TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Karta atlantycka

Kategoria:
Dyplomacja
Data:
9 sierpnia 1941
Autor:
Natalia
Tagi:
Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Franklin Delano Roosevelt, Winston Churchill
Churchill i Roosevelt na pokładzie HMS „Prince of Wales” podczas konferencji atlantyckiej, 10 sierpnia 1941.
Churchill i Roosevelt na pokładzie HMS „Prince of Wales” podczas konferencji atlantyckiej, 10 sierpnia 1941.Autor: Priest, L C (Lt), Royal Navy official photographer · Public domain · Wikimedia Commons

Rankiem 9 sierpnia 1941 roku brytyjski pancernik „Prince of Wales” wszedł do zatoki Placentia na Nowej Fundlandii i stanął na kotwicy nieopodal amerykańskiego ciężkiego krążownika „Augusta”. Na pokładzie pancernika płynął premier Winston Churchill, na krążowniku czekał prezydent Franklin Delano Roosevelt. Przez cztery dni, do 12 sierpnia, obaj przywódcy i ich doradcy naradzali się na okrętach zakotwiczonych przy Argentii, gdzie od kilku miesięcy powstawała amerykańska baza floty. Było to ich pierwsze spotkanie w czasie wojny. Jego najtrwalszym owocem okazała się krótka deklaracja ośmiu „wspólnych zasad” polityki obu państw, ogłoszona 14 sierpnia i wkrótce nazwana Kartą atlantycką.

Niektóre kalendaria zapisują pod 9 sierpnia, że Karta atlantycka została tego dnia „stworzona, podpisana i przekazana prasie światowej”. Trzeba to sprostować. 9 sierpnia rozmowy dopiero się zaczęły, tekst uzgodniono w następnych dniach, a ogłoszono go 14 sierpnia, równocześnie w Londynie i w Waszyngtonie. Karta nie była też podpisanym dokumentem. Tekst przekazano do obu stolic depeszami, a podpisanego oryginału nigdy nie było.

Spotkanie odkładane od zimy

Myśl o osobistym spotkaniu przywódców pojawiła się na początku 1941 roku. Gdy w styczniu do Londynu przyleciał najbliższy doradca prezydenta Harry Hopkins, miał przekazać Churchillowi, że Roosevelt chętnie by się z nim zobaczył. Według notatki prezydenta premier wypowiedział tę samą myśl, zanim Hopkins zdążył o niej wspomnieć. Roosevelta zatrzymały jednak w Waszyngtonie prace nad ustawą Lend-Lease, Churchilla wojna w Grecji i na Krecie. Sprawa rozstrzygnęła się pod koniec lipca, gdy Hopkins po raz drugi przebywał w Anglii. Wyznaczono termin 8–10 sierpnia i miejsce: zatokę Placentia, nad którą Amerykanie budowali na mocy umowy „niszczyciele za bazy” swoją bazę w Argentii.

Lato 1941 roku było dla Wielkiej Brytanii czasem wielkiej niepewności. Brytyjczycy stracili Grecję i Kretę, Rommel stał na granicy Egiptu, a 22 czerwca Niemcy napadły na Związek Radziecki. Mało kto w Londynie i Waszyngtonie wierzył, że Armia Czerwona wytrzyma dłużej niż kilka tygodni. Churchill zawarł ze Stalinem układ o wspólnym działaniu. Na Dalekim Wschodzie Japonia wkroczyła w lipcu do południowych Indochin, na co Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Holandia odpowiedziały zamrożeniem japońskich aktywów, a 1 sierpnia Waszyngton zablokował wywóz ropy do Japonii. W Londynie obawiano się japońskiego uderzenia na posiadłości brytyjskie i holenderskie.

Stany Zjednoczone formalnie wciąż były neutralne, ale z każdym miesiącem coraz mniej. Od marca dostarczały broń na mocy ustawy Lend-Lease, w kwietniu wzięły w opiekę Grenlandię, a w lipcu ich żołnierze wylądowali na Islandii. Churchill płynął na spotkanie z nadzieją, że uda mu się przybliżyć Amerykę do wojny, a co najmniej uzyskać więcej dostaw i stanowcze ostrzeżenie pod adresem Japonii. Roosevelt chciał poznać brytyjskie plany i usłyszeć zapewnienie, że Londyn nie zawarł tajnych umów terytorialnych, jakie w pierwszej wojnie światowej skompromitowały aliantów. Cadogan zapewnił Wellesa, że takich umów nie ma.

Dwa rejsy w tajemnicy

Obaj przywódcy podróżowali w ścisłej tajemnicy. Roosevelt wyruszył 3 sierpnia na prezydenckim jachcie „Potomac”, oficjalnie na kilkudniowe wędkowanie u wybrzeży Nowej Anglii. Następnego dnia, z dala od dziennikarzy, przesiadł się na „Augustę”, okręt flagowy Floty Atlantyckiej admirała Ernesta Kinga. Towarzyszyli mu szef operacji morskich adm. Harold Stark, szef sztabu armii gen. George Marshall i dowódca lotnictwa armii gen. Henry H. Arnold. Gdy prezydent dowiedział się, że Churchill zabiera stałego podsekretarza w Foreign Office sir Alexandra Cadogana, wezwał podsekretarza stanu Sumnera Wellesa oraz Averella Harrimana, koordynatora dostaw Lend-Lease w Londynie. Sekretarz stanu Cordell Hull został w Waszyngtonie.

Churchill wypłynął 4 sierpnia ze Scapa Flow na jednym z najnowszych brytyjskich pancerników, tym samym, u boku którego w maju, w starciu z „Bismarckiem”, zatonął „Hood”. Zabrał ze sobą pierwszego lorda morskiego adm. Dudleya Pounda, szefa Imperialnego Sztabu Generalnego gen. Johna Dilla i głównego marszałka lotnictwa Wilfreda Freemana, zastępcę szefa sztabu RAF. Na pokładzie był też Hopkins, który 30 i 31 lipca rozmawiał w Moskwie ze Stalinem i przywiózł to, czego na spotkaniu najbardziej potrzebowano: ocenę z pierwszej ręki, że Rosjanie będą się bronić, i listę ich potrzeb.

Cztery dni w zatoce Placentia

Gdy rankiem 9 sierpnia „Prince of Wales” zakotwiczył w zatoce, Churchill przeszedł na „Augustę” i wręczył prezydentowi list od króla Jerzego VI. Od września 1939 roku obaj regularnie do siebie pisali, a teraz po raz pierwszy mogli porozmawiać. Wieczorem prezydent wydał na krążowniku kolację, po której Churchill długo mówił o sytuacji wojennej.

10 sierpnia, w niedzielę, Roosevelt przybył na „Prince of Wales”. Na pokładzie rufowym, pod działami pancernika, odprawiono wspólne nabożeństwo dla marynarzy obu flot. Hymny wybrał sam Churchill, a wśród nich „Onward, Christian Soldiers” i „Eternal Father, Strong to Save”, modlitwę marynarzy. Churchill pisał potem, że był to wielki moment, a niemal połowa śpiewających na pokładzie wkrótce zginęła. „Prince of Wales” został zatopiony przez japońskie lotnictwo cztery miesiące później.

Szefowie sztabów omawiali dostawy, strategię i amerykańską pomoc na Atlantyku, a Marshall i Dill zawarli wtedy znajomość, która później bardzo ułatwiła współpracę obu sztabów. Przywódcy naradzali się z udziałem Hopkinsa, Wellesa i Cadogana. Na ostatnie rozmowy dołączył minister zaopatrzenia lord Beaverbrook, który przyleciał z Wielkiej Brytanii. 12 sierpnia po południu okręty podniosły kotwice.

Jak powstało osiem punktów

Pomysł wspólnej deklaracji wyszedł od Roosevelta, który już przy kolacji 9 sierpnia zaproponował, by na zakończenie spotkania ogłosić zasady, jakimi oba państwa będą się kierować. Pierwszy projekt przygotował jednak, na polecenie Churchilla, Cadogan i 10 sierpnia, przed niedzielnym obiadem, wręczył go Wellesowi. Miał pięć punktów, a trzy pierwsze, o wyrzeczeniu się zdobyczy, o zmianach granic zgodnych z wolą narodów i o prawie do wyboru rządu, przeszły do ostatecznego tekstu niemal bez zmian. Ostatni zapowiadał pokój, który dzięki „skutecznej organizacji międzynarodowej” zapewni wszystkim bezpieczeństwo.

Welles przerobił ten tekst rankiem 11 sierpnia, a prezydent zatwierdził jego wersję. Najwięcej sporów wywołały dwie sprawy. Pierwszą był handel. Amerykański projekt mówił o dostępie wszystkich narodów do rynków i surowców świata „bez dyskryminacji”. Churchill od razu zapytał, czy chodzi o układy ottawskie z 1932 roku, czyli o preferencje celne wewnątrz imperium brytyjskiego. Welles odpowiedział, że oczywiście tak. Premier odparł, że sam jest przeciwnikiem preferencji, ale bez zgody dominiów nie może się na to zgodzić, a ich opinii nie pozna wcześniej niż za tydzień. Hopkins uznał, że z takiego powodu nie można wstrzymywać deklaracji. Ostatecznie wpisano zastrzeżenie, że oba państwa będą działać „z należytym poszanowaniem swoich istniejących zobowiązań”, co w praktyce chroniło preferencje imperialne. Spór o znaczenie tych słów trwał jeszcze kilka tygodni.

Drugą sprawą była przyszła organizacja międzynarodowa. Roosevelt nie chciał żadnej wzmianki o niej, bo obawiał się, że w Ameryce odczytano by ją jako zapowiedź powrotu do Ligi Narodów, a izolacjoniści oskarżyliby go o tajne zobowiązania. Uważał, że po wojnie przez pewien czas porządku będą musiały pilnować Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. Skończyło się kompromisem: rozbrojenie państw zagrażających agresją uznano za konieczne „do czasu ustanowienia szerszego i stałego systemu powszechnego bezpieczeństwa”. Churchill dopisał też do punktu o prawie narodów do wyboru rządu słowa o przywróceniu „suwerennych praw” tym, którzy zostali ich pozbawieni przemocą. Tekst, przekazany 11 sierpnia do Londynu, gabinet wojenny zaakceptował w nocy, proponując jeszcze punkt o zabezpieczeniu socjalnym, który przyjęto.

Ostateczna wersja zaczynała się od zdania, że prezydent Stanów Zjednoczonych i premier Churchill, reprezentujący rząd Jego Królewskiej Mości w Zjednoczonym Królestwie, „uważają za słuszne podać do wiadomości pewne wspólne zasady polityki narodowej swoich krajów, na których opierają nadzieje na lepszą przyszłość świata”. Zasad było osiem:

  1. Ich kraje nie dążą do żadnego powiększenia, terytorialnego ani innego.
  2. Nie chcą zmian terytorialnych, które nie byłyby zgodne ze swobodnie wyrażonymi życzeniami zainteresowanych narodów.
  3. Szanują prawo wszystkich narodów do wyboru formy rządu, pod którą chcą żyć, i pragną przywrócenia suwerennych praw i samorządu tym, którzy zostali ich przemocą pozbawieni.
  4. Z należytym poszanowaniem swoich istniejących zobowiązań będą się starały, by wszystkie państwa, wielkie i małe, zwycięzcy i zwyciężeni, miały na równych warunkach dostęp do handlu i surowców świata, potrzebnych dla ich pomyślności.
  5. Pragną jak najpełniejszej współpracy wszystkich narodów na polu gospodarczym, by zapewnić wszystkim lepsze warunki pracy, postęp gospodarczy i zabezpieczenie socjalne.
  6. Po ostatecznym zniszczeniu tyranii nazistowskiej chcą pokoju, który da wszystkim narodom możliwość bezpiecznego życia we własnych granicach i zapewni, że wszyscy ludzie we wszystkich krajach będą mogli żyć wolni od strachu i niedostatku.
  7. Taki pokój powinien pozwolić wszystkim swobodnie przemierzać morza i oceany.
  8. Wszystkie narody świata, z powodów zarówno praktycznych, jak i duchowych, muszą wyrzec się użycia siły. Ponieważ pokoju nie da się utrzymać, dopóki państwa grożące agresją poza swoimi granicami zachowują zbrojenia lądowe, morskie i powietrzne, do czasu ustanowienia szerszego i stałego systemu powszechnego bezpieczeństwa ich rozbrojenie jest konieczne. Oba państwa będą też wspierać wszelkie inne praktyczne środki, które ulżą miłującym pokój narodom w miażdżącym ciężarze zbrojeń.

Wiele z tych sformułowań brzmiało znajomo. Przypominały czternaście punktów prezydenta Woodrowa Wilsona z 1918 roku, a wolność od strachu i niedostatku powtarzała dwie z „czterech wolności”, które Roosevelt ogłosił w orędziu do Kongresu w styczniu 1941 roku. Punkt czwarty, obiecujący także pokonanym równy dostęp do handlu, był zaś odrzuceniem karzącego pokoju z 1919 roku.

Japonia, Rosja i Atlantyk

Przy okazji spotkania zapadły decyzje ważniejsze w tamtej chwili niż deklaracja. Churchill naciskał na wspólne, równoległe ostrzeżenie Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Holandii pod adresem Japonii: każde dalsze wkroczenie Japończyków na południowo-zachodni Pacyfik zmusi te państwa do przeciwdziałania, nawet gdyby miało ono doprowadzić do wojny. Roosevelt chciał zostawić Tokio drogę do rozmów, a w Waszyngtonie Hull jeszcze złagodził ostrzeżenie. 17 sierpnia prezydent oświadczył ambasadorowi Kichisaburō Nomurze, że jeśli Japonia podejmie dalsze kroki ku dominacji nad sąsiednimi krajami siłą lub groźbą siły, Stany Zjednoczone będą zmuszone natychmiast podjąć wszelkie kroki konieczne do ochrony swoich praw i interesów. Słowa „wojna” w tekście nie było.

Uzgodniono też pomoc dla Związku Radzieckiego. Jeszcze w zatoce Placentia Roosevelt i Churchill przygotowali wspólne przesłanie do Stalina, doręczone mu w Moskwie 15 sierpnia, z propozycją konferencji w Moskwie w sprawie dostaw. Na Atlantyku Amerykanie zgodzili się przejąć eskortę konwojów na zachodnim odcinku trasy, aż do Islandii, także wtedy, gdy płynęły w nich statki niebędące pod banderą amerykańską. Po powrocie Churchill relacjonował gabinetowi wojennemu, że prezydent zapowiedział, iż będzie prowadził wojnę, ale jej nie wypowie, i stanie się coraz bardziej prowokacyjny wobec Niemiec.

Komunikat z 14 sierpnia

14 sierpnia, gdy obaj przywódcy byli już z dala od zatoki, w Londynie wicepremier Clement Attlee odczytał komunikat przez radio, a w Waszyngtonie podano go prasie. Zaczynał się od zdania, że prezydent i premier „spotkali się na morzu” w towarzystwie przedstawicieli obu rządów, w tym wysokich rangą oficerów wojsk lądowych, marynarki i lotnictwa. Mówił o dostawach na mocy ustawy Lend-Lease, także dla Związku Radzieckiego, o niebezpieczeństwach, jakie niesie polityka podbojów „hitlerowskiego rządu Niemiec i innych rządów z nim związanych”, i o uzgodnionej wspólnej deklaracji. Roosevelt chciał w nim wyraźnie zaprzeczyć, by zawarto jakiekolwiek zobowiązania wojskowe, ale Churchill przekonał go, że przygnębiłoby to okupowaną Europę. Pod tekstem widniały nazwiska Roosevelta i Churchilla.

Ani komunikat, ani deklaracja nie zostały podpisane. Roosevelt mówił później dziennikarzom, że nie istnieje żaden egzemplarz Karty, a najbliżej oryginału są depesze radiotelegrafistów z „Augusty” i „Prince of Wales”. Churchill, przemawiając 9 września w Izbie Gmin, nazwał ją jednak deklaracją „podpisaną przez prezydenta Roosevelta i przeze mnie 12 sierpnia”. Tytuł brzmiał skromnie: „Wspólna deklaracja prezydenta i premiera”. Nazwę „Karta atlantycka” wymyślił laburzystowski dziennik „Daily Herald”, a politycy szybko ją przejęli.

W drodze powrotnej „Prince of Wales” zawinął do Islandii. 16 sierpnia Churchill odwiedził Reykjavík, gdzie przyjął defiladę żołnierzy brytyjskich i amerykańskich. 21 sierpnia Roosevelt przekazał tekst deklaracji Kongresowi, a 24 sierpnia Churchill omówił spotkanie w przemówieniu radiowym, w którym o niemieckich mordach na wschodzie mówił jako o „zbrodni bez nazwy”.

„Przede wszystkim narody Europy pod jarzmem nazistowskim”

Największe kłopoty sprawił punkt trzeci. W Indiach, Birmie i innych krajach Azji pytano od razu, czy Karta dotyczy także ich. 9 września Churchill oświadczył w Izbie Gmin, że deklaracja w żaden sposób nie zmienia polityki rządu wobec rozwoju konstytucyjnych rządów w Indiach, Birmie ani innych częściach imperium. W zatoce Placentia, mówił, „mieliśmy na myśli przede wszystkim przywrócenie suwerenności, samorządu i życia narodowego państwom i narodom Europy, które znajdują się teraz pod jarzmem nazistowskim”, oraz zasady ewentualnych zmian granic.

Roosevelt rozumiał Kartę szerzej i w czasie wojny wielokrotnie wracał do sprawy kolonii, ale nie chciał wywierać nacisku na sojusznika, który walczył o przetrwanie. Przywódcy ruchów niepodległościowych w Azji i Afryce, od Mahatmy Gandhiego po nacjonalistów marokańskich, i tak mieli się na nią powoływać. Zastrzeżenie Churchilla pokazało zaś od początku, że każdy sygnatariusz będzie czytał ogólne zasady Karty po swojemu.

Polska wobec Karty

Rząd polski na uchodźstwie przyjął deklarację z mieszanymi uczuciami. Cieszyła go przede wszystkim jej wymowa polityczna: Stany Zjednoczone, choć neutralne, stanęły publicznie obok Wielkiej Brytanii i ogłosiły wspólne cele wojny z Hitlerem. Polscy dyplomaci szybko zauważyli jednak, że niektóre punkty mogą obrócić się przeciw Polsce. Zasada, że zmiany granic muszą odpowiadać swobodnie wyrażonej woli ludności, utrudniała myśl o przyłączeniu do Polski Prus Wschodnich, Gdańska i części Śląska, które polskie biura studiów rozważały jako zabezpieczenie i rekompensatę. Karta nie mówiła też nic o odszkodowaniach dla napadniętych ani o różnicy między państwami, które od początku stawiały opór, a tymi, które poszły z Niemcami na ugodę.

Zastrzeżenia zgłaszano poufnie. Premier Władysław Sikorski, który 30 lipca podpisał układ z ZSRR, 26 sierpnia powiedział ambasadorowi amerykańskiemu przy rządach emigracyjnych Anthony’emu Biddle’owi, że konferencja sojuszników, która miała ją poprzeć, została odłożona na prośbę rządów Jugosławii, Czechosłowacji, Grecji i Polski oraz Wolnych Francuzów, które chciały przestudiować tekst. Polska, mówił, będzie musiała zbadać każdy punkt pod kątem swoich interesów i ewentualne „zastrzeżenia w duchu” wyłożyć w poufnym memorandum. Ambasador w Londynie Edward Raczyński, który w sierpniu przejął kierownictwo dyplomacji po odejściu Augusta Zaleskiego, zapewniał Biddle’a, że Polacy witają deklarację „z głębokim zadowoleniem” jako gwarancję zwycięstwa, ale jej abstrakcyjny charakter może nie przystawać do rzeczywistości. Wskazywał, że masowe wysiedlenia w Polsce czynią zasadę samostanowienia trudną do zastosowania, i mówił o potrzebie zabezpieczenia Polski na Bałtyku i zlikwidowania „enklawy wschodniopruskiej”. 12 września ambasada polska w Waszyngtonie przekazała Departamentowi Stanu notę z prośbą, by Waszyngton i Londyn uzgodniły zadowalającą interpretację tych punktów.

Polska nie dostała odrębnej wykładni Karty, a wkrótce sama zaczęła powoływać się na Kartę w obronie swojej wschodniej granicy. Zasada, że nie wolno zmieniać granic wbrew woli narodów, była bowiem najmocniejszym argumentem przeciw radzieckim żądaniom zatrzymania ziem zagarniętych w 1939 roku.

Miejsce w wojnie

24 września 1941 roku w londyńskim pałacu św. Jakuba, na drugim posiedzeniu przedstawicieli rządów sojuszniczych, rządy Belgii, Czechosłowacji, Grecji, Luksemburga, Holandii, Norwegii, Polski, Jugosławii i Związku Radzieckiego oraz przedstawiciele Wolnych Francuzów gen. de Gaulle’a jednomyślnie ogłosili przystąpienie do zasad deklaracji. Ambasador radziecki Iwan Majski zastrzegł przy tym, że praktyczne stosowanie tych zasad będzie musiało uwzględniać okoliczności, potrzeby i historyczne osobliwości poszczególnych krajów. Ta formuła zostawiała Moskwie wolną rękę w sprawie państw bałtyckich i granicy z Polską. 1 stycznia 1942 roku, po wejściu Ameryki do wojny, 26 państw podpisało w Waszyngtonie Deklarację Narodów Zjednoczonych, w której przyjęły program zawarty w Karcie atlantyckiej. Z niej wyrosła w 1945 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych.

Spotkanie w zatoce Placentia nie dało Churchillowi tego, na co najbardziej liczył: Ameryka nie przystąpiła do wojny, a amerykańska opinia publiczna nadal była jej przeciwna. Dało jednak dużo. Państwo formalnie neutralne ogłosiło razem z państwem walczącym cel „ostatecznego zniszczenia tyranii nazistowskiej”, amerykańska flota wkrótce zaczęła eskortować konwoje, a dostawy dla Wielkiej Brytanii i ZSRR nabrały rozmachu. W Tokio deklarację odczytano jako zapowiedź sojuszu przeciw Japonii, co wzmocniło zwolenników wojny.

Karta atlantycka stała się na lata miarą, którą przykładano do powojennego porządku, i powodem rozczarowań. Jej punktów o granicach i prawie do wyboru rządu nie dało się pogodzić z losem państw bałtyckich ani Europy Środkowej po 1945 roku. Polacy, którzy w 1941 roku obawiali się, że Karta odbierze im Prusy Wschodnie, w latach 1943–1945 powoływali się na nią daremnie w obronie Lwowa i Wilna. Zarazem jej idee weszły do Karty Narodów Zjednoczonych i stały się jednym z fundamentów powojennego świata.

Źródła

  1. dzieje.pl · karta atlantycka okreslila podstawy swiatowego ladu po wojnie lista demokratycznych praw

W tym samym czasie

(03)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.