TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Pierwszy zbrojny opór w getcie warszawskim

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Front:
Polska
Data:
18 stycznia 1943
Autor:
Natalia
Tagi:
Zagłada Żydów, ruch oporu, Polska, Heinrich Himmler

W poniedziałek 18 stycznia 1943 roku, o wpół do ósmej rano, oddziały niemieckiej policji i SS wkroczyły do getta warszawskiego, by wywieźć do Treblinki kilka tysięcy ludzi. Pół roku wcześniej, w czasie Wielkiej Akcji, podobne wkroczenie oznaczało dla dziesiątek tysięcy Żydów posłuszny marsz na Umschlagplatz. Tym razem stało się inaczej. Większość mieszkańców ukryła się w przygotowanych wcześniej schronach, a na rogu ulic Niskiej i Zamenhofa grupa bojowników Żydowskiej Organizacji Bojowej, prowadzona przez Mordechaja Anielewicza, otworzyła ogień do eskorty kolumny pędzonej na plac przeładunkowy. Był to pierwszy zorganizowany zbrojny opór w getcie. Walki i obławy trwały cztery dni; 21 stycznia Niemcy przerwali akcję i wycofali się za mury.

Wydarzenia te przeszły do historii jako akcja styczniowa (także „druga akcja likwidacyjna”), a z perspektywy żydowskich bojowników jako „samoobrona styczniowa”. Popularne kalendaria, także anglojęzyczne, nazywają 18 stycznia początkiem powstania w getcie warszawskim. To uproszczenie: styczniowe starcia były pierwszym zbrojnym wystąpieniem i zapowiedzią powstania, ale samo powstanie wybuchło trzy miesiące później, 19 kwietnia 1943 roku, gdy Niemcy przystąpili do ostatecznej likwidacji getta.

Getto po Wielkiej Akcji

Getto, które Niemcy utworzyli jesienią 1940 roku i zamknęli w połowie listopada tego roku, było największym w okupowanej Europie. Latem 1942 roku, między 22 lipca a 21 września, wywieziono z niego do obozu zagłady w Treblince co najmniej 253 742 osoby, a kolejne tysiące zginęły na miejscu. Według oficjalnych danych zostało niespełna 36 tysięcy zarejestrowanych robotników, do których trzeba doliczyć, według szacunków, 20–25 tysięcy „dzikich”, czyli ludzi przebywających w getcie bez prawa pobytu. Dzielnicę okrojono do „getta centralnego” wokół ulic Miłej, Zamenhofa i Gęsiej oraz kilku odciętych od siebie terenów niemieckich zakładów, tak zwanych szopów, w których Żydzi pracowali za kartki żywnościowe.

Jesienią nastała krucha stabilizacja. Niemcy ogłaszali, że „wysiedlenie” się zakończyło, tolerowali szmugiel i obecność „nielegalnych”, pozwolili nawet otworzyć nowy szpital przy ulicy Gęsiej. Mało kto jednak wierzył, że to koniec. Wielka Akcja rozwiała złudzenia: wiadomo już było, że wywożeni giną. Kto mógł, uciekał na „aryjską stronę” albo budował kryjówki w piwnicach i na strychach, czemu paradoksalnie sprzyjało niemieckie zezwolenie na budowę schronów przeciwlotniczych. W getcie przeważali teraz ludzie młodzi, często samotni, którzy stracili rodziny. Rosło wśród nich pragnienie zemsty i przekonanie, że bierność nie daje już żadnej szansy na ocalenie.

Podziemie się jednoczy

Żydowska Organizacja Bojowa powstała 28 lipca 1942 roku, w pierwszym tygodniu Wielkiej Akcji, z inicjatywy młodzieżowych organizacji syjonistycznych Ha-Szomer Ha-Cair, Dror i Akiwa. Latem nie zdołała zrobić prawie nic: miała kilka pistoletów, a we wrześniu Niemcy aresztowali lub zabili część jej przywódców i przejęli skromny arsenał. Jesienią organizację odbudowano. Pod koniec października, po długich negocjacjach, weszli do niej przedstawiciele Bundu, Gordonii, Ha-Noar ha-Cijoni, obu frakcji Poalej Syjon i komunistycznej PPR. Polityczne zwierzchnictwo objął Żydowski Komitet Narodowy, z którym Bund współpracował w ramach Komisji Koordynacyjnej. Statuty uchwalono w nocy z 1 na 2 grudnia 1942 roku.

Komendantem ŻOB został 23-letni Mordechaj Anielewicz z Ha-Szomer Ha-Cair. W czasie Wielkiej Akcji przebywał w Zagłębiu Dąbrowskim, gdzie organizował grupy samoobrony, i nie doświadczył zniechęcenia, które ogarnęło wielu ocalałych działaczy warszawskich. Jego zastępcą był Icchak Cukierman z Droru, a w komendzie zasiedli też Hersz Berliński (Poalej Syjon-Lewica), przedstawiciel Bundu (z czasem Marek Edelman), Jochanan Morgenstern (Poalej Syjon-Prawica) i Michał Rozenfeld (PPR). Łącznikiem z polskim podziemiem był Izrael Chaim Wilner „Arie”. Pod koniec 1942 roku ŻOB liczyła według szacunków co najmniej 600 członków, zorganizowanych w kilkudziesięciu grupach bojowych.

Organizacja przyjęła dwa cele: obronę ludności przed następną deportacją i ukaranie kolaborantów. 29 października 1942 roku jej bojownicy zastrzelili na ulicy Gęsiej Jakuba Lejkina, znienawidzonego zastępcę komendanta Żydowskiej Służby Porządkowej, a 29 listopada Izraela Firsta, urzędnika Judenratu i konfidenta Gestapo. Przywódcy ŻOB zakładali, że Niemcy nie zareagują, dopóki sami nie zostaną zaatakowani.

Równolegle powstała druga organizacja zbrojna, związana z rewizjonistycznymi syjonistami i ich młodzieżówką Betar: Żydowska Organizacja Wojskowa, przemianowana w styczniu 1943 roku na Żydowski Związek Wojskowy. Kierowali nią Paweł Frenkel i Leon Rodal. Rozmowy o zjednoczeniu z ŻOB nie przyniosły skutku: dzieliły je ideologia, przedwojenne spory, kwestia przywództwa i broni. Obie organizacje uzgodniły jednak zasady współdziałania.

Najtrudniejsza była sprawa uzbrojenia. 11 listopada 1942 roku komendant główny Armii Krajowej gen. Stefan Rowecki „Grot” uznał deklarację Żydowskiego Komitetu Narodowego i obiecał pomoc w szkoleniu i dostawach broni. W grudniu ŻOB otrzymała od AK pierwszych dziesięć pistoletów, w złym stanie i z niewielką ilością amunicji. Nieco broni dostarczyła wcześniej komunistyczna Gwardia Ludowa; resztę kupowano po „aryjskiej stronie” za ogromne sumy.

Wizyta Himmlera

Los resztek getta zależał od planów SS, które jesienią 1942 roku chciało przejąć pełną kontrolę nad żydowską siłą roboczą w Generalnym Gubernatorstwie i przenieść ją wraz z maszynami do własnych zakładów na Lubelszczyźnie. 9 stycznia 1943 roku Reichsführer SS Heinrich Himmler przeprowadził inspekcję w Warszawie i przejechał przez opustoszałe ulice getta. Z irytacją przyjął wiadomość, że mieszka tam wciąż około 40 tysięcy Żydów, w dużej części nielegalnie, i że prywatne niemieckie firmy, z największym szopem Walthera Többensa na czele, nadal produkują w getcie dla Wehrmachtu. Dowódca SS i Policji w dystrykcie warszawskim SS-Oberführer Ferdinand von Sammern-Frankenegg obiecał natychmiastową wywózkę 8 tysięcy „nielegalnych” do Treblinki.

W liście do wyższego dowódcy SS i Policji w Generalnym Gubernatorstwie Friedricha Wilhelma Krügera, wysłanym według różnych źródeł tego samego dnia lub 11 stycznia, Himmler wyraził zdumienie, że jego rozkazy w sprawie Żydów nie są wykonywane, zapowiedział deportację 8 tysięcy mieszkańców getta „w najbliższych dniach” i nakazał przeniesienie szopów wraz z robotnikami na Lubelszczyznę. Termin likwidacji getta wyznaczył na 15 lutego 1943 roku.

Okazja nadarzyła się szybko. Od 15 do 17 stycznia SS i policja przeprowadziły w Warszawie wielkie łapanki, w których zatrzymano kilkanaście tysięcy Polaków. Sammern-Frankenegg wykorzystał ściągnięte do miasta dodatkowe siły. Polskie źródła konspiracyjne mówiły o 200 niemieckich policjantach i 800 kolaborantach z formacji litewskich i łotewskich wspieranych przez lekkie czołgi; historyk Israel Gutman uważał te liczby za zawyżone. Do akcji oddelegowano m.in. Theodora van Eupena, komendanta karnego obozu pracy Treblinka I.

W getcie od początku stycznia krążyły pogłoski o nowym „wysiedleniu”. Podziemie wiedziało, że Niemcy lubią zaczynać akcje w poniedziałki, i zachowywało wtedy szczególną czujność. Łapanki po polskiej stronie uśpiły jednak tę ostrożność: wielu uznało, że Niemcy są zajęci gdzie indziej.

18 stycznia

O 6.30 rano w poniedziałek 18 stycznia „placówkarzy”, czyli robotników wychodzących do pracy poza mury, zatrzymano przy bramach. Około 7.30 Niemcy weszli do getta i zaczęli otaczać domy, jak podczas Wielkiej Akcji. Tym razem mało kto posłuchał wezwań do zbiórki na podwórzach. Ludzie zeszli do schronów i kryjówek, wielu robotników nie stawiło się w szopach. Pierwszego dnia Niemcy ujęli mimo to około 3 tysięcy osób: placówkarzy, ludzi zaskoczonych na ulicach i w mieszkaniach.

ŻOB została zaskoczona. Większość bojowników nie była skoszarowana, łączność zawiodła, a Edelman wspominał później, że spośród około 50 grup bojowych tylko pięć zdołało samorzutnie podjąć walkę. Decyzję o ataku Anielewicz podjął sam, bez porozumienia z Komitetem i komendą. Wraz z grupą towarzyszy z Ha-Szomer Ha-Cair, mieszkających przy ulicy Miłej 61, wmieszał się w kolumnę prowadzoną na Umschlagplatz. Bojownicy mieli według relacji kilka pistoletów i granatów, resztę stanowiły łomy i pałki. Gdy kolumna doszła do skrzyżowania Niskiej i Zamenhofa, na umówiony znak otworzyli ogień do konwojentów. W zamieszaniu kilkudziesięciu ludzi zdołało uciec. Niemcy szybko odpowiedzieli ogniem i zabili większość atakujących; przeżyło trzech lub czterech, wśród nich Anielewicz, który dobiegł do bramy pobliskiego domu i został ukryty w schronie. W odwecie Niemcy podpalili ten dom.

Do starć doszło też w innych miejscach. Gdy Niemcy weszli do domu przy ulicy Zamenhofa 58, mieszkający tam członkowie Droru i Gordonii pod dowództwem Cukiermana zaatakowali ich z pistoletów, granatami, łomami i kwasem siarkowym; dwóch Niemców zabili lub ranili, pozostałych zmusili do ucieczki. Grupy dowodzone przez Eliezera Gellera i Wilnera walczyły m.in. przy Zamenhofa 40, Miłej 34 i Franciszkańskiej 22, a na terenie szopu Schultza opór stawiła grupa Izraela Kanała. Nie jest pewne, czy bojownicy ŻZW włączyli się do walki w sposób zorganizowany; część opracowań przypisuje im udział w starciach, inne nie znajdują na to dowodów.

Cztery dni

Od drugiego dnia ŻOB unikała otwartej walki, ograniczając się do zasadzek i prób rozbrajania pojedynczych żołnierzy i policjantów. Niemcy, zaskoczeni oporem, przestali zapuszczać się na strychy i do piwnic, co osłabiło skuteczność obław. Zarazem stali się jeszcze brutalniejsi. Na ulicach łapali kogo popadło, także ludzi z ważnymi zaświadczeniami pracy; co najmniej dziewięciu członków Judenratu zastrzelono lub wywieziono. Na Umschlagplatzu zginęło kilkudziesięciu członków Bundu z grupy Borucha Pelca, którzy odmówili wejścia do wagonów; według Edelmana zastrzelił ich osobiście van Eupen. Szpital przy Gęsiej otoczono już pierwszego ranka: ponad 300 pacjentów, wielu chorych na tyfus plamisty, wywieziono do Treblinki wraz z większością personelu, a obłożnie chorych i noworodki zastrzelono w łóżkach. 20 stycznia akcję rozszerzono na tereny szopów, choć robotnicy zakładów ważnych dla Wehrmachtu ucierpieli stosunkowo mało. 21 stycznia, mszcząc się za straty, Niemcy zastrzelili na ulicach dziesiątki ludzi.

W odróżnieniu od lata Niemcy prawie nie korzystali tym razem z żydowskiej policji, której zostało już niewiele; jej funkcjonariuszy używano najwyżej jako przewodników albo żywych tarcz. Po czterech dniach, uznawszy zadanie za wykonane, Niemcy wycofali się za mury.

Bilans

Dokładne liczby nie są znane. Według Barbary Engelking wywieziono do Treblinki nie więcej niż 5 tysięcy osób, a na terenie getta zastrzelono 1171 ludzi. Israel Gutman oceniał łączną liczbę wywiezionych i zabitych na 4,5–5 tysięcy, powołując się m.in. na polskie raporty, według których Niemcy zapełnili tylko połowę podstawionych wagonów. Inni historycy podają 6 tysięcy lub 6,5 tysiąca wywiezionych; tę ostatnią liczbę przytacza także raport Stroopa. Najwyższy szacunek, około 10 tysięcy ofiar, w tym około tysiąca zabitych na miejscu, zapisał Emanuel Ringelblum. Wśród zamordowanych byli członkowie archiwum Oneg Szabat: działacz społeczny Icchak Giterman, pisarka Gustawa Jarecka z dziećmi i najpewniej autor jednego z najważniejszych dzienników getta, nauczyciel Abraham Lewin.

Straty bojowników były ciężkie; Edelman oceniał, że ŻOB straciła większość pierwotnego składu. Ilu Niemców zginęło, nie wiadomo, bo Sammern-Frankenegg zapewne nie zameldował o stratach przełożonym. Polska prasa podziemna i Ringelblum pisali o kilkudziesięciu zabitych, co jest najpewniej liczbą zawyżoną; Barbara Engelking szacuje straty niemieckie na około dwunastu zabitych.

Przełom w getcie

Celem Niemców nie była całkowita likwidacja getta, lecz wywiezienie 8 tysięcy „nielegalnych”, a cel ten osiągnęli tylko częściowo. W getcie i po „aryjskiej stronie” powszechnie uznano jednak, że to bojownicy zmusili Niemców do odwrotu. Ten psychologiczny przełom był najważniejszym skutkiem styczniowych dni: okazało się, że opór, zarówno zbrojny, jak i bierny, jest możliwy i może ocalić życie. Cukierman pisał później, że „styczniowe powstanie umożliwiło wybuch powstania kwietniowego”. Wydarzenia te opisał w wierszu „Kontratak” poeta getta Władysław Szlengel.

ŻOB przejęła odtąd faktyczną władzę w dzielnicy. Zdziesiątkowany Judenrat ograniczył się do spraw aprowizacji, a jego przewodniczący Marek Lichtenbaum przyznawał wobec Niemców, że nie ma już wpływu na ludność. W żydowskiej policji zostało nieco ponad 80 ludzi. Niemcy wchodzili do getta rzadko i tylko za dnia. Autorytet Anielewicza stał się niekwestionowany, a ŻOB, według Gutmana dotąd „luźna federacja frakcji”, przekształciła się w zwartą organizację. Komenda wyciągnęła wnioski z porażek ulicznych: postanowiono bronić się w domach, przebito przejścia między piwnicami i strychami, a bojowników na stałe skoszarowano. Organizacja zbierała pieniądze, także przez przymusowe „kontrybucje” od zamożnych, kupowała broń i likwidowała konfidentów. Ludność getta z jeszcze większym zapałem budowała bunkry. Według szacunków kilka tysięcy osób, może około 7,5 tysiąca, uciekło między styczniem a kwietniem na „aryjską stronę”.

Zmieniło się też nastawienie polskiego podziemia. O walkach w getcie pisała szeroko prasa konspiracyjna, od „Biuletynu Informacyjnego” AK po pisma socjalistów, ludowców i komunistów, często z przesadą. Gen. Rowecki, dotąd sceptyczny wobec uzbrajania Żydów, zgodził się na kolejną dostawę: pod koniec stycznia przemycono do getta 50 pistoletów z amunicją, granaty i materiały do butelek zapalających. Wiele wskazuje, że była to ostatnia tak duża dostawa z magazynów AK; później polskie podziemie pomagało głównie w zakupach broni.

Miejsce w wojnie

Styczniowa samoobrona była pierwszym zbrojnym oporem w największym getcie okupowanej Europy. Nie była pierwszym takim wystąpieniem w ogóle: latem 1942 roku Żydzi chwycili za broń lub podpalili swoje getta m.in. w Nieświeżu i Łachwie, na dawnych wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej. Warszawa nadała jednak oporowi zupełnie inną skalę i rozgłos. Działo się to miesiąc po tym, jak alianci w deklaracji z 17 grudnia 1942 roku publicznie potępili zagładę Żydów, i w tygodniach, gdy pod Stalingradem dogorywała niemiecka 6 Armia. Dla mieszkańców getta żadne z tych wydarzeń nie oznaczało ratunku.

Niemcy nie odstąpili od planu. 1 lutego 1943 roku SS przejęło zakłady Többensa, a później także Schultza, a 16 lutego Himmler rozkazał przenieść robotników do obozów na Lubelszczyźnie, getto zaś zrównać z ziemią. Większość Żydów odmówiła dobrowolnego wyjazdu do Trawnik i Poniatowej, a ŻOB podpalała przeznaczone do wywozu magazyny. 19 kwietnia 1943 roku, w przeddzień Paschy, Niemcy weszli do getta, by je ostatecznie zlikwidować. Natrafili na przygotowany opór ŻOB i ŻZW. Powstanie w getcie warszawskim, które Jürgen Stroop tłumił prawie cztery tygodnie, paląc dom po domu, stało się symbolem żydowskiego oporu w czasie Zagłady. Jego dowódca, Mordechaj Anielewicz, zginął 8 maja 1943 roku w bunkrze przy ulicy Miłej 18. To styczeń nauczył bojowników i mieszkańców getta, że Niemców można zatrzymać, i sprawił, że w kwietniu mało kto poszedł na Umschlagplatz dobrowolnie.

Źródła

  1. jhi.pl · 18 stycznia 1943 samoobrona styczniowa w getcie warszawskim,4820

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.