meldować”. W lipcu admirał Ernest King, dowódca Floty Atlantyku, polecił eskortować na Islandię statki amerykańskie i islandzkie, do których mogły się przyłączać statki innych bander.

W sierpniu, w czasie spotkania z Winstonem Churchillem w zatoce Placentia, które zakończyło się ogłoszeniem Karty atlantyckiej, Franklin Delano Roosevelt zgodził się, by amerykańska flota przejęła ochronę konwojów na zachodnim odcinku trasy, aż do południka Islandii, niezależnie od bandery statków. Churchill relacjonował potem gabinetowi wojennemu, że prezydent zapowiedział, iż będzie prowadził wojnę, ale jej nie wypowie, i będzie szukał „incydentu”, który usprawiedliwiłby otwarcie działań zbrojnych. Historycy ostrzegają, by nie brać tych słów dosłownie: Churchill potrzebował dobrych wiadomości dla swojego gabinetu, a Roosevelt często mówił rozmówcom to, co chcieli usłyszeć. 1 września 1941 roku admirał King wydał nowy plan operacyjny, na którego mocy marynarka przyjęła odpowiedzialność za konwoje transatlantyckie na odcinku od punktu na wysokości Nowej Fundlandii do południka Islandii. Okręty na północnym Atlantyku miały odtąd działać w warunkach wojennych i pływać z wygaszonymi światłami.

Po drugiej stronie Adolf Hitler chciał za wszelką cenę uniknąć wojny z Ameryką, dopóki nie rozstrzygnie wojny ze Związkiem Radzieckim. Wielki admirał Erich Raeder od miesięcy domagał się swobody działania wobec amerykańskich okrętów, które pomagały Brytyjczykom, ale Führer odmawiał. Dowódca okrętów podwodnych admirał Karl Dönitz miał rozkaz, by jego załogi nie atakowały okrętów amerykańskich, chyba że w samoobronie. Niemiecka strefa blokady wokół Wysp Brytyjskich, rozszerzona w marcu 1941 roku aż za Islandię, nakładała się jednak na amerykańską strefę bezpieczeństwa. Na tych samych wodach, na południe od Islandii, Niemcy i Brytyjczycy toczyli zażartą walkę o konwoje, a tydzień wcześniej brytyjski samolot zmusił do poddania się U-570.

Poranek 4 września

USS „Greer” był okrętem z innej epoki. Zwodowano go w 1918 roku jako jeden z setek czterokominowych niszczycieli typu Wickes, zbudowanych na potrzeby pierwszej wojny światowej; pięćdziesiąt podobnych okrętów Stany Zjednoczone oddały we wrześniu 1940 roku Brytyjczykom w ramach umowy „niszczyciele za bazy”. Po latach w rezerwie wrócił do służby jesienią 1939 roku, pływał w patrolu neutralności na Atlantyku i Karaibach, a w 1941 roku operował z Argentii na Nowej Fundlandii i z Islandii. Dowodził nim komandor podporucznik Laurence H. Frost, który objął okręt zaledwie miesiąc wcześniej. Na pokładzie płynął też jego przełożony, komandor George W. Johnson, dowódca 61 Dywizjonu Niszczycieli. 4 września „Greer” szedł samotnie z Argentii do Reykjavíku z pocztą, ładunkiem i jedenastoma pasażerami, wojskowymi armii i marynarki. Nie eskortował żadnego konwoju.

O 8.40 rano, około 175 mil morskich na południowy zachód od celu podróży (Morison podaje pozycję 62°45′ N, 27°37′ W), z niszczyciela dostrzeżono brytyjski samolot patrolowy, według większości opracowań Lockheed Hudson z lotniska na Islandii. Lotnicy zasygnalizowali lampą, że mniej więcej dziesięć mil przed dziobem niszczyciela zanurzył się okręt podwodny. Johnson kazał zwiększyć prędkość do 20 węzłów, ogłosić alarm bojowy i iść zygzakiem we wskazane miejsce. Nie zamierzał atakować. Uznał jednak, że zgodnie z polityką prezydenta i rozkazami floty nie może zignorować U-Boota czającego się na wodach, przez które przechodziły amerykańskie statki. Na miejscu „Greer” zwolnił do 10 węzłów, by jego hydrolokator pracował jak najlepiej, i około 9.15–9.20 uchwycił echo okrętu podwodnego w odległości około dwóch tysięcy jardów przed dziobem.

Przez następne trzy godziny i dwadzieścia osiem minut niszczyciel trzymał się U-Boota, ustawiając się do niego dziobem, czyli w pozycji, w której najtrudniej było go trafić torpedą. Jego lampa sygnałowa przekazywała pozycję okrętu podwodnego brytyjskiemu samolotowi. Około dziesiątej lotnicy zapytali, czy Amerykanie zamierzają zaatakować; Johnson odpowiedział, że nie. O 10.32 samolot, któremu kończyło się paliwo, zrzucił kilka tysięcy jardów przed niszczycielem cztery bomby głębinowe, wszystkie daleko od celu, i odleciał do bazy. O 11.30 „Greer” nadał przez radio pozycję okrętu podwodnego na międzynarodowej częstotliwości alarmowej, a pół godziny później nad morzem pojawił się drugi brytyjski samolot, któremu niszczyciel natychmiast przekazał namiary.

Z punktu widzenia U-652

U-652 był nowym okrętem typu VIIC, w służbie od kwietnia 1941 roku. Jego dowódca, porucznik marynarki (Oberleutnant zur See) Georg-Werner Fraatz, miał za sobą jeden patrol na wodach arktycznych, gdzie 6 sierpnia zatopił pod Murmańskiem mały radziecki okręt pomocniczy PS-70. 23 sierpnia wyszedł z Trondheim na drugi patrol i należał do grupy okrętów, które Dönitz rozstawiał na wodach między Grenlandią a Islandią na trasach konwojów. 26 sierpnia storpedował i uszkodził brytyjski pomocniczy stawiacz min „Southern Prince”.

Z głębokości kilkudziesięciu metrów sytuacja wyglądała zupełnie inaczej niż z mostka „Greera”. Fraatz wiedział tylko, że od rana ściga go niszczyciel, który bez przerwy utrzymuje kontakt hydrolokatorem, i że w pobliżu spadły bomby głębinowe. Zanurzona załoga nie mogła odróżnić, czy zrzucił je samolot, czy okręt. Gdy dowódca podnosił na chwilę peryskop, widział wymierzony w siebie dziób czterokominowego niszczyciela, nie banderę i nie numer na burcie. Według amerykańskich historyków Thomasa A. Baileya i Paula B. Ryana, którzy porównali amerykańskie meldunki z dziennikiem działań U-652, Fraatz uznał, że ściga go jeden z pięćdziesięciu niszczycieli przekazanych Brytyjczykom, czyli okręt brytyjski. Rozumiał też, że przeciwnik chce go trzymać pod wodą, dopóki nie wyczerpią się akumulatory i okręt nie będzie musiał się wynurzyć, a wtedy znajdzie się na łasce niszczyciela i samolotów. Z jego punktu widzenia był atakowany od kilku godzin i miał prawo się bronić. Tak też brzmiały rozkazy niemieckiego dowództwa: wobec okrętów amerykańskich wolno było użyć broni tylko w samoobronie.

Torpedy i bomby głębinowe

Krótko po południu, gdy U-652 był od blisko czterech godzin pod obserwacją, Fraatz postanowił się odgryźć. O 12.40 hydroakustyk „Greera” zameldował, że okręt podwodny zawraca w stronę niszczyciela. Gdy odległość zmalała do około 150 jardów, „Greer” skręcił, by utrzymać się dziobem do przeciwnika. Manewr zmusił, jak się wydaje, Niemca do strzału wcześniej, niż zamierzał. Około 12.45 z niszczyciela zauważono pęcherz powietrza świadczący o wystrzeleniu torpedy, a kilka minut później jej ślad przeciął kilwater okrętu około stu jardów za rufą. Kilka minut później w pobliżu przeszła druga torpeda. „Greer” odpowiedział wtedy po raz pierwszy: o 12.56 zrzucił serię ośmiu bomb głębinowych. Nie trafiły celu, choć z dziennika U-652 wiadomo, że okręt odniósł drobne uszkodzenia.

Relacje różnią się w szczegółach. Oficjalny historyk amerykańskiej marynarki Samuel Eliot Morison pisze, że druga torpeda poszła dopiero po pierwszym ataku niszczyciela, około 13.00. Raport szefa operacji morskich admirała Harolda Starka, ogłoszony w październiku na żądanie senackiej komisji spraw morskich, w ujęciu, które po wojnie streścił historyk Charles A. Beard, mówił o torpedzie dostrzeżonej o 12.49, po której niszczyciel stracił kontakt, i o ataku bombami głębinowymi dopiero po odzyskaniu kontaktu o 15.12. Wszystkie źródła zgadzają się co do tego, co najważniejsze: pierwszy strzał tego dnia oddał niemiecki okręt podwodny, ale dopiero po kilku godzinach pościgu, w czasie którego niszczyciel naprowadzał na niego Brytyjczyków, a brytyjski samolot zrzucił na niego bomby.

Potem nastąpiły godziny poszukiwań. Około 14.15 nadpłynął brytyjski niszczyciel i zaproponował wspólne przeszukanie akwenu. Johnson, pamiętając o rozkazach, odmówił; Brytyjczyk zrzucił jedną bombę głębinową i odpłynął. O 15.12 „Greer” znów złapał echo około 900 jardów przed dziobem i zaatakował jedenastoma bombami. Według dziennika U-652 wybuchy były wtedy „odległe”, a kontakt najpewniej fałszywy. Według Baileya i Ryana niszczyciel przerwał poszukiwania dopiero o 18.40, niemal dziesięć godzin po pierwszym meldunku samolotu; Morison podaje wcześniejszą godzinę. Łącznie „Greer” zrzucił 19 bomb głębinowych, a U-652 wystrzelił dwie torpedy. Żadna strona nie odniosła strat. Niszczyciel wszedł nazajutrz do Reykjavíku bez uszkodzeń, a U-Boot popłynął na zachód.

Waszyngton: „wyeliminować”

Admirał Stark dostawał meldunki z niszczyciela na bieżąco i zawiadomił o starciu prezydenta. Według Baileya i Ryana Roosevelt kazał przekazać kontradmirałowi Robertowi C. Giffenowi na Islandii polecenie, by U-Boota „wyeliminować”. Giffen, niepewny, jak naprawdę wyglądało starcie, i obawiający się skutków, nie zrobił nic, ku irytacji admirała Kinga; poszukiwania i tak już się skończyły. Jeszcze 4 września Departament Marynarki ogłosił, że okręt podwodny nieznanej przynależności zaatakował rano „Greera”, który płynął z pocztą na Islandię, a niszczyciel kontratakował bombami głębinowymi z nieznanym skutkiem. Nazajutrz depesze z Islandii donosiły, że okręt wszedł do portu bez uszkodzeń, a w odparciu ataku pomogły mu brytyjskie samoloty.

5 września Roosevelt potwierdził na konferencji prasowej, że „ataków było więcej niż jeden”, że nastąpiły w biały dzień i „zdecydowanie po amerykańskiej stronie oceanu”. Dziennikarzom, którzy pytali, czy okręt podwodny mógł rozpoznać banderę, odpowiedział, że niszczyciel miał na burcie numer i powiewała na nim flaga. Zarzut, że „Greer” wpłynął do niemieckiej strefy blokady, zbył stwierdzeniem, że Stanów Zjednoczonych nigdy formalnie o niej nie powiadomiono, a blokady nie uznaje się, jeśli nie jest skuteczna. Opowiedział też przypowieść o dzieciach, do których ktoś strzelał z krzaków w drodze do szkoły: ojciec uznał, że skoro nikogo nie trafiono, nie trzeba nic robić, ale on, prezydent, występuje w roli nauczyciela odpowiedzialnego za wszystkich uczniów. Zapytany, co nauczyciel zrobi ze strzelcem, gdy go znajdzie, odparł: „Wyeliminuje go”. Więcej szczegółów nie podał, zasłaniając się tajemnicą.

Berlin: „prowokacja”

6 września Berlin wydał komunikat, oparty najwyraźniej na meldunku radiowym U-652. Twierdził w nim, że to nie niemiecki okręt podwodny zaczął walkę. Przeciwnie, okręt został zaatakowany bombami głębinowymi, był „nieustannie ścigany w niemieckiej strefie blokady” i bombardowany aż do północy. Komunikat oskarżał Roosevelta, że „wszelkimi dostępnymi mu środkami” próbuje wywołać incydenty, by wciągnąć Amerykanów do wojny, a meldowanie przez amerykańskie okręty o pozycjach U-Bootów nazywał całkowitym pogwałceniem neutralności. Rząd Rzeszy nie złożył jednak żadnego oficjalnego protestu w Departamencie Stanu. Minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop polecił natomiast tego samego dnia chargé d’affaires w Waszyngtonie Hansowi Thomsenowi, by dyskretnie przekazał komunikat przywódcom izolacjonistów w Kongresie i skłonił ich do żądania, by przesłuchano załogę „Greera” i ujawniono, kto wydał niszczycielowi rozkaz ataku. Pisał, że sprawa jest przedmiotem szczególnego zainteresowania „na najwyższym szczeblu”, i widział w niej „wyjątkową szansę” na zadanie decydującego ciosu Rooseveltowi, Knoxowi i Stimsonowi. Thomsen meldował 9 września, że przez odpowiednich pośredników dotarł do życzliwych senatorów, kongresmenów i dziennikarzy.

Kto kogo zaatakował

Spór o to, kto pierwszy zaatakował, trwał miesiącami. Izolacjonistyczny przewodniczący senackiej komisji spraw morskich David I. Walsh zażądał wyjaśnień i admirał Stark przedstawił w październiku pisemny raport. Potwierdzał on, że „Greer” użył bomb głębinowych dopiero po wystrzeleniu pierwszej torpedy, ale ujawniał też to, o czym prezydent nie wspominał: że niszczyciel z własnej inicjatywy poszukiwał okrętu podwodnego na podstawie meldunku brytyjskiego samolotu, przez ponad trzy godziny go śledził i nadawał jego pozycję, a samolot w tym czasie zrzucił bomby. Rozkazy niszczyciela, jak podkreślał Stark, pozwalały „przekazywać informacje, ale nie atakować”. Publicysta „New York Timesa” Arthur Krock zauważył wtedy, że jeśli atak rozumieć jako agresywne rozpoczęcie walki, to w sprawie „Greera”, a potem „Kearny’ego” i „Reubena Jamesa” atakowały amerykańskie niszczyciele. Po wojnie Beard pisał, że raport Starka pokazał oświadczenia prezydenta jako „pod pewnymi względami niepełne, a pod innymi nieprawdziwe”.

Bailey i Ryan, autorzy klasycznej historii niewypowiedzianej wojny morskiej między Rooseveltem a Hitlerem, uznali, że „Greer” był dla załogi U-Boota w położeniu kogoś, kto namierza cel dla brytyjskiego zabójcy, i że obie strony mogły szczerze twierdzić, iż zaatakowano je pierwsze, U-Boot nawet z większą racją. Samuel Eliot Morison, który po wojnie bronił polityki Roosevelta przed krytykami, ujął to na swój sposób, porównując incydent ze strzelaniną w Lexington w 1775 roku: strona, która nie strzeliła pierwsza, płonęła cnotliwym oburzeniem. Dla niego od 4 września 1941 roku Stany Zjednoczone prowadziły z Niemcami faktyczną wojnę morską na Atlantyku, choć każda ze stron walczyła z jedną ręką związaną: Amerykanów krępowały ustawy o neutralności, Niemców rozkazy Hitlera.

Dalsze losy U-652

Incydent nie przerwał patrolu niemieckiego okrętu. U-652 dołączył do grupy „Markgraf”, która kilka dni później zaatakowała powolny konwój SC 42, idący z Kanady pod słabą kanadyjską eskortą. W nocy 10 września na północny wschód od przylądka Farvel Fraatz storpedował i uszkodził w nim dwa statki, brytyjski zbiornikowiec „Tahchee” i drobnicowiec „Baron Pentland”. Konwój stracił w kilkudniowej bitwie kilkanaście statków. 18 września U-652 wszedł do Lorientu. W listopadzie przeszedł przez Cieśninę Gibraltarską na Morze Śródziemne, gdzie w marcu 1942 roku zatopił u wybrzeży Afryki Północnej brytyjskie niszczyciele „Heythrop” i „Jaguar”. 2 czerwca 1942 roku, ciężko uszkodzony bombami głębinowymi brytyjskiego samolotu w zatoce Sollum, został dobity torpedą przez inny U-Boot. Cała załoga ocalała.

Znaczenie

Incydent z „Greerem” był niewielkim starciem, w którym nikt nie zginął, ale stał się punktem zwrotnym w niewypowiedzianej wojnie na Atlantyku. Roosevelt zyskał to, czego potrzebował: dowód, że niemieckie okręty podwodne strzelają do amerykańskich okrętów, który pozwalał przedstawić rozszerzenie działań floty jako samoobronę. 11 września w radiowym przemówieniu do narodu nazwał atak „piractwem” i ogłosił, że amerykańskie okręty i samoloty nie będą już czekać, aż okręty Osi uderzą pierwsze. 16 września z Halifaksu wypłynął HX 150, pierwszy konwój transatlantycki, który na zachodnim odcinku trasy osłaniały amerykańskie niszczyciele. Przemówienie przemilczało jednak, że „Greer” sam tropił U-Boota i naprowadzał na niego Brytyjczyków, a to przemilczenie należy do najczęściej krytykowanych posunięć Roosevelta. Historycy przypominali później, że podobnie wyolbrzymiony incydent w Zatoce Tonkińskiej posłużył w 1964 roku Lyndonowi Johnsonowi do eskalacji wojny w Wietnamie.

Hitler nie przyjął wyzwania. 17 września, po naradzie z Raederem, polecił unikać wszelkich incydentów z Amerykanami co najmniej do połowy października, gdy, jak sądził, rozstrzygnie się wojna na wschodzie. Ale gdy amerykańskie niszczyciele zaczęły eskortować konwoje, starcia były nieuniknione. 17 października U-568 storpedował przy konwoju SC 48 niszczyciel „Kearny”, zabijając jedenastu marynarzy, a 31 października U-552 zatopił niszczyciel „Reuben James”, na którym zginęło około stu ludzi. W listopadzie Kongres zgodził się na uzbrojenie statków handlowych i ich wpływanie do stref wojennych. Stany Zjednoczone wciąż jednak nie były w stanie wojny: wypowiedziały ją dopiero Niemcy i Włochy 11 grudnia 1941 roku, cztery dni po japońskim ataku na Pearl Harbor. Od incydentu z „Greerem” amerykańska marynarka i niemieckie okręty podwodne walczyły już jednak ze sobą na Atlantyku, choć żaden z rządów nie nazywał tego wojną.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.