- Kategoria:
- Wojsko
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 10 stycznia 1940
- Autor:
- Łukasz
- Tagi:
- Belgia, dziwna wojna, Luftwaffe, neutralność

10 stycznia 1940 roku, około wpół do dwunastej, na zamarznięte pole pod wsią Vucht w belgijskiej Limburgii, tuż przy granicy holenderskiej, spadł niewielki niemiecki samolot łącznikowy Messerschmitt Bf 108 „Taifun”. Pilot zabłądził we mgle, a potem, jak się wydaje, przez pomyłkę odciął dopływ paliwa do silnika. Maszyna przemknęła między dwiema topolami, które oderwały jej skrzydła, i zatrzymała się rozbita, ale obaj lotnicy wyszli z niej bez szwanku. Jeden z nich miał w żółtej teczce ze świńskiej skóry tajne rozkazy dotyczące niemieckiego natarcia na Belgię i Holandię, które Adolf Hitler właśnie tego dnia wyznaczył na 17 stycznia. Próbował je spalić, ale belgijscy żołnierze wyrwali mu z rąk nadpalone kartki. Tak zaczął się epizod, nazwany od pobliskiej miejscowości Mechelen-aan-de-Maas (dziś część gminy Maasmechelen) incydentem w Mechelen, który przez kilka dni trzymał w napięciu cztery państwa i na długo zaważył na losach kampanii 1940 roku.
Często mówi się, że niemiecki samolot z planami „Fall Gelb” rozbił się w neutralnej Belgii. To trafne z dwiema poprawkami. Samolot nie runął, lecz lądował awaryjnie i nikt nie zginął. Nie wiózł też całego planu kampanii, a tylko dokumenty jednej jej części: rozkazy dla jednostek lotnictwa i wojsk powietrznodesantowych, z których jednak dało się odczytać ogólny zarys niemieckiego natarcia.
Lot do Kolonii
Od października 1939 roku, gdy Hitler podpisał dyrektywę nr 6, Wehrmacht przygotowywał natarcie przez Holandię, Belgię i Luksemburg. Termin wyznaczano i odwoływano wielokrotnie. Według zestawienia odczytanego w Norymberdze atak miał ruszyć kolejno 12, 19, 22 i 26 listopada, 3, 9 i 11 grudnia oraz 1 stycznia, za każdym razem przesuwano go jednak z powodu pogody albo stanu wojsk. 10 stycznia, po korzystnej prognozie meteorologów, Hitler rozkazał rozpocząć operację 17 stycznia, kwadrans przed wschodem słońca. Zgodnie z ówczesną wersją planu główne uderzenie miała zadać Grupa Armii B przez środkową Belgię, a jedną z jego nowości miał być desant powietrzny.
Rano tego samego dnia z lotniska Loddenheide pod Münsterem wystartował do Kolonii Bf 108 pilotowany przez komendanta lotniska, 52-letniego mjr. Ericha Hoenmannsa. Jego pasażerem był mjr Helmuth Reinberger, oficer odpowiedzialny za zaopatrzenie 7 Dywizji Lotniczej, czyli niemieckich spadochroniarzy, którzy w dniu ataku mieli wylądować za belgijskimi liniami. Reinberger jechał na naradę sztabową i wiózł przeznaczone na nią dokumenty. Zwykle musiałby odbyć podróż nocnym pociągiem, ale poprzedniego wieczoru w kasynie oficerskim Hoenmanns zaproponował mu, że go zawiezie: potrzebował godzin nalotu, a przy okazji chciał odwieźć żonie do Kolonii pranie. Nie wiedział, co jego pasażer ma w teczce. Obaj złamali przy tym wyraźny zakaz, który za zgodą Hermanna Göringa obowiązywał w Luftwaffe: tajnych rozkazów nie wolno było przewozić samolotem bez wyraźnego zezwolenia.
Pogoda była zła, a zima 1939/1940 jedną z najmroźniejszych od dziesięcioleci. Nad ziemią wisiały ławice mgły. Hoenmanns, który nie zauważył skutego lodem Renu, stracił orientację i skręcił na zachód, licząc, że rzeka pozwoli mu się odnaleźć. W rzeczywistości przeleciał już nad nią i leciał dalej, aż nad Mozę, która w tym miejscu dzieli Belgię od Holandii. Krążąc nad Vucht, poruszył dźwignię w kabinie, silnik zakrztusił się i zgasł, a pilotowi nie pozostało nic innego, jak lądować na najbliższym polu.
Teczka w ogniu
Dopiero gdy parobek z pobliskiego gospodarstwa, Engelbert Lambrichts, powiedział lotnikom, że są w Belgii, Reinberger zrozumiał, co się stało. Rzucił się do wraku po teczkę, krzycząc, że ma tajne dokumenty, które musi natychmiast zniszczyć. Hoenmanns odszedł od samolotu, by odwrócić uwagę nadbiegających ludzi. Zapalniczka Reinbergera zawiodła, więc pożyczył od parobka zapałkę, ukrył się za krzakami i podpalił ułożone na ziemi kartki. Po chwili nadjechali na rowerach dwaj belgijscy pogranicznicy, sierżant Frans Habets i kapral Gerard Rubens. Rubens zobaczył dym, podbiegł i wydobył z ognia nadpalone papiery. Reinberger próbował uciekać, ale po dwóch strzałach ostrzegawczych się poddał.
Obu Niemców odprowadzono na posterunek straży granicznej w Mechelen-aan-de-Maas. Tam przesłuchiwał ich belgijski oficer Arthur Rodrique, który położył odzyskane kartki na stole. Hoenmanns poprosił o wyjście do toalety, a gdy uwaga strażników się rozproszyła, Reinberger chwycił dokumenty i wepchnął je do rozpalonego pieca. Rodrique odwrócił się, wyciągnął papiery z ognia, sam się przy tym poparzył, i zamknął je w innym pokoju. Reinberger, przekonany, że za utratę planów czeka go rozstrzelanie, próbował wyrwać Belgowi rewolwer, by się zastrzelić. Powalony na ziemię, rozpłakał się. Kilka godzin później przyjechali oficerowie belgijskiego wywiadu wojskowego i zabrali dokumenty do Brukseli.
Co wyczytali Belgowie
Wieczorem 10 stycznia kartki leżały już w Drugiej Sekcji (wywiadzie) belgijskiego sztabu generalnego. Większość była nadpalona, część niemal zupełnie zniszczona, nie było też na nich daty ataku. Większość tekstu dotyczyła zadań dla lotnictwa i 7 Dywizji Lotniczej. Mimo to ze strzępów dało się odtworzyć zaskakująco wiele. Natarcie miało objąć cały front od Mozeli do Morza Północnego, a niemiecka 6 Armia miała zadać główny cios w rejonie Maastricht, co oznaczało, że tym razem, inaczej niż w 1914 roku, Niemcy nie oszczędzą Holandii. Jeden z zachowanych ustępów mówił, że część sił ma zająć terytorium holenderskie z wyjątkiem tzw. Twierdzy Holandii, czyli silnie bronionego obszaru z Amsterdamem, Rotterdamem i Hagą. Dokumenty opisywały też coś, czego w Europie Zachodniej jeszcze nie widziano: desant powietrzny, który miał opanować mosty na Mozie między Namur a Dinant.
Pierwsza, pobieżna analiza uznała dokumenty za autentyczne. Belgijscy oficerowie rozumowali, że tak niezwykłych szczegółów żaden wywiad nie podsunąłby przeciwnikowi nawet dla wprowadzenia go w błąd. Zgadzały się one zresztą z ostrzeżeniami, które Belgowie dostawali od kilku tygodni, także od włoskiego ministra spraw zagranicznych Galeazza Ciana, że Niemcy uderzą około połowy stycznia. Rano 11 stycznia poinformowano gen. Raoula Van Overstraetena, doradcę wojskowego króla, a krótko po południu samego króla Leopolda III, który dowodził armią belgijską.
Ostrzeżenia z Brukseli
Król postanowił działać szybko, ale dyskretnie. Spośród ministrów o treści dokumentów miał się dowiedzieć tylko minister obrony gen. Henri Denis. Wieczorem 11 stycznia Van Overstraeten przekazał streszczenie zdobytych materiałów, bez wyjaśnienia, skąd pochodzą, francuskiemu oficerowi łącznikowemu ppłk. Hautcœurowi dla gen. Maurice’a Gamelina, brytyjskiemu attaché wojskowemu dla lorda Gorta, dowódcy Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego, oraz belgijskiemu attaché w Hadze ppłk. Pierre’owi Diepenrijckxowi dla holenderskiego naczelnego wodza gen. Izaaka Reijndersa. Według późniejszych relacji Leopold III osobiście zatelefonował też do następczyni tronu Holandii Juliany i do wielkiej księżnej Luksemburga Charlotty, ostrzegając je umówionymi zwrotami o zbliżającym się niebezpieczeństwie.
Belgowie postanowili jednocześnie przekonać Niemców, że plany uległy zniszczeniu. Przesłuchujący Reinbergera dali mu do zrozumienia, że z resztek niczego nie wyczytali, a 12 stycznia pozwolili obu lotnikom spotkać się z niemieckim attaché lotniczym w Hadze i Brukseli gen. por. Ralphem Wenningerem i attaché wojskowym w Brukseli płk. Friedrichem-Carlem Rabe von Pappenheimem. Rozmowę potajemnie nagrano. Reinberger zapewnił attaché, że spalił dokumenty i zostały z nich tylko kawałki wielkości dłoni, a ambasador Rzeszy w Brukseli przekazał to do Berlina.
Popłoch w Berlinie
W Berlinie o katastrofie dowiedziano się późnym wieczorem 10 stycznia z doniesień prasowych. W Naczelnym Dowództwie Wehrmachtu (OKW) wywołało to konsternację, bo szybko ustalono, kto był na pokładzie i co mógł wieźć. Hitler wpadł we wściekłość. Göring musiał wysłuchać ostrych wyrzutów, a według późniejszych relacji, nie wiedząc, czy wierzyć zapewnieniom Reinbergera, kazał robić próby palenia podobnych plików papieru, a nawet radził się jasnowidzów. 12 stycznia (według części źródeł już 11 stycznia) ze stanowiska odwołano dowódcę 2 Floty Powietrznej, do której należała 7 Dywizja Lotnicza, gen. Hellmutha Felmy’ego, i szefa jego sztabu płk. Josefa Kammhubera. Dowództwo 2 Floty Powietrznej objął wkrótce gen. Albert Kesselring.
Szef sztabu operacyjnego OKW gen. Alfred Jodl zanotował 12 stycznia w dzienniku, co powiedział Hitlerowi: jeśli nieprzyjaciel ma wszystkie akta, położenie jest katastrofalne. Następnego dnia, po raporcie z rozmowy attaché z lotnikami, odnotował z ulgą, że teczka „na pewno spalona”. Belgijski podstęp na razie zadziałał. Sam incydent nie skłonił Hitlera do zmiany zamiarów: atak nadal był wyznaczony na 17 stycznia. Hitler wyciągnął jednak wniosek ogólny. 11 stycznia podpisał „rozkaz zasadniczy” o tajemnicy, który odtąd obowiązywał w całym Wehrmachcie: żaden urząd i żaden oficer nie może dowiedzieć się o sprawie tajnej, jeśli nie jest to bezwzględnie konieczne dla jego zadania, nie może dowiedzieć się więcej, niż to konieczne, ani wcześniej, niż to konieczne, a bezmyślne rozsyłanie tajnych rozkazów według ogólnych rozdzielników jest zabronione.
Alarm 13–15 stycznia
Wieczorem 13 stycznia, około siedemnastej, belgijski attaché wojskowy w Berlinie płk Georges Goethals usłyszał od swego holenderskiego kolegi mjr. Gijsbertusa Sasa, że samolot, który spadł w Belgii, wiózł plany ataku na zachodzie i że wobec ich utraty Niemcy uderzą następnego dnia rano, by uprzedzić przeciwdziałanie. Sas od miesięcy dostawał takie wiadomości od płk. Hansa Ostera z Abwehry, przeciwnika Hitlera, który ostrzegał państwa neutralne w nadziei, że niepowodzenie na zachodzie obali reżim. Goethals przekazał depeszę z wyraźnymi zastrzeżeniami. W Brukseli dotarła ona do Van Overstraetena około 20.00 i wstrząsnęła nim, bo o przechwyceniu dokumentów nie pisała żadna gazeta. Informator musiał mieć dostęp do niemieckich sztabów.
Belgijski szef sztabu generalnego gen. por. Édouard Van den Bergen poszedł dalej, niż chciał król. Bez porozumienia z Leopoldem III i Van Overstraetenem kazał przez radio wezwać do jednostek wszystkich żołnierzy przebywających na urlopach, około 80 tysięcy ludzi, i ogłosić przedostatni stopień mobilizacji, tzw. fazę D, obowiązującą od 14 stycznia. Polecił też usunąć zapory na granicy z Francją, by wojska sprzymierzone mogły szybko wkroczyć, gdy zostaną wezwane. W Belgii zapanowała atmosfera jak w przeddzień bitwy. Dywizje ruszyły ku granicy niemieckiej, z okolic Eupen i Malmedy wyjeżdżali uciekinierzy. Król uznał jednak samowolę szefa sztabu za ciężkie naruszenie swojej władzy i za błąd, który zdradzał Niemcom, że Belgowie znają ich plany. Van den Bergen pod koniec stycznia musiał ustąpić.
Holendrzy reagowali znacznie spokojniej. Gen. Reijnders, który od jesieni lekceważył ostrzeżenia Sasa, zapytał belgijskiego attaché, czy sam wierzy w te wiadomości, i oświadczył, że on nie wierzy w nie wcale. Dopiero w nocy z 13 na 14 stycznia ograniczono ruch kolejowy w strefie wojskowej, a 14 stycznia w południe wstrzymano urlopy i przygotowano mosty do wysadzenia. Holenderskie dowództwo chciało przede wszystkim uniknąć wrażenia, że działa w porozumieniu z Belgami.
Gamelin czeka na zaproszenie
Dla Francuzów alarm był zarazem zagrożeniem i okazją. Gamelin od jesieni czekał na chwilę, w której Belgia pozwoli jego wojskom wejść na swoje terytorium, zanim zrobią to Niemcy. Jego plan Dyle zakładał marsz aż na linię Antwerpia–Namur, ale dopiero po niemieckiej napaści. Na naradzie 12 stycznia szef francuskiego wywiadu płk Louis Rivet wyrażał sceptycyzm, Gamelin uznał jednak, że nawet fałszywy alarm można wykorzystać do nacisku na Belgów, i polecił 1 Grupie Armii oraz sąsiedniej 3 Armii przygotować się do wymarszu.
14 stycznia rano król Leopold, przez adm. Rogera Keyesa, który był jego nieoficjalnym łącznikiem z Londynem, zwrócił się do Winstona Churchilla z prośbą o pewne gwarancje, między innymi o to, że sprzymierzeni nie zawrą pokoju bez udziału Belgii. Keyes dodał od siebie, że po ich otrzymaniu król mógłby nakłonić rząd do wezwania sprzymierzonych. Po drodze do Paryża zastrzeżenie, że to tylko prywatna opinia admirała, się zgubiło. Premier Édouard Daladier uznał, że Belgowie w zasadzie zgodzili się na francuskie wkroczenie, i po południu zapytał Gamelina, czy jest gotów. Gamelin uznał, że wobec obfitych śniegów nad granicą belgijsko-niemiecką Niemcy nie mogą szybko ruszyć, i nakazał wojskom sprzymierzonym, w tym Brytyjczykom, w nocy z 14 na 15 stycznia podejść do granicy belgijskiej, by wkroczyć na pierwszy sygnał. Dowódca frontu północno-wschodniego gen. Alphonse Georges, obawiając się, że taki krok może wywołać niemiecki atak, zanim armia francuska będzie gotowa, zaprotestował przez telefon, ale Gamelin go zakrzyczał.
Rano 15 stycznia okazało się, że brytyjska odpowiedź na prośbę króla była znacznie ostrożniejsza, niż oczekiwano, a belgijscy pogranicznicy przestali rozbierać zapory. Daladier, ponaglany przez Gamelina, oświadczył belgijskiemu ambasadorowi, że jeśli do 20.00 Francja nie otrzyma zaproszenia, wojska sprzymierzone odejdą od granicy i w razie kolejnych alarmów nie przyjdą przed niemieckim atakiem. Rząd Paula van Zeelanda nie podjął takiej decyzji. Przewidywany na 14 stycznia atak nie nastąpił, a król i Van Overstraeten, zdeklarowani zwolennicy neutralności, nie zamierzali wciągać kraju do wojny, dopóki nie stanie się to nieuniknione. Około południa Van Overstraeten polecił odbudować zapory i przypomniał rozkaz odpierania siłą każdego obcego oddziału, niezależnie od narodowości, który naruszy belgijską granicę. Wieczorem Daladier powiedział zawiedzionemu Gamelinowi, że nie może wziąć na siebie odpowiedzialności za prewencyjne wkroczenie do Belgii.
Po stronie niemieckiej 13 stycznia, z powodu złych prognoz pogody, przesunięto termin ataku, według dzienników Jodla i Franza Haldera na 20 stycznia. W nocy z 13 na 14 stycznia zaczęły napływać meldunki o belgijskich i holenderskich przygotowaniach, z których wynikało, że zaskoczenia już nie będzie. Śnieg i mróz nie ustępowały, a 16 stycznia Hitler odłożył natarcie na czas nieokreślony.
Przypadek czy podstęp?
Od pierwszych godzin wielu oficerów sprzymierzonych i neutralnych podejrzewało, że lądowanie było ukartowane. Szef holenderskiego wywiadu płk van de Plassche uznał je za inscenizację, a dokumenty za fałszywki niemieckiego wywiadu. Ppłk Diepenrijckx, który sam kierował wcześniej belgijskim wywiadem, przypominał sobie brytyjski podstęp z Palestyny z 1917 roku, gdy porzucona „przypadkiem” torba z fałszywymi dokumentami wprowadziła w błąd Turków przed bitwą o Beer Szewę. Sceptyczny był francuski wywiad i część Brytyjczyków. Myśl, że Niemcy mogli tak lekkomyślnie powierzyć tajne rozkazy samolotowi kurierskiemu, wydawała się nieprawdopodobna.
Dokumenty niemieckie, ujawnione po wojnie, rozstrzygnęły sprawę. Popłoch w OKW, zapisy Jodla, odwołanie Felmy’ego i Kammhubera, rozkaz o tajemnicy z 11 stycznia i wreszcie zaoczne wyroki śmierci dla obu majorów nie pozostawiają wątpliwości, że był to prawdziwy wypadek, a nie operacja dezinformacyjna. Taki jest zgodny pogląd historyków, którzy badali sprawę, od Hansa-Adolfa Jacobsena po belgijskiego badacza Jeana Vanwelkenhuyzena. Podejrzliwość sprzymierzonych miała jednak swoje skutki: skłonność, by w przechwyconych papierach widzieć niemiecki podstęp, ułatwiła później przekonanie, że plan, który z nich wynikał, nadal obowiązuje.
Hoenmanns i Reinberger zostali internowani w Belgii, w obozie w Huy. W maju 1940 roku ewakuowano ich do Wielkiej Brytanii, a stamtąd do Kanady. W Niemczech skazano ich zaocznie na śmierć, ale wyroków nie wykonano. Do kraju wrócili w ramach wymiany jeńców, Hoenmanns w 1943, Reinberger w 1944 roku. Postawieni przed sądem, Hoenmanns został częściowo ułaskawiony, a Reinberger uniewinniony.
Miejsce w wojnie
Na krótką metę incydent wyrządził niewiele szkód. Alarm minął, gdy wymienione w planach terminy przeszły bez ataku, a Belgia pozostała przy ścisłej neutralności. Kryzys pokazał jednak, jak bardzo strategia sprzymierzonych zależała od decyzji Brukseli i jak bardzo Belgowie, pamiętający niemieckie gwarancje, bali się sprowokować Hitlera. Pokazał też Niemcom, co zrobią sprzymierzeni: francuskie i brytyjskie wojska ruszyły ku granicy belgijskiej, gotowe wejść w głąb kraju, co potwierdzało założenia planu Dyle.
O tym, czy Mechelen zmieniło przebieg kampanii 1940 roku, historycy spierają się do dziś. Według tradycyjnego ujęcia utrata dokumentów zmusiła Hitlera do zażądania planu zbudowanego na nowych zasadach i otworzyła drogę koncepcji Ericha von Mansteina, który od października domagał się przeniesienia głównego uderzenia na Ardeny. Jodl zapisał 13 lutego 1940 roku słowa Hitlera, że trzeba uderzyć w kierunku Sedanu, bo nieprzyjaciel się tego nie spodziewa, a dokumenty lotników przekonały go, że Niemcy chcą tylko zająć wybrzeże Holandii i Belgii. Inni historycy podkreślają, że ujawniony plan był i tak przewidywalny, że kolejną zwłokę spowodowała przede wszystkim pogoda i że o zwrocie zdecydowało dopiero dotarcie Mansteina do Hitlera w połowie lutego. Zgadzają się, że ważniejsze od tego, co Belgowie wyczytali z niemieckich planów, było to, co Niemcy wyczytali z reakcji sprzymierzonych.
Gamelin nie zmienił swojego planu. W marcu 1940 roku rozszerzył go nawet o marsz 7 Armii do Holandii. 10 maja 1940 roku Wehrmacht zaatakował Holandię, Belgię i Luksemburg, a najlepsze armie sprzymierzonych ruszyły zgodnie z planem w głąb Belgii, na spotkanie uderzenia, którego się spodziewały. Główny cios spadł tymczasem przez Ardeny na Sedan i odciął je od Francji. Spadochroniarze 7 Dywizji Lotniczej rzeczywiście wylądowali, ale w Holandii i na fortach nad Kanałem Alberta, a nie nad Mozą pod Namur, jak zapowiadały spalone w Mechelen rozkazy.
Źródła
W tym samym czasie
(03)Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.
- 7 stycznia 1940 · SkandynawiaTimoszenko obejmuje dowództwo w Finlandii7 stycznia 1940 Moskwa utworzyła Front Północno-Zachodni z komandarmem Timoszenką na czele. Miał po grudniowych klęskach przełamać Linię Mannerheima.
- 7 stycznia 1940 · SkandynawiaZagłada radzieckich dywizji na drodze RaateW pierwszym tygodniu stycznia 1940 Finowie płk. Siilasvuo pocięli na kotły i zniszczyli na drodze Raate radziecką 44 Dywizję, zdobywając czołgi i działa.
- 17 stycznia 1940 · SkandynawiaRadzieckie naloty na fińskie miastaW połowie stycznia 1940 radzieckie bombowce uderzały na Turku, Tampere, Helsinki i dziesiątki innych miast, a nad Ładogą Finowie okrążyli dwie dywizje.
Powiązane wydarzenia
(04)Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.
- 9 listopada 1939 · Front zachodniPlan Dyle9 listopada 1939 na naradzie w Vincennes Gamelin uzyskał zgodę na plan Dyle. W razie ataku na Belgię alianci mieli ruszyć aż na linię Antwerpia–Namur.
- 10 maja 1940 · Front zachodniNiemcy atakują na Zachodzie10 maja 1940 Wehrmacht uderzył na Holandię, Belgię i Luksemburg. Sprzymierzeni ruszyli w głąb Belgii, a czołgi Kleista weszły w Ardeny, ku Mozie i Francji.
- 24 maja 1940 · Front zachodniRozkaz zatrzymania pod Dunkierką24 maja 1940 Hitler zatwierdził wstrzymanie czołgów przed Dunkierką. Do 26 maja alianci umocnili obronę, a Niemcy zdobyli Boulogne i Calais.
- 17 lutego 1940 · Front zachodniManstein przedstawia plan Hitlerowi17 lutego 1940 odsunięty od planowania Manstein przedstawił Hitlerowi pomysł uderzenia przez Ardeny. 24 lutego OKH przeniosło główne uderzenie na Grupę Armii A.