TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Zatopienie „Robin Moor”

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Atlantyk
Data:
21 maja 1941
Autor:
Natalia
Bitwa:
Bitwa o Atlantyk
Tagi:
bitwa o Atlantyk, U-Booty, Stany Zjednoczone, neutralność

We wczesnych godzinach 21 maja 1941 roku na tropikalnym Atlantyku, około 750 mil morskich na zachód od Freetown w brytyjskim Sierra Leone, niemiecki okręt podwodny U-69 zatrzymał sygnałami lampy amerykański frachtowiec „Robin Moor”. Statek płynął samotnie, nieuzbrojony, pod banderą państwa neutralnego, z ładunkiem drobnicy z Nowego Jorku do Kapsztadu i portugalskiego Lourenço Marques w Mozambiku. Dowódca U-Boota, kapitan marynarki Jost Metzler, po przesłuchaniu pierwszego oficera i przejrzeniu dokumentów uznał ładunek za kontrabandę wojenną. Dał 46 ludziom na pokładzie pół godziny na zejście do szalup, a potem zatopił statek torpedą i ogniem działa. Nikt nie zginął, ale rozbitkowie spędzili na otwartym oceanie od dwóch do blisko trzech tygodni, zanim przypadkowo odnalazły ich przepływające statki.

„Robin Moor” był pierwszym statkiem handlowym pod banderą Stanów Zjednoczonych zatopionym przez niemiecki okręt podwodny w czasie drugiej wojny światowej. Często pisze się, że incydent „wstrząsnął narodem”, a prezydent Franklin Delano Roosevelt „wkrótce” ogłosił nieograniczony stan wyjątkowy. Kolejność była jednak inna. Roosevelt ogłosił stan wyjątkowy 27 maja, a o losie „Robin Moor” Amerykanie dowiedzieli się dopiero w drugim tygodniu czerwca, gdy pierwsza szalupa została odnaleziona. Proklamacja nie była więc odpowiedzią na zatopienie statku. Wstrząs przyszedł później, a odpowiedzią na niego były czerwcowe kroki Waszyngtonu wobec Niemiec.

Statek i jego rejs

„Robin Moor” był typowym frachtowcem z amerykańskiego programu budowy statków z czasów pierwszej wojny światowej. Zbudowała go w 1919 roku stocznia Hog Island pod Filadelfią, która seryjnie wypuszczała jednakowe statki dla państwowego Urzędu Żeglugi (US Shipping Board). Położono go na stępce jako „Shetucket”, ukończono jako „Nobles”, w 1928 roku kupiła go linia American Export i przemianowała na „Exmoor”. Pod nazwą „Robin Moor” pływał od niedawna, po przejściu do nowojorskiej spółki Seas Shipping Company, armatora linii Robin, która utrzymywała regularne połączenia ze Stanów Zjednoczonych do Afryki Południowej i Wschodniej. Miał 4999 ton pojemności rejestrowej brutto i rozwijał niewiele ponad 11 węzłów.

6 maja 1941 roku wypłynął z Nowego Jorku pod dowództwem kapitana Edwarda W. Myersa. Na pokładzie było dziewięciu oficerów i 29 marynarzy oraz ośmiu pasażerów, wśród nich trzy kobiety i małe dziecko. W ładowniach i na pokładzie wiózł, według serwisu uboat.net, około 5100 ton drobnicy: blachę cynową, szyny stalowe, lodówki, samochody osobowe, ciężarówki i ciągniki, a także, jak ustalono później, smary w beczkach, chemikalia rolnicze, naboje do strzelb myśliwskich i niewielką liczbę karabinków małokalibrowych dla sklepów sportowych.

Rejs był w pełni zgodny z amerykańskim prawem. Ustawa o neutralności z 1939 roku zakazywała amerykańskim statkom wpływania do stref walk wokół Wysp Brytyjskich i przewożenia ładunków do portów państw walczących w Europie, ale dopuszczała żeglugę do Afryki na południe od 30 równoleżnika. Kapsztad leżał w tym obszarze, a Mozambik należał do neutralnej Portugalii. „Robin Moor” płynął nieuzbrojony, bez eskorty, z banderą i oznaczeniami przynależności państwowej, które według późniejszych zeznań rozbitków były dobrze widoczne. Środkowy Atlantyk między Brazylią a Afryką Zachodnią uchodził do wiosny 1941 roku za wody stosunkowo bezpieczne. Właśnie wtedy jednak Karl Dönitz wysłał tam pierwsze U-Booty, by uderzyć w brytyjską żeglugę zbierającą się we Freetown, gdzie konwoje były słabiej osłaniane niż na północnym Atlantyku.

Zatrzymanie i zatopienie

U-69, okręt typu VIIC, wyszedł z Lorientu 5 maja na swój trzeci patrol, długi rejs na wody Afryki Zachodniej. Metzler, były oficer marynarki handlowej, miał już na koncie kilka zatopionych statków na północnym Atlantyku, a na początku kwietnia brał udział w ataku na konwój SC 26. Na kiosku jego okrętu widniała uśmiechnięta krowa, przerobiona z godła z francuskiego serka, co dało U-69 przydomek „Śmiejąca się krowa”.

Według zestawienia serwisu uboat.net, opartego na dzienniku bojowym okrętu, U-69 zatrzymał „Robin Moor” o 5.25 (według czasu używanego w niemieckim dzienniku) sygnałem lampy Morse’a na pozycji 6°10′ szerokości północnej i 25°40′ długości zachodniej. Pierwszy oficer statku popłynął łodzią do okrętu podwodnego z dokumentami. Metzler oświadczył mu, że zgodnie z prawem pryzowym musi statek zatopić, i dał załodze pół godziny na opuszczenie pokładu. Załoga nie mogła używać radiostacji. Ludzie zeszli do czterech szalup, a łódź kapitana podpłynęła do U-Boota. Manifest ładunkowy, który Myers pokazał Niemcom, tylko utwierdził Metzlera w przekonaniu, że statek wiezie kontrabandę dla Wielkiej Brytanii. Pierwszy oficer relacjonował później, że Niemcy powiedzieli mu po prostu, iż „postanowili ich załatwić”.

Okręt zanurzył się i o 10.05 wystrzelił z rufowej wyrzutni torpedę, która trafiła statek w lewą burtę na śródokręciu. „Robin Moor” osiadał jednak powoli, więc po 40 minutach U-69 wynurzył się i ostrzelał go z działa pokładowego kal. 88 mm. Po 39 pociskach frachtowiec zatonął rufą naprzód. Skrzynie z ładunkiem pokładowym, które wypłynęły na powierzchnię, Niemcy zatopili ogniem działek przeciwlotniczych. Przed odejściem U-69 podpłynął do łodzi kapitana i przekazał rozbitkom cztery puszki chleba, dwie puszki masła, butelki koniaku i bandaże. Metzler miał też obiecać, że nada przez radio ich pozycję. Do Stanów Zjednoczonych taka wiadomość nigdy nie dotarła. Tego samego dnia U-69 zatopił jeszcze brytyjski frachtowiec „Tewkesbury”, a w następnych tygodniach postawił miny pod Lagos i Takoradi i storpedował statek stojący w porcie w Akrze.

Trzy tygodnie w szalupach

Rozbitkowie zostali sami, setki mil morskich od najbliższego lądu. Kapitan Myers przez dobę trzymał szalupy w miejscu zatonięcia, licząc na obiecany meldunek radiowy, a potem, związawszy je ze sobą, ruszył na zachód, w stronę Wysp Świętego Piotra i Pawła i wybrzeża Brazylii. Holowanie się nie sprawdzało i po kilku dniach łodzie się rozdzieliły. Racje były skąpe, upał dokuczliwy, a podarowany niemiecki chleb okazał się tak twardy, że trudno go było jeść.

Ratunek przyszedł przypadkiem i z dwóch stron. Na początku czerwca (według większości relacji 2 czerwca) brytyjski frachtowiec „City of Wellington”, płynący w ciszy radiowej do Kapsztadu, natrafił na trzy szalupy z 35 ludźmi, wśród nich kapitanem. Nie mógł nadać meldunku, więc przez dwa tygodnie nikt na lądzie nie wiedział, że żyją. Czwartą łódź, z 11 osobami pod komendą trzeciego oficera, wyłowił brazylijski statek „Ozório” niedaleko równika, według uboat.net 9 czerwca (część opracowań podaje 8 czerwca), po mniej więcej 18–19 dniach dryfu. Wiadomość przekazana drogą radiową przez kolejne statki dotarła do Waszyngtonu, a rozbitkowie zostali wysadzeni na ląd w Recife. Dopiero wtedy Amerykanie dowiedzieli się, co się stało z „Robin Moor”. Ponieważ o pozostałych szalupach nic nie było wiadomo, przez kilka dni uważano ich pasażerów za zaginionych. „City of Wellington” wysadził ich w Kapsztadzie 18 czerwca. Ocaleli wszyscy, 46 osób.

Pierwsze doniesienia z Brazylii wywołały w Stanach Zjednoczonych burzę, ale nie od razu jednomyślną. Izolacjonistyczny senator Gerald Nye, jeden z liderów ruchu America First, sugerował 13 czerwca, że statek mogli zatopić Brytyjczycy, by wciągnąć Amerykę do wojny, i już następnego dnia, wobec zeznań rozbitków, wycofał się z tej tezy. Inni politycy przypominali, że w 1937 roku po zatopieniu kanonierki „Panay” przez Japończyków Stany Zjednoczone także nie poszły na wojnę, a senator Burton Wheeler przekonywał, że większość ładunku była kontrabandą w rozumieniu prawa międzynarodowego.

Prawo pryzowe i szalupy

Spór o „Robin Moor” dotyczył nie samego zatrzymania statku, lecz losu ludzi. Prawo morskie pozwalało okrętowi wojennemu państwa walczącego zatrzymać statek neutralny, sprawdzić ładunek i, w określonych warunkach, zniszczyć go, jeśli wiózł kontrabandę. Z niemieckiego punktu widzenia Metzler postąpił zgodnie z regulaminem pryzowym: ostrzegł, sprawdził dokumenty, pozwolił załodze odejść i zostawił jej zapasy. Niemcy byli jednak związani protokołem londyńskim z 1936 roku, który przyjęli wraz z innymi mocarstwami po drugim londyńskim traktacie morskim. Protokół wymagał od okrętów podwodnych, by przed zatopieniem statku handlowego umieściły załogę i pasażerów w bezpiecznym miejscu, i wprost stwierdzał, że szalupy nie są takim miejscem, chyba że bezpieczeństwo ludzi zapewniają stan morza i pogoda, bliskość lądu lub obecność innego statku, który może ich zabrać. Na środku oceanu, setki mil od lądu, żaden z tych warunków nie był spełniony. Ten argument stał się osią amerykańskiego protestu.

Niemcy już od 1939 roku prowadzili wojnę podwodną bez ograniczeń w strefach wokół Wysp Brytyjskich, ale wobec statków amerykańskich zachowywali ostrożność. Adolf Hitler, który szykował uderzenie na Związek Radziecki, nie chciał prowokować Waszyngtonu i ograniczał swobodę działania marynarki wbrew naciskom admirała Ericha Raedera. Zatopienie „Robin Moor” poza strefą blokady, z dala od szlaków konwojowych, było więc dla Berlina incydentem niewygodnym, choć dowództwo marynarki nie potępiło Metzlera, a 28 lipca, po powrocie z patrolu, został on odznaczony Krzyżem Rycerskim.

Nieograniczony stan wyjątkowy

Gdy rozbitkowie dryfowali po oceanie, w Waszyngtonie zapadła decyzja, którą często wiąże się z ich losem. Wieczorem 27 maja, w dniu, w którym na północnym Atlantyku zatonął niemiecki pancernik „Bismarck”, Roosevelt wygłosił z Białego Domu przemówienie radiowe w obecności ambasadorów i posłów republik amerykańskich, członków Rady Zarządzającej Unii Panamerykańskiej, oraz posła Kanady. Słuchały go dziesiątki milionów Amerykanów. Prezydent mówił, że bitwa o Atlantyk rozciąga się już od lodów Arktyki po Antarktydę, że statki, także neutralne, idą na dno na południowym Atlantyku, u wybrzeży Afryki Zachodniej i Wysp Zielonego Przylądka, i że niemieckie zatopienia przewyższają ponad trzykrotnie możliwości brytyjskich stoczni. Ostrzegał, że opanowanie przez Niemcy Azorów, Wysp Zielonego Przylądka czy Dakaru zagroziłoby bezpośrednio półkuli zachodniej. Zapowiedział, że amerykańskie patrole, które od kwietnia sięgały daleko w głąb Atlantyku, pomagają w dostarczaniu zaopatrzenia dla Wielkiej Brytanii i że „podjęte zostaną wszystkie dodatkowe środki niezbędne, by dostarczyć towary”. Przypomniał amerykańską tradycję „wolności mórz”.

Na koniec ogłosił, że tego wieczoru podpisał proklamację nr 2487, stwierdzającą, że kraj stoi w obliczu „nieograniczonego stanu wyjątkowego”, który wymaga postawienia sił lądowych, morskich, powietrznych i obrony cywilnej w gotowości do odparcia każdej agresji lub groźby agresji skierowanej przeciw jakiejkolwiek części półkuli zachodniej. Proklamacja odwoływała się wprost do „ograniczonego” stanu wyjątkowego, ogłoszonego 8 września 1939 roku, który pozwalał wzmacniać obronę tylko „w granicach uprawnień pokojowych”. Teraz te granice znikały. Stan wyjątkowy dawał prezydentowi szerokie uprawnienia ustawowe wobec przemysłu, transportu i łączności, a robotników i pracodawców wzywał do zawieszenia sporów w imię produkcji zbrojeniowej.

Ani w przemówieniu, ani w proklamacji nie było mowy o „Robin Moor”, bo nikt w Waszyngtonie nie wiedział jeszcze o jego zatopieniu. Przemówienie było natomiast podsumowaniem wiosny, w której Stany Zjednoczone, wciąż nie walcząc, przesunęły się daleko w stronę Wielkiej Brytanii: od ustawy Lend-Lease w marcu, przez umowę o Grenlandii i rozszerzenie strefy patroli w kwietniu, po majowe straty na Atlantyku, gdy Brytyjczycy walczyli z wilczymi stadami, a 9 maja przejęli z U-110 maszynę Enigma. Nazajutrz na konferencji prasowej Roosevelt studził oczekiwania tych, którzy spodziewali się natychmiastowego wprowadzenia eskorty konwojów lub zmiany ustawy o neutralności. Mówił, że na razie nie zamierza o to prosić.

Miejsce w wojnie

Prawdziwa reakcja na zatopienie „Robin Moor” przyszła w czerwcu, gdy znane już były relacje rozbitków. 14 czerwca Roosevelt zamroził niemieckie i włoskie aktywa w Stanach Zjednoczonych, a 16 czerwca Departament Stanu zażądał zamknięcia do 10 lipca wszystkich niemieckich konsulatów i kilku niemieckich agencji. Wkrótce podobne żądanie objęło konsulaty włoskie, a Berlin i Rzym odpowiedziały tym samym. 20 czerwca prezydent przesłał Kongresowi specjalne orędzie w sprawie statku. Podkreślał w nim, że okręt podwodny nie podniósł bandery i nie ujawnił swojej przynależności, że statek zatopiono w ciągu 30 minut od pierwszego ostrzeżenia, choć jego amerykańska bandera była dobrze znana dowódcy, a pasażerów i załogę porzucono w szalupach na środku oceanu, gdzie ocalał ich tylko przypadek. Nazwał zatopienie „czynem międzynarodowego banity”, uznał je za „ujawnienie polityki, a zarazem przykład metody” Rzeszy, która chce przepędzić amerykański handel z mórz i zastraszyć Stany Zjednoczone, by zaprzestały pomocy dla Wielkiej Brytanii. Zakończył słowami: „Nie ustępujemy i nie zamierzamy ustąpić”. Waszyngton zażądał od Niemiec pełnego odszkodowania. We wrześniu Departament Stanu wyliczył je na 2 967 092 dolary, ale niemiecki chargé d’affaires Hans Thomsen odpowiedział, że amerykańskie noty nie są takie, by mogły skłonić Rzeszę do odpowiedzi.

Incydent przyszedł w złym dla Hitlera momencie. Dzień po orędziu Roosevelta, 21 czerwca, w przeddzień ataku na Związek Radziecki, Hitler polecił marynarce unikać wszelkich incydentów ze Stanami Zjednoczonymi, a U-Booty dostały ścisłe ograniczenia wobec amerykańskich okrętów i statków. Jesienią 1941 roku w procesie siatki szpiegowskiej Fritza Duquesne’a w Nowym Jorku oskarżenie przedstawiło zeznania, według których jeden z oskarżonych przekazał do Niemiec datę wypłynięcia „Robin Moor”, nie wiadomo jednak, czy miało to jakikolwiek związek z samym atakiem.

Statek z linii Robin okazał się pierwszym z wielu. We wrześniu 1941 roku niemiecki okręt podwodny zaatakował niszczyciel USS „Greer”, po czym Roosevelt wydał rozkaz strzelania do okrętów Osi, które zagrażały żegludze pod amerykańską ochroną. W październiku storpedowany został niszczyciel „Kearny”, a potem zatonął „Reuben James”. W listopadzie Kongres zezwolił na uzbrajanie statków handlowych i wpływanie nimi do stref walk, co oznaczało koniec dawnej ustawy o neutralności. W grudniu, po japońskim ataku na Pearl Harbor i niemieckim wypowiedzeniu wojny, Stany Zjednoczone znalazły się w wojnie, a niemieckie okręty podwodne przeniosły się pod ich wybrzeża. Wspomnienie „Robin Moor” przetrwało także w praktyce: trzeci oficer statku, John J. Banigan, napisał później wraz z dziennikarzem poradnik dla marynarzy „How to Abandon Ship”, oparty na doświadczeniach z szalup. Zatopienie z 21 maja 1941 roku nie pociągnęło za sobą wojny, ale pokazało Amerykanom, że neutralność nie chroni ich statków nawet na najodleglejszych wodach Atlantyku.

Źródła

  1. presidency.ucsb.edu · message congress the sinking the robin moor
  2. presidency.ucsb.edu · fireside chat 18

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.