Operacja Rheinübung
- Daty:
- 18–27 maja 1941
- Front:
- Atlantyk
- Miejsce:
- Bałtyk, cieśniny duńskie i wybrzeże Norwegii (Bergen), Cieśnina Duńska między Grenlandią a Islandią (starcie 24 maja) i północny Atlantyk aż po wody około 550–650 km na zachód od Brestu (bitwa 27 maja)Na mapie bitew →
- Strony:
- III RzeszaGünther LütjensWielka Brytania (z udziałem polskiego niszczyciela ORP „Piorun”)John Tovey, James Somerville
- Wynik:
- Klęska niemiecka. Zatonęły krążownik liniowy „Hood” (ocalały 3 osoby z ponad 1400) i pancernik „Bismarck” (zginęło ponad 2000 ludzi, ocalało około 115). „Prinz Eugen” dotarł 1 czerwca do Brestu, nie zatopiwszy żadnego statku. Był to ostatni wypad niemieckiego pancernika na Atlantyk.
- Autor:
- Łukasz
- Tagi:
- Kriegsmarine, Royal Navy, bitwa o Atlantyk, Wielka Brytania
Operacja „Rheinübung” („Ćwiczenia na Renie”) była próbą wyprowadzenia na Atlantyk najnowszego niemieckiego pancernika „Bismarck” i krążownika ciężkiego „Prinz Eugen”, które miały uderzyć na alianckie konwoje. Zespołem dowodził dowódca floty admirał Günther Lütjens. Okręty wyszły z okupowanej Gdyni, przemianowanej przez Niemców na Gotenhafen, 18 i 19 maja 1941 roku, zatrzymały się koło Bergen i 23 maja weszły w Cieśninę Duńską między Grenlandią a Islandią. Rano 24 maja zagrodziły im drogę krążownik liniowy „Hood”, duma Royal Navy, i nowy pancernik „Prince of Wales”. Po ośmiu minutach ognia „Hood” wyleciał w powietrze; z ponad 1400 ludzi ocalało trzech. Trafiony „Bismarck” tracił jednak paliwo i Lütjens zawrócił ku Francji. Brytyjczycy rzucili do pościgu kilkadziesiąt okrętów. Wieczorem 26 maja samoloty torpedowe z lotniskowca „Ark Royal” zablokowały mu ster, a rano 27 maja pancerniki admirała Johna Toveya zamieniły go w płonący wrak. „Bismarck” zatonął z ponad dwoma tysiącami ludzi. Po tej klęsce Hitler nie pozwolił już wysłać żadnego pancernika na Atlantyk.
Nazwa i daty
Kryptonim „Rheinübung” nadało operacji niemieckie dowództwo marynarki. Nie odnosił się do celu wyprawy, był tylko przykrywką. W literaturze polskiej i brytyjskiej całość wydarzeń nazywa się zwykle pościgiem za „Bismarckiem” albo operacją przeciw pancernikowi „Bismarck”; pierwsze starcie, 24 maja, to bitwa w Cieśninie Duńskiej.
Ramy operacji wyznaczają daty 18 i 27 maja 1941 roku. Wieczorem 18 maja, około 21.20, z Gdyni wyszedł „Prinz Eugen”, a „Bismarck”, który tego dnia odszedł od nabrzeża i stanął na redzie, ruszył w morze około 2.00 w nocy 19 maja. 27 maja około 10.40 „Bismarck” zatonął. Formalnie operacja trwała jeszcze kilka dni: „Prinz Eugen”, odłączony 24 maja, zawinął do Brestu dopiero 1 czerwca, a w pierwszej połowie czerwca Brytyjczycy wyłapali większość niemieckich zbiornikowców i statków zaopatrzeniowych rozstawionych na oceanie dla obu okrętów. Te wydarzenia należą już do jej następstw. Godziny podano według brytyjskich dzienników okrętowych; niemieckie okręty prowadziły zapisy według czasu niemieckiego, toteż w relacjach obu stron te same chwile różnią się zwykle o godzinę lub dwie.
Tło
Wojna krążownicza Raedera
Niemiecka marynarka nie mogła się równać z Royal Navy w otwartej bitwie. Plan Z, program budowy wielkiej floty ogłoszony na początku 1939 roku, miał to zmienić za kilka lat, ale wojna wybuchła, zanim położono stępki większości okrętów. We wrześniu 1939 roku Hitler nakazał dokończyć tylko jednostki zaawansowane w budowie: pancerniki „Bismarck” i „Tirpitz” oraz krążownik „Prinz Eugen”. Głównodowodzący Kriegsmarine wielki admirał Erich Raeder postawił więc na wojnę krążowniczą: duże okręty nawodne miały wychodzić na ocean, rozpraszać siły brytyjskie, zmuszać Admiralicję do osłaniania konwojów pancernikami i niszczyć statki tam, gdzie nie było eskorty. Uzupełniały one wojnę okrętów podwodnych admirała Karla Dönitza, główny nurt bitwy o Atlantyk.
Pierwsze wypady przyniosły mieszane wyniki. „Admiral Graf Spee” został w grudniu 1939 roku osaczony u ujścia La Platy i zatopiony przez własną załogę. Pancerniki „Scharnhorst” i „Gneisenau” w listopadzie 1939 roku zatopiły krążownik pomocniczy „Rawalpindi”, a w czerwcu 1940 roku lotniskowiec „Glorious”. „Admiral Scheer” w listopadzie 1940 roku rozbił konwój HX 84, mimo ofiarnej obrony krążownika pomocniczego „Jervis Bay”, i przez pięć miesięcy grasował po oceanach. Największy sukces przyniosła operacja „Berlin”: od stycznia do marca 1941 roku „Scharnhorst” i „Gneisenau” pod dowództwem Lütjensa zatopiły lub zdobyły 22 statki o łącznej pojemności około 115 tysięcy BRT, po czym 22 marca weszły do Brestu. Raeder chciał pójść dalej. Wiosną 1941 roku planował wspólną wyprawę „Bismarcka” i „Prinz Eugena” z Bałtyku oraz „Scharnhorsta” i „Gneisenau” z Brestu, które miały się spotkać na Atlantyku. Taki zespół mógłby zaatakować nawet konwój osłaniany przez jeden stary pancernik.
Plan, który się kurczył
Z tego zamiaru niewiele zostało. „Scharnhorst” potrzebował remontu kotłów, który miał potrwać do lata. 6 kwietnia 1941 roku samolot torpedowy Beaufort z RAF trafił w porcie w Breście „Gneisenau”, a kilka dni później okręt dostał jeszcze bomby w doku; wyłączyło go to z działań na wiele miesięcy. „Tirpitz” dopiero kończył próby, a jego załoga nie była wyszkolona. 23 kwietnia „Prinz Eugen” wszedł w Bełcie Fehmarn na minę magnetyczną zrzuconą przez brytyjski samolot i wyprawę trzeba było odłożyć o kilka tygodni.
Lütjens, który miał dowodzić, był sceptyczny. 26 kwietnia w rozmowie z Raederem proponował, by poczekać przynajmniej na „Scharnhorsta” albo „Tirpitza”, bo dwa okręty o tak różnej sile i zasięgu nie dawały wielkich szans. Raeder odmówił. Według większości historyków chodziło mu nie tylko o to, by nie dać Brytyjczykom wytchnienia. Wiedział o przygotowaniach do ataku na ZSRR, w którym marynarka miała odgrywać rolę drugorzędną, i chciał, by duże okręty wykazały swoją przydatność, zanim Hitler zwróci całą uwagę na wschód. Obaj admirałowie uzgodnili ostrożną taktykę: celem są statki handlowe, a starcia z ciężkimi okrętami wroga należy podejmować tylko wtedy, gdy wymaga tego atak na konwój i gdy da się to zrobić bez nadmiernego ryzyka. Lütjens mówił też, że największe zagrożenie widzi nie w brytyjskich pancernikach, lecz w samolotach torpedowych z lotniskowców.
5 maja 1941 roku Hitler z szefem OKW Wilhelmem Keitlem zwiedził w Gdyni „Bismarcka” i „Tirpitza” i rozmawiał z Lütjensem. Admirał przedstawił mu swoje obawy, ale Hitler wyprawy nie odwołał. O jej rozpoczęciu Raeder poinformował go dopiero wtedy, gdy okręty były już w drodze; Hitler przyjął to niechętnie, obawiając się zarówno utraty okrętu, jak i reakcji Stanów Zjednoczonych.
Siły przeciwników
Niemcy. „Bismarck”, wcielony do służby w sierpniu 1940 roku, był największym okrętem bojowym, jaki dotąd zbudowano w Europie: około 42 tysięcy ton wyporności standardowej i ponad 50 tysięcy ton z pełnym zapasem, osiem dział kalibru 380 mm, prędkość do 30 węzłów i bardzo silny pancerz burtowy. Dowodził nim komandor (Kapitän zur See) Ernst Lindemann. Na pokładzie było około 2200 ludzi, w tym sztab floty Lütjensa i załogi pryzowe, które miały obsadzać zdobyte statki. „Prinz Eugen” komandora Helmutha Brinkmanna, okręt typu Admiral Hipper, miał osiem dział kalibru 203 mm i dobry radar. Na ocean wysłano siedem zbiornikowców i kilka statków zaopatrzeniowych, a Dönitz miał w razie potrzeby wesprzeć zespół okrętami podwodnymi. Słabością wyprawy było paliwo: „Bismarck” wyszedł z Gdyni bez pełnych zbiorników i nie uzupełnił ich w Norwegii.
Brytyjczycy. Flotą Macierzystą (Home Fleet) w Scapa Flow dowodził admirał John Tovey. Miał do dyspozycji nowe pancerniki „King George V” i „Prince of Wales” (po dziesięć dział kalibru 356 mm), krążownik liniowy „Hood”, lotniskowiec „Victorious” i krążowniki. „Hood”, wcielony do służby w 1920 roku, przez dwie dekady był największym okrętem świata i symbolem brytyjskiej potęgi morskiej; miał osiem dział kalibru 381 mm, ale jego pancerz pokładowy był za słaby na pociski spadające stromo z dużej odległości. Latem 1940 roku był okrętem flagowym admirała Jamesa Somerville’a w Mers-el-Kébir. „Prince of Wales” formalnie wszedł do służby kilka tygodni wcześniej; na pokładzie wciąż pracowali cywilni technicy ze stoczni, a wieże dział sprawiały kłopoty. Na Atlantyku znajdowały się poza tym pancerniki „Rodney” (dziewięć dział kalibru 406 mm), „Ramillies” i „Revenge”, krążownik liniowy „Repulse”, a w Gibraltarze Zespół H (Force H) Somerville’a z krążownikiem liniowym „Renown”, lotniskowcem „Ark Royal” i krążownikiem „Sheffield”. W morzu było kilkanaście konwojów, w tym wielki konwój wojskowy WS 8B. W sumie w pościgu wzięło udział, w różnym czasie, sześć pancerników i krążowników liniowych, dwa lotniskowce, kilkanaście krążowników i ponad dwadzieścia niszczycieli, a także samoloty Coastal Command.
Przebieg
Z Gdyni do Bergen (18–21 maja)
Oba okręty spotkały się 19 maja przed południem koło przylądka Arkona na Rugii i z trzema niszczycielami ruszyły przez cieśniny duńskie. 20 maja około południa w Kattegacie zauważyły je szwedzkie samoloty, a potem przez dwie godziny towarzyszył im szwedzki krążownik lotniczy „Gotland”. Meldunek Szwedów trafił do brytyjskiego attaché morskiego w Sztokholmie, komandora Henry’ego Denhama, i jeszcze tego wieczoru do Admiralicji. Kryptolodzy z Bletchley Park, którzy czytali już część depesz Luftwaffe, ale wciąż nie radzili sobie na bieżąco z szyfrem marynarki (materiały zdobyte 9 maja na U-110 miały zacząć procentować dopiero w czerwcu), wiedzieli z odczytanych meldunków, że niemieckie okręty zabrały załogi pryzowe i mapy Atlantyku. Ruch okrętów wzdłuż wybrzeża meldowali też do Londynu Norwegowie z ruchu oporu.
21 maja w południe zespół zakotwiczył w fiordzie Grimstad koło Bergen. „Prinz Eugen” pobrał paliwo, „Bismarck” nie, a załogi zamalowały bałtycki kamuflaż szarą farbą. Tego samego dnia pilot samolotu rozpoznawczego Spitfire, Michael Suckling, sfotografował oba okręty z dużej wysokości. Tovey wysłał „Hooda” i „Prince of Wales” z sześcioma niszczycielami pod dowództwem wiceadmirała Lancelota Hollanda do Hvalfjörður na Islandii, skąd mogły zagrodzić drogę na Atlantyk. W Cieśninie Duńskiej patrolowały krążowniki ciężkie „Norfolk” i „Suffolk” kontradmirała Frederica Wake-Walkera, a przejście między Islandią a Wyspami Owczymi pilnowały krążowniki lekkie. Wieczorem 21 maja Niemcy opuścili Bergen. Nad fiordem panowała tak zła pogoda, że dopiero 22 maja po południu samolot rozpoznawczy z Orkadów stwierdził, że kotwicowisko jest puste. Tego wieczoru Tovey wyszedł ze Scapa Flow z „King George V”, „Victoriousem”, krążownikami i niszczycielami; na morzu dołączył do niego „Repulse”.
Cieśnina Duńska (23–24 maja)
Lütjens wybrał drogę przez Cieśninę Duńską, wąską w maju przez pak lodowy u wybrzeży Grenlandii i brytyjskie pola minowe pod Islandią. Mgła i deszcz miały mu pomóc. 23 maja o 19.22 „Suffolk”, wyposażony w nowoczesny radar, wykrył oba okręty i schował się w mgle. Godzinę później „Norfolk” podszedł za blisko i „Bismarck” dał do niego kilka salw, które go nakryły, choć nie trafiły; krążownik uciekł za zasłoną dymną. Wstrząs przy strzałach uszkodził przedni radar „Bismarcka”, więc Lütjens kazał „Prinz Eugenowi” płynąć na czele. Oba brytyjskie krążowniki przez całą noc śledziły Niemców radarem, meldując ich położenie.
Holland płynął na przechwycenie. Chciał podejść do Niemców szybko, nawet pod ostrym kątem, bo z bliska pociski „Bismarcka” uderzałyby w burtę „Hooda”, a nie w jego słaby pokład. Po północy „Suffolk” na półtorej godziny stracił kontakt i zbliżenie się opóźniło. Rano 24 maja eskadry zobaczyły się nawzajem; o 5.52 „Hood” otworzył ogień z odległości około 24 kilometrów. Brytyjczycy płynęli niemal dziobem do przeciwnika, więc strzelać mogły tylko ich przednie wieże, a Niemcy prowadzili ogień pełnymi salwami burtowymi. „Hood” początkowo strzelał do „Prinz Eugena”, którego wziął za „Bismarcka”; „Prince of Wales” od razu ostrzeliwał właściwy cel. Według relacji ocalałych z „Bismarcka” Lütjens zwlekał z otwarciem ognia, aż Lindemann zażądał zgody, mówiąc, że nie da zestrzelić sobie okrętu spod tyłka. Niemieckie okręty szybko się wstrzelały. Pocisk z „Prinz Eugena” wywołał pożar amunicji przeciwlotniczej na pokładzie „Hooda”.
Około 6.00, gdy Holland wykonywał drugi zwrot, by wprowadzić do walki tylne wieże, „Hooda” dosięgła piąta salwa „Bismarcka”. Co najmniej jeden pocisk kalibru 380 mm przebił pancerz i wywołał wybuch komór amunicyjnych na rufie. Okręt przełamał się na pół i w ciągu około trzech minut zniknął pod wodą. Zginęło 1415 ludzi, w tym wiceadmirał Holland. Niszczyciel „Electra” podjął z wody trzech ocalałych: Teda Briggsa, Boba Tilburna i Williama Dundasa.
„Prince of Wales” musiał zrobić unik przed wrakiem i został sam pod ogniem obu niemieckich okrętów. Dostał siedem trafień, w tym cztery z „Bismarcka”; pocisk, który przeszedł przez pomost bojowy, nie wybuchł, ale zabił niemal wszystkich, którzy tam byli, oprócz dowódcy, komandora Johna Leacha. Kolejne działa okrętu odmawiały posłuszeństwa i o 6.13 Leach wycofał się za zasłoną dymną. Lindemann chciał go ścigać i dobić, Lütjens odmówił, trzymając się rozkazu unikania walki z ciężkimi okrętami. Zwycięstwo miało jednak swoją cenę: trzy pociski z „Prince of Wales” trafiły „Bismarcka”. Jeden przebił dziób i odciął od maszyn około tysiąca ton paliwa w przednich zbiornikach, a przez otwór wlewała się woda; drugi zalał jedną z kotłowni i pomieszczenie turbogeneratorów. Okręt ciągnął za sobą szeroki pas ropy i nie mógł już rozwinąć pełnej prędkości.
Pościg i zgubiony trop (24–25 maja)
Wiadomość o zatonięciu „Hooda” wstrząsnęła Wielką Brytanią. Premier Winston Churchill i pierwszy lord morski Dudley Pound zażądali zniszczenia „Bismarcka” za wszelką cenę. Admiralicja ściągała okręty ze wszystkich stron, odbierając eskortę nawet konwojom. „Rodney”, płynący na remont do Bostonu, odłączył od liniowca „Britannic”, „Ramillies” zostawił konwój HX 127, „Revenge” wyszedł z Halifaksu, a Zespół H Somerville’a, który wypłynął z Gibraltaru do osłony konwoju wojskowego, skierowano na północ.
Lütjens zameldował o zwycięstwie i o uszkodzeniach i zapowiedział, że odeśle „Prinz Eugena” do samodzielnej wojny z żeglugą, a sam z „Bismarckiem” popłynie na remont do Saint-Nazaire, jedynego portu na wybrzeżu francuskim z suchym dokiem dość dużym dla tego okrętu. Dönitz rozstawił dwie linie okrętów podwodnych: na południe od Grenlandii i w Zatoce Biskajskiej, na które „Bismarck” mógł wciągnąć pościg. Za Niemcami szły wciąż „Norfolk”, „Suffolk” i naprawiany na morzu „Prince of Wales”. Wieczorem 24 maja „Bismarck” niespodziewanie zawrócił ku nim i wymienił salwy z „Prince of Wales”; w tym czasie „Prinz Eugen” odłączył się na południe i zniknął.
Tovey, który był wciąż kilkaset kilometrów od przeciwnika, próbował go spowolnić z powietrza. Około 22.00 z „Victoriousa”, lotniskowca bez doświadczonej grupy lotniczej (część jego pokładu zajmowały skrzynie z myśliwcami dla Malty), wystartowało dziewięć dwupłatowych samolotów torpedowych Swordfish pod dowództwem komandora podporucznika Eugene’a Esmonde’a. Po północy z 24 na 25 maja jedna torpeda trafiła „Bismarcka” w pas pancerny, zabijając jednego marynarza, ale nie wyrządzając większych szkód. Gwałtowne manewry obluzowały jednak maty uszczelniające w dziobie i okręt musiał zwolnić. Wszystkie samoloty wróciły po ciemku na lotniskowiec.
Około 3.00 nad ranem 25 maja, gdy brytyjskie krążowniki zygzakowały ze strachu przed okrętami podwodnymi, Lütjens zatoczył szeroki krąg i wyszedł spoza zasięgu radaru „Suffolka”. Kontakt się urwał. Lütjens nie wiedział jednak o swoim sukcesie: jego odbiorniki wciąż rejestrowały impulsy brytyjskich radarów i admirał sądził, że jest nadal śledzony. Rano, w dniu swoich 52. urodzin, wysłał do dowództwa dwie długie depesze. Brytyjskie stacje namierzyły nadajnik, ale na pokładzie „King George V” namiary naniesiono błędnie i Tovey uznał, że „Bismarck” wraca na północ, do Niemiec. Przez kilka godzin flota płynęła w złą stronę. Kiedy błąd wyszedł na jaw, „Bismarck” miał już kilkaset kilometrów przewagi. Według relacji kryptologów z Bletchley Park pomogła depesza Luftwaffe odczytana 25 maja, z której wynikało, że okręt płynie do Brestu. Wieczorem Brytyjczycy byli już pewni, że „Bismarck” zmierza do Francji. Lütjens wygłosił tego dnia do załogi przemówienie, w którym zapowiedział walkę do końca; jego posępny ton, jak wspominali ocaleni, odebrał ludziom resztki optymizmu.
Catalina i Swordfishe (26 maja)
Rankiem 26 maja część brytyjskich okrętów musiała przerwać pościg z braku paliwa. Odpadły „Prince of Wales”, „Repulse” i „Victorious”. 26 maja około 10.30 łódź latająca Catalina z 209 Dywizjonu RAF, która wystartowała z bazy nad jeziorem Lough Erne w Irlandii Północnej, odnalazła „Bismarcka” około 1300 kilometrów na północny zachód od Brestu. Pilotował ją Dennis Briggs, a drugim pilotem był amerykański oficer marynarki Leonard Smith, jeden z kilkunastu Amerykanów, którzy szkolili brytyjskie załogi na nowych maszynach, choć Stany Zjednoczone nie prowadziły wojny. Kontakt przejęły samoloty z „Ark Royal”.
Tovey z „King George V” i „Rodneyem” był za daleko, by dogonić Niemców przed wejściem w zasięg niemieckiego lotnictwa. Jedyną nadzieją był Zespół H. Somerville nie zamierzał wystawiać na ogień „Bismarcka” starego, słabo opancerzonego „Renowna” i postawił na samoloty. Pierwszy atak po południu zakończył się kompromitacją: lotnicy, nieuprzedzeni, że krążownik „Sheffield” wysłano naprzód, by śledził „Bismarcka”, zaatakowali własny okręt. Na szczęście torpedy z nowymi zapalnikami magnetycznymi wybuchały przedwcześnie albo chybiły, a „Sheffield” wyszedł z tego bez szwanku. Do drugiego ataku podwieszono torpedy z niezawodnymi zapalnikami uderzeniowymi.
Około 19.10 z kołyszącego się pokładu „Ark Royal”, przy bardzo silnym wietrze i niskich chmurach, wystartowało piętnaście Swordfishów. Około 20.50 zaatakowały „Bismarcka” z różnych kierunków. Dwie, a według części źródeł trzy torpedy trafiły. Jedna uderzyła w burtę śródokręcia, nie czyniąc wielkiej szkody. Druga eksplodowała na rufie i zablokowała lewy ster w położeniu wychylonym o około 12 stopni. Pancernik nie mógł utrzymać kursu na Francję: przy silnym wietrze i fali, mimo prób sterowania śrubami, kręcił w kółko, a potem płynął powoli na północny zachód, prosto na nadciągające brytyjskie pancerniki. Pomysł, by odstrzelić ster materiałami wybuchowymi, Lütjens odrzucił, bo groziło to uszkodzeniem śrub. O 21.40 zameldował do Niemiec: „Okręt niezdolny do manewrowania. Będziemy walczyć do ostatniego pocisku. Niech żyje Führer”. Tego wieczoru niemiecki okręt podwodny U-556 znalazł się w idealnej pozycji do ataku na „Ark Royal” i „Renowna”, ale nie miał już ani jednej torpedy.
W nocy z 26 na 27 maja przy „Bismarcku” pojawiły się niszczyciele komandora Philipa Viana: „Cossack”, „Sikh”, „Maori”, „Zulu” i polski ORP „Piorun”, który kilka miesięcy wcześniej bronił ogniem Clydebank. Vian odłączył je na własną odpowiedzialność od eskorty konwoju WS 8B. „Piorun” komandora porucznika Eugeniusza Pławskiego jako pierwszy, około 22.38, nawiązał kontakt i otworzył ogień do pancernika, a według polskich relacji nadał w jego stronę sygnał świetlny „Jestem Polakiem”. „Bismarck” odpowiedział salwami artylerii głównej, które nakryły polski niszczyciel. Sama wymiana ognia trwała kilka minut, po czym Pławski odszedł poza zasięg dział, ale przez ponad godzinę utrzymywał kontakt i naprowadzał pozostałe okręty. Przez całą noc niszczyciele nękały pancernik, oświetlały go pociskami świetlnymi i odpaliły kilkanaście torped, nie uzyskując jednak pewnych trafień. Najważniejsze było to, że nie pozwoliły mu zniknąć. Nad ranem na „Bismarcku” próbowano wystrzelić z katapulty wodnosamolot z dziennikiem okrętowym i filmem z bitwy z „Hoodem”, ale katapulta była uszkodzona.
Ostatnia bitwa (27 maja)
Tovey zaczekał do świtu. 27 maja rano, przy silnym wietrze z północnego zachodu i wysokiej fali, „King George V” i „Rodney” podeszły do „Bismarcka” od zachodu. O 8.47 „Rodney” otworzył ogień z odległości około 20 kilometrów, a minutę później „King George V”. „Bismarck” odpowiedział o 8.50 i trzecią salwą nakrył „Rodneya”, ale niesterowny okręt, miotany przez fale, nie mógł już skutecznie celować. Do ognia przyłączyły się krążowniki ciężkie „Norfolk” i „Dorsetshire”. Około 9.02 pocisk kalibru 406 mm z „Rodneya” trafił w przednią nadbudówkę; według części ocalałych zginęli wtedy Lütjens, Lindemann i cały sztab na pomoście, choć inni twierdzili, że widzieli Lindemanna na pokładzie jeszcze w chwili zatonięcia. Do 9.31 wszystkie cztery wieże artylerii głównej zamilkły.
Brytyjskie pancerniki podeszły na odległość niespełna trzech kilometrów, z której ciężkie działa strzelały niemal na wprost, i przez godzinę zamieniały nadbudówki „Bismarcka” w stos płonącego żelastwa. Cztery brytyjskie okręty wystrzeliły około 2800 pocisków różnego kalibru i uzyskały kilkaset trafień. Większość z nich niszczyła jednak to, co było nad pancerzem, i zabijała setki ludzi, nie zatapiając okrętu. Około 9.30 zastępca dowódcy, komandor porucznik Hans Oels, nakazał opuścić okręt i przygotować ładunki do samozatopienia. Około 10.15 Tovey, któremu kończyło się paliwo i który obawiał się okrętów podwodnych i niemieckich samolotów, przerwał ogień i zawrócił z pancernikami do kraju, a „Dorsetshire” dostał rozkaz dobicia przeciwnika torpedami. Krążownik wystrzelił trzy torpedy, które trafiły w obie burty. O 10.40 „Bismarck” przewrócił się na lewą burtę i zatonął rufą naprzód.
Spór o to, co go zatopiło, trwa do dziś. Ocalali Niemcy twierdzili, że zatopiła go własna załoga, otwierając zawory i odpalając ładunki. Brytyjczycy przypisywali to torpedom „Dorsetshire”. Badania wraku, odnalezionego w 1989 roku na głębokości prawie pięciu kilometrów, nie rozstrzygnęły sporu ostatecznie. Większość badaczy przyjmuje, że okręt i tak zatonąłby wskutek uszkodzeń, a samozatopienie i torpedy jedynie to przyspieszyły.
W wodzie było kilkaset ludzi. „Dorsetshire” i niszczyciel „Maori” zaczęły ich wyciągać na pokład, ale gdy na „Dorsetshire” dostrzeżono, jak sądzono, peryskop okrętu podwodnego, akcję przerwano i oba okręty odpłynęły, zostawiając w morzu większość rozbitków. Brytyjczycy uratowali 110 ludzi (jeden zmarł następnego dnia), wieczorem U-74 podjął trzech, a niemiecki statek meteorologiczny „Sachsenwald” dwóch kolejnych. Według najczęściej podawanych zestawień przeżyło 114 lub 115 członków załogi.
Ucieczka „Prinz Eugena”
„Prinz Eugen” po odłączeniu się 24 maja miał tak mało paliwa, że 26 maja musiał spotkać się ze zbiornikowcem „Spichern”. Zaraz potem wyszły na jaw usterki maszyn i śrub, które uniemożliwiały dalsze działania. 27 maja, w dniu zatonięcia „Bismarcka”, okręt dostał rozkaz przerwania wyprawy i niezauważony przez Brytyjczyków dopłynął 1 czerwca do Brestu. Nie zatopił ani jednego statku. W kolejnych dniach Brytyjczycy, korzystając z odczytanych wreszcie niemieckich depesz morskich, wyłapali kilka zbiornikowców i statków zaopatrzeniowych rozstawionych dla obu okrętów na oceanie.
Straty
Royal Navy straciła krążownik liniowy „Hood” i 1415 ludzi z jego załogi. Na „Prince of Wales” zginęło 13 marynarzy, a na „Sheffieldzie”, ostrzelanym wieczorem 26 maja przez „Bismarcka”, trzech. Brytyjczycy stracili też kilka samolotów pokładowych, głównie przy lądowaniu na lotniskowcach. 28 maja, już po zatonięciu „Bismarcka”, niemieckie bombowce zatopiły w drodze powrotnej niszczyciel „Mashona”, na którym zginęło kilkudziesięciu ludzi.
Kriegsmarine straciła swój najnowszy i najsilniejszy okręt. Na „Bismarcku” zginęło, według różnych zestawień, od około 2090 do ponad 2100 ludzi, w tym admirał Lütjens z całym sztabem floty i komandor Lindemann. „Prinz Eugen” wyszedł z operacji bez strat w ludziach, ale wymagał długiego remontu. Statki handlowe aliantów nie poniosły żadnych strat od niemieckich okrętów nawodnych.
Znaczenie
Operacja „Rheinübung” przyniosła Niemcom jeden spektakularny sukces i zakończyła się klęską. Zatonięcie „Hooda” było największą stratą ludzi na jednym okręcie Royal Navy w drugiej wojnie światowej i ciosem dla brytyjskiego prestiżu, a dochodzenie Admiralicji przez lata badało, dlaczego okręt wyleciał w powietrze. Trzy dni później Brytyjczycy odzyskali jednak twarz. Zatopienie „Bismarcka” pokazało, że jeden okręt, choćby najsilniejszy, nie przetrwa na oceanie, na którym przeciwnik może skupić przeważające siły i ma lotnictwo pokładowe i patrolowe. Zdecydowały o tym nie pancerniki, lecz dwupłatowe Swordfishe, łódź latająca, radar i kryptolodzy, a także bezlitosna gotowość Admiralicji, by na kilka dni ogołocić z eskorty inne kierunki. Lekcję tę Brytyjczycy znali już z Tarentu.
Dla Kriegsmarine był to koniec wojny krążowniczej dużymi okrętami na Atlantyku. Hitler, który od początku obawiał się utraty okrętów prestiżowych, odtąd zezwalał na ich użycie tylko po swojej osobistej zgodzie. Utrata większości statków zaopatrzeniowych w czerwcu 1941 roku pozbawiła niemieckie rajdy oparcia. „Tirpitz” nigdy nie wyszedł na Atlantyk: od 1942 roku stał w fiordach Norwegii jako „flota istniejąca”, wiążąc brytyjskie siły, aż został zatopiony przez bombowce RAF w listopadzie 1944 roku. „Scharnhorst”, „Gneisenau” i „Prinz Eugen”, nękane w Breście przez lotnictwo, w lutym 1942 roku przedarły się przez kanał La Manche do Niemiec w operacji „Cerberus”. Pozycja Raedera, który bronił strategii wielkich okrętów, osłabła; po kolejnych niepowodzeniach ustąpił w styczniu 1943 roku, a jego następcą został Dönitz. Ciężar wojny z brytyjską żeglugą spadł w całości na U-Booty.
Pościg za „Bismarckiem” stał się też jedną z legend wojny morskiej. Dla polskiej marynarki był powodem do dumy: ORP „Piorun” jako pierwszy niszczyciel stawił czoło największemu niemieckiemu okrętowi w nocy, w której rozstrzygał się jego los. Dla Niemców „Bismarck” pozostał symbolem ofiarności załogi, ale i błędnej strategii, która rzuciła samotny okręt przeciw najsilniejszej flocie świata.