TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Hitler odkłada atak na Zachodzie

Kategoria:
Wojsko
Front:
Front zachodni
Data:
16 stycznia 1940
Autor:
Natalia
Tagi:
Adolf Hitler, III Rzesza, dziwna wojna, Wehrmacht

16 stycznia 1940 roku, około godziny 19.00, Adolf Hitler zgodził się odwołać natarcie na Holandię, Belgię i Luksemburg, wyznaczone na 17 stycznia. Tym razem nie przesunął terminu o kilka dni, jak robił to od listopada wielokrotnie, lecz odłożył ofensywę bezterminowo, w praktyce do wiosny. Jednocześnie oznajmił, że całą operację trzeba zbudować „na nowej podstawie”, tak by zapewnić jej tajność i zaskoczenie. Decyzja zamknęła pierwszy, jesienno-zimowy okres planowania kampanii na zachodzie i otworzyła drogę do zmiany planu, która w maju 1940 roku przesądziła o klęsce Francji.

W wielu kalendariach można przeczytać, że 16 stycznia przechwycone dokumenty ujawniły plany Hitlera dotyczące inwazji na Skandynawię oraz odłożenie inwazji na Francję i Niderlandy do wiosny, gdy pogoda będzie dla niej korzystniejsza. Data i sama decyzja o odłożeniu ataku są trafne, ale reszta tego zdania łączy kilka różnych spraw. Dokumenty, które sześć dni wcześniej wpadły w ręce Belgów w incydencie w Mechelen, dotyczyły wyłącznie natarcia na zachodzie, a ściślej udziału lotnictwa i wojsk powietrznodesantowych w ataku przez Belgię i Holandię. O Skandynawii nie było w nich ani słowa. Nie „ujawniły” też odłożenia ataku: o nim zdecydował sam Hitler, już po ich utracie, i nikt po stronie sprzymierzonych o tej decyzji wtedy nie wiedział. Plany wobec Norwegii były w Berlinie osobnym wątkiem, rozwijanym w tych samych tygodniach w naczelnym dowództwie Wehrmachtu (o czym niżej).

Termin, którego nie dotrzymano ani razu

Hitler chciał uderzyć na zachodzie jeszcze jesienią 1939 roku. Dyrektywa nr 6 z 9 października nakazywała przygotować natarcie „tak wcześnie, jak to tylko możliwe”, a 22 października wyznaczył jego początek na 12 listopada. Generałowie, z naczelnym dowódcą wojsk lądowych gen. płk. Waltherem von Brauchitschem i szefem sztabu generalnego gen. Franzem Halderem na czele, uważali jesienną ofensywę za ryzyko ponad siły armii, która dopiero wyszła z kampanii wrześniowej. Po burzliwej rozmowie z Brauchitschem 5 listopada Hitler podtrzymał rozkaz, ale 7 listopada, z powodu złej pogody, przesunął termin po raz pierwszy, kilka dni przed zamachem Elsera w Monachium.

Odtąd mechanizm był zawsze ten sam. Termin ataku, nazywany w rozkazach „dniem A”, podawano z kilkudniowym wyprzedzeniem, bo wojska potrzebowały czasu, by z rejonów zakwaterowania przejść na stanowiska wyjściowe. Na kilka dni przed nim Hitler, na podstawie prognoz meteorologów, zatwierdzał go albo przesuwał, zwykle o kilka dni lub o tydzień. Wśród dokumentów przedstawionych w Norymberdze znalazło się osiemnaście takich rozkazów naczelnego dowództwa Wehrmachtu (OKW), podpisanych przez gen. płk. Wilhelma Keitla albo przez szefa sztabu operacyjnego gen. mjr. Alfreda Jodla, od 7 listopada 1939 do 9 maja 1940 roku. Łącznie, licząc także decyzje niezapisane w osobnych rozkazach, termin natarcia przesuwano według najczęściej podawanych wyliczeń 29 razy. W grudniu Hitler zgodził się na przerwę świąteczną i urlopy dla żołnierzy, a decyzję o terminie odłożył do końca roku.

Powody były nie tylko meteorologiczne. Natarcie opierało się na lotnictwie, które miało zniszczyć lotnictwo przeciwnika i wspierać dywizje pancerne, a do tego potrzebowało kilku dni dobrej widoczności z rzędu. Jesienią dni były krótkie, a deszcz rozmiękczał drogi i pola. Do pogody dochodził stan wojsk, uzupełnianych po walkach w Polsce, i nierozstrzygnięty spór o plan. OKH wydało 19 i 29 października dwie wersje planu „Fall Gelb” z głównym uderzeniem Grupy Armii B w środkowej Belgii, a sztab Grupy Armii A w Koblencji, ustami gen. por. Ericha von Mansteina, od 31 października dowodził, że takie uderzenie zepchnie sprzymierzonych ku Sommie, ale ich nie zniszczy. Kolejne memoriały Mansteina Brauchitsch zatrzymywał u siebie; ostatni powstał 12 stycznia 1940 roku.

Od 10 do 16 stycznia

Na początku stycznia zima ścisnęła mrozem, który przy suchej pogodzie dawał lotnictwu dobrą widoczność, a czołgom twardy grunt. 10 stycznia Hitler uznał, że czas nadszedł, i wyznaczył natarcie na 17 stycznia, na kwadrans przed wschodem słońca. Tego samego dnia lekki samolot Messerschmitt Bf 108, którym mjr Erich Hoenmanns leciał z mjr. Helmuthem Reinbergerem, oficerem sztabowym niemieckich wojsk powietrznodesantowych, zabłądził we mgle i wylądował awaryjnie pod Maasmechelen w belgijskiej Limburgii. Reinberger wiózł dokumenty dotyczące udziału lotnictwa i desantu w natarciu. Próbował je spalić, ale większość wpadła w ręce Belgów w stanie pozwalającym je odczytać.

Wiadomość dotarła do Berlina późnym wieczorem 10 stycznia. Hitler wpadł we wściekłość. 12 stycznia (według części źródeł już 11 stycznia) odwołano dowódcę 2 Floty Powietrznej, na której obszarze startował samolot, gen. Hellmutha Felmy’ego, i jego szefa sztabu płk. Josefa Kammhubera. Dowództwo floty objął gen. Albert Kesselring. Tego samego dnia Hitler podpisał tzw. rozkaz zasadniczy nr 1 o zachowaniu tajemnicy: nikt nie mógł wiedzieć o sprawach tajnych więcej, niż wymagało jego zadanie, ani dowiadywać się o nich wcześniej, niż było to konieczne. 12 stycznia Jodl zanotował w dzienniku, że jeśli przeciwnik ma wszystkie dokumenty, położenie jest katastrofalne. Nazajutrz, po rozmowie niemieckiego attaché lotniczego w Brukseli z obu lotnikami, uspokoił się: zapisał, że teczka „na pewno” spłonęła. Belgowie świadomie dopuścili do tego spotkania, licząc, że Niemcy uwierzą w zniszczenie dokumentów i nie zmienią planu.

Belgowie i Holendrzy tymczasem działali. Rząd w Brukseli przekazał treść dokumentów Francuzom i Brytyjczykom, a 14 stycznia, po kolejnych ostrzeżeniach o niemieckich przygotowaniach, ogłosił w armii stan najwyższej gotowości i odwołał żołnierzy z urlopów. Holendrzy wstrzymali urlopy. Naczelny wódz francuski gen. Maurice Gamelin, licząc, że Belgowie lada chwila poproszą o pomoc i że będzie można wykonać plan Dyle, nocą z 14 na 15 stycznia przesunął wojska sprzymierzone ku granicy belgijskiej. Belgowie zaczęli nawet usuwać zapory na granicy z Francją, ale rano 15 stycznia przerwali tę pracę. Rząd belgijski nie zamierzał wpuszczać obcych wojsk przed niemieckim atakiem, a sprzymierzeni, rozczarowani, wycofali się na swoje pozycje. Po stronie brytyjskiej nie brakowało przy tym podejrzeń, że całe zdarzenie było niemiecką prowokacją, a dokumenty podrzucono celowo. Historycy, którzy badali sprawę, takiej tezy nie potwierdzili.

W Berlinie belgijski alarm i ruchy wojsk francuskich nie przeszły niezauważone. Pogoda także się zmieniła. Mróz trwał, ale przyszły obfite opady śniegu, a prognozy nie dawały nadziei na kilka pogodnych dni z rzędu. 13 stycznia, wobec złych prognoz, ostateczną decyzję o terminie odłożono o kilka dni, a 15 stycznia drogi były w tak złym stanie, że Jodl doradził Hitlerowi rezygnację z ataku na czas nieokreślony. Hitler wahał się do wieczora 16 stycznia, po czym przystał na tę radę. Zima 1939/1940 była jedną z najsroższych w Europie w XX wieku i rzeczywiście sparaliżowałaby ruchy kolumn pancernych i zmotoryzowanych na wąskich drogach Belgii.

Kompromis i „nowa podstawa”

Decyzja z 16 stycznia była więc kompromisem między pogodą a skutkami Mechelen. Hitler nie wiedział, ile naprawdę odczytali Belgowie, ale musiał się liczyć z tym, że plan natarcia jest znany przeciwnikowi, a alarm w Belgii i Holandii pozbawił atak elementu zaskoczenia. Zamiast pchać się w śnieg na przygotowanego przeciwnika, wolał odczekać. Według zapisu Jodla z 16 stycznia uznał, że całą operację trzeba zbudować na nowej podstawie, by zapewnić tajność i zaskoczenie. Oznaczało to przede wszystkim inne rozwinięcie wojsk: jednostki szybkie miały stać tak, by mogły uderzyć niemal z marszu, bez długich i widocznych przegrupowań, które od listopada raz po raz zdradzały niemieckie zamiary.

Odłożenie natarcia do wiosny dawało też czas, którego dotąd brakowało. Generałowie, przeciwni ofensywie od jesieni, po raz pierwszy od listopada nie musieli co kilka dni przygotowywać się do ataku, który w ostatniej chwili odwoływano. OKH zabrało się do przeróbki planu. Pod koniec stycznia wydało jego trzecią wersję, w której Grupa Armii A gen. płk. Gerda von Rundstedta dostawała więcej sił, ale główne uderzenie wciąż miała zadać Grupa Armii B gen. płk. Fedora von Bocka w środkowej Belgii. Halder, który od jesieni odrzucał pomysły Mansteina, nadal nie zamierzał przenosić ciężaru natarcia na Ardeny. 27 stycznia Manstein został mianowany dowódcą korpusu formowanego w Szczecinie, daleko od frontu zachodniego, co w praktyce odsuwało go od planowania.

Czy incydent w Mechelen był przyczyną zmiany planu, historycy spierają się do dziś. Część z nich, wśród nich Karl-Heinz Frieser, uważa, że utrata dokumentów tylko przyspieszyła zmianę, do której i tak by doszło, bo sam Hitler już jesienią szukał uderzenia przez Ardeny na Sedan, a pierwszy plan nie zadowalał nikogo. Ważniejsze od samych dokumentów mogło być to, co Niemcy zobaczyli w połowie stycznia: gotowość sprzymierzonych, by na pierwszy sygnał ruszyć w głąb Belgii. Taki ruch był dokładnie tym, na czym opierał się pomysł Mansteina.

Skandynawia: osobny wątek

Myląca wzmianka o Skandynawii ma pewne uzasadnienie w kalendarzu, bo oba wątki biegły w tych samych tygodniach. Od października naczelny dowódca marynarki wielki admirał Erich Raeder przekonywał Hitlera, że Niemcy muszą uprzedzić Brytyjczyków w Norwegii. W grudniu, po spotkaniach z norweskim przywódcą skrajnej prawicy Vidkunem Quislingiem, Hitler polecił OKW zbadać możliwość operacji, a w styczniu powstało tam wstępne studium, nazwane „Studie Nord”. Sprzymierzeni ze swej strony rozważali wysłanie wojsk do Skandynawii pod pozorem pomocy dla walczącej z ZSRR Finlandii, co pozwoliłoby im przy okazji odciąć Niemcy od szwedzkiej rudy żelaza.

Dokumenty z Mechelen nie miały z tym jednak nic wspólnego, a decyzja z 16 stycznia nie oznaczała przerzucenia uwagi z zachodu na północ. Odłożenie ofensywy do wiosny dało jednak Hitlerowi kilka miesięcy, w których mógł najpierw zająć się Norwegią. Jedenaście dni później, 27 stycznia, Keitel polecił utworzyć w OKW osobny sztab do planowania operacji przeciw Norwegii, której nadano kryptonim „Weserübung”.

Miejsce w wojnie

Odłożenie ataku do wiosny okazało się jedną z najważniejszych decyzji pierwszego roku wojny, choć w chwili jej podjęcia wyglądała na kolejne przesunięcie terminu. 2 lutego naczelny adiutant Hitlera płk Rudolf Schmundt, poinformowany w Koblencji przez oficerów sztabu Grupy Armii A, przedstawił Hitlerowi koncepcję Mansteina, a gry wojenne OKH w lutym pokazały, że natarcie na Sedan wymaga dużo większych sił, niż zakładano. 17 lutego Manstein przedstawił swój plan Hitlerowi w Kancelarii Rzeszy, a 24 lutego OKH wydało czwartą wersję planu „Fall Gelb”, z głównym uderzeniem Grupy Armii A przez Ardeny. Zanim ruszyła ofensywa na zachodzie, 9 kwietnia Niemcy zaatakowały Danię i Norwegię.

10 maja 1940 roku Wehrmacht uderzył na Holandię, Belgię i Luksemburg. Sprzymierzeni, zgodnie z planem Dyle, rozszerzonym w marcu o marsz do Holandii, ruszyli w głąb Belgii, a niemieckie dywizje pancerne przeszły przez Ardeny, 13 maja sforsowały Mozę pod Sedanem i 20 maja doszły do kanału La Manche. Francja skapitulowała po sześciu tygodniach. Gdyby Hitler uderzył w styczniu, zgodnie z pierwotnym planem, na przygotowanego przeciwnika i w śniegu, bitwa w Belgii mogła się skończyć tak, jak przewidywał Manstein: frontem zatrzymanym nad Sommą i długą wojną pozycyjną. Zima, utracone dokumenty i decyzja z 16 stycznia sprawiły, że Niemcy uderzyły dopiero wiosną, i to według planu, którego sprzymierzeni się nie spodziewali.

Źródła

  1. Mechelen incident · Wikipedia (en)
  2. Mechelen-Zwischenfall · Wikipedia (de)
  3. Manstein plan · Wikipedia (en)
  4. historynet.com · the mechelen affair
  5. Westfeldzug · Wikipedia (de)

W tym samym czasie

(01)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.