TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Odkrycie grobów katyńskich

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Front:
Polska
Data:
16 marca 1943
Autor:
Natalia
Tagi:
zbrodnia katyńska, ZSRR, Polska, III Rzesza

W połowie marca 1943 roku w lesie pod wsią Katyń, kilkanaście kilometrów na zachód od Smoleńska, niemiecka Tajna Policja Polowa od kilku tygodni przesłuchiwała okolicznych chłopów i czekała, aż rozmarznie ziemia. Pod piaszczystymi pagórkami w uroczysku Kozie Góry leżały ciała polskich oficerów, wziętych do niewoli przez Armię Czerwoną we wrześniu 1939 roku i zamordowanych przez NKWD wiosną 1940 roku. Z miejscowymi świadkami Niemcy rozmawiali już od lutego, próbne wykopy przerwał mróz, a właściwa ekshumacja ruszyła dopiero 29 marca. Polski rząd w Londynie od półtora roku pytał Moskwę o los tysięcy zaginionych jeńców i nie dostał żadnej odpowiedzi.

Niektóre kalendaria podają pod 16 marca 1943 roku, że pierwsze wieści o zbrodni katyńskiej przedostały się na Zachód, że NKWD zabiło ponad 22 tysiące jeńców i że w końcu obarczyło winą Niemców. Tak się jednak nie stało. W marcu 1943 roku sprawa była jeszcze tajemnicą niemieckiego wojska. Na zachodzie nie ukazała się wtedy żadna wiadomość o grobach, a rząd polski miał co najwyżej niepotwierdzone pogłoski z kraju. Świat dowiedział się o odkryciu dopiero 13 kwietnia 1943 roku, z komunikatu radia berlińskiego. Liczba 22 tysięcy nie odnosi się też do samego Katynia. To przybliżona liczba wszystkich ofiar decyzji z 5 marca 1940 roku, zabitych w kilku miejscach. W lesie katyńskim spoczęło około 4400 z nich.

Szukanie zaginionych

Jeńcy trzech obozów specjalnych NKWD padli ofiarą zbrodni katyńskiej. Po agresji ZSRR na Polskę oficerów, policjantów i funkcjonariuszy innych formacji mundurowych skupiono w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Wiosną 1940 roku ich listy do rodzin przestały przychodzić. Ocalało tylko 395 jeńców, wywiezionych do obozu w Griazowcu.

Sprawa wróciła po ataku Niemiec na ZSRR. Układ Sikorski-Majski z 30 lipca 1941 roku przewidywał „amnestię” dla obywateli polskich w ZSRR i utworzenie tam armii polskiej. Jej dowódca, generał Władysław Anders, szybko zauważył, że do wojska nie zgłaszają się oficerowie z Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa. Brakowało około 15 tysięcy ludzi, w tym kilku tysięcy oficerów, których armia bardzo potrzebowała. Rotmistrz Józef Czapski, jeden z ocalałych ze Starobielska, na polecenie Andersa zbierał nazwiska zaginionych od kolegów i rodzin, jeździł po urzędach radzieckich i do kwietnia 1942 roku bezskutecznie szukał śladów. Ambasador w Kujbyszewie Stanisław Kot wręczał radzieckim urzędnikom kolejne listy i noty.

Odpowiedzi były wymijające. 3 grudnia 1941 roku, w czasie rozmowy na Kremlu poprzedzającej deklarację Sikorski–Stalin, Józef Stalin powiedział generałowi Władysławowi Sikorskiemu i Andersowi, że wszystkich zwolniono, a jeńcy może uciekli do Mandżurii. Podobnie wykręcał się 18 marca 1942 roku w rozmowie z Andersem i jego szefem sztabu, pułkownikiem Leopoldem Okulickim. Tymczasem na biurko Stalina trafiały sprawozdania zarządu do spraw jeńców NKWD, które mówiły wprost o „przekazaniu” tysięcy ludzi obwodowym zarządom NKWD, czyli o ich zabiciu. Według polskich historyków rząd polski wysłał do władz radzieckich w tej sprawie ponad 200 not i interwencji.

Latem 1942 roku armię Andersa ewakuowano do Iranu i polskie poszukiwania na terenie ZSRR praktycznie ustały. Stosunki między Londynem a Moskwą psuły się. 16 stycznia 1943 roku rząd radziecki uznał wszystkich mieszkańców ziem wschodnich Rzeczypospolitej, którzy znaleźli się tam jesienią 1939 roku, za obywateli radzieckich. Od 1 marca 1943 roku polscy komuniści w Moskwie, z Wandą Wasilewską na czele, organizowali Związek Patriotów Polskich, przyszłe narzędzie Stalina w sprawie polskiej.

Polscy robotnicy w lesie katyńskim

Mieszkańcy wsi wokół Kozich Gór wiedzieli o egzekucjach od początku. Las był terenem ośrodka wypoczynkowego smoleńskiego NKWD, a wiosną 1940 roku przez kilka tygodni podjeżdżały do niego ciężarówki z dworca w Gniezdowie. Mieszkający najbliżej stary chłop Parfien Kisielew, stróż przy daczy NKWD, słyszał strzały i krzyki. Po zajęciu Smoleńszczyzny przez Wehrmacht latem 1941 roku miejscowi zaczęli o tym opowiadać obcym.

Pierwszymi, którzy ich wysłuchali, byli Polacy. W okolicy pracowali polscy robotnicy przymusowi, głównie z Wielkopolski, wcieleni do Organizacji Todta i zatrudnieni w pociągu budowlanym naprawiającym linię kolejową Witebsk–Smoleńsk. Według relacji jednego z nich, Teofila Dolaty, znanego po wojnie jako Teofil Rubasiński, na przełomie marca i kwietnia 1942 roku kilku robotników, którym Kisielew wskazał miejsce, rozkopało jeden z pagórków i natrafiło na zwłoki w polskich mundurach. Postawili na mogile dwa brzozowe krzyże. Część relacji przesuwa to odkrycie na lato 1942 roku, a niektóre wspominają o wcześniejszych pogłoskach już jesienią 1941 roku. Dolata uciekł potem z pociągu, przedostał się do Warszawy i według jego biografów w grudniu 1942 roku zawiadomił Armię Krajową, przekazując szkice miejsca. Nikt jednak nie przypuszczał wtedy, że w lesie leżą tysiące ludzi, a wiadomości z kraju nie przerodziły się w żadną publiczną informację.

Niemieckie śledztwo zimą 1943 roku

Nie wiadomo dokładnie, kiedy o grobach dowiedziały się władze niemieckie. W źródłach i opracowaniach pojawiają się daty od jesieni 1941 roku po początek 1943 roku. Plotki dotarły do sztabu Grupy Armii „Środek”, której oficerem wywiadu był pułkownik Rudolf-Christoph von Gersdorff. W dawnej daczy NKWD nad Dnieprem kwaterował sztab 537 Pułku Łączności pułkownika Friedricha Ahrensa. Ahrens zeznawał później, że groby odkrył przypadkiem w lutym 1943 roku, ale część historyków uważa tę wersję za zasłonę dla wcześniejszych dochodzeń policji polowej. Niemcy rozlepili w okolicy odezwy obiecujące nagrodę za informacje o rozstrzeliwaniu polskich oficerów.

Pewne jest, że w lutym 1943 roku sprawą zajęła się grupa Tajnej Policji Polowej działająca przy Grupie Armii „Środek”. 17 lub 18 lutego Kisielew i drugi chłop z sąsiedztwa, Iwan Kriwoziercew, pokazali Niemcom dokładne miejsce pochówku. 27 lutego Kisielew złożył zeznanie o transportach sprzed trzech lat. Kolejnych świadków przesłuchiwano przez cały marzec. Próbne wykopy w zamarzniętej ziemi przerwano, a raport policji trafił do profesora Gerharda Buhtza, wrocławskiego lekarza sądowego, który kierował przy Grupie Armii „Środek” komisją do badania „zbrodni bolszewickich”. Naczelne dowództwo Wehrmachtu zgodziło się na ekshumację. 29 marca 1943 roku robotnicy, radzieccy cywile i jeńcy, zaczęli pod nadzorem niemieckim odkopywać pierwszy dół. Do 11 kwietnia zespół Buhtza zidentyfikował 160 zabitych na podstawie dokumentów, listów i odznak znalezionych przy zwłokach.

Wszystko to działo się bez rozgłosu. Jak wynika z niemieckich dokumentów, wiadomości o odkryciu dotarły do najwyższych urzędników w Berlinie najwcześniej na początku marca, a najpóźniej na początku kwietnia. Minister propagandy Joseph Goebbels dowiedział się o grobach dopiero w pierwszych dniach kwietnia i od razu dostrzegł w nich polityczną szansę. Po klęsce pod Stalingradem, w czasie kampanii „wojny totalnej”, groby w lesie katyńskim mogły posłużyć do straszenia Europy bolszewizmem i do rozbicia koalicji aliantów.

Katyń i inne miejsca zbrodni

Liczba „ponad 22 tysięcy” jest bliska prawdy, choć nieco zaokrąglona w górę, ale dotyczy całej zbrodni, a jej wielkość poznano dopiero po wojnie, nie w 1943 roku. Na mocy decyzji Biura Politycznego z 5 marca 1940 roku NKWD zabiło około 4400 jeńców z Kozielska, pochowanych w lesie katyńskim, około 3800 jeńców ze Starobielska, rozstrzelanych w Charkowie i zakopanych w Piatichatkach, oraz około 6300 jeńców z Ostaszkowa, głównie policjantów, zabitych w Kalininie i pochowanych w Miednoje. Do tego doszło 7305 więźniów z zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi: według ukraińskiej listy katyńskiej 3435 osób, z których część spoczywa w Bykowni pod Kijowem, i według białoruskiej listy katyńskiej 3870 osób, których miejsce pochówku nie jest pewne. Łączną liczbę 21 857 ofiar podał w 1959 roku przewodniczący KGB Aleksandr Szelepin w tajnej notatce dla Nikity Chruszczowa.

Zimą 1943 roku nikt poza wąskim kręgiem radzieckich funkcjonariuszy tego nie wiedział. Niemcy znaleźli tylko jedno z miejsc. W ciągu wiosny i lata 1943 roku wydobyli z ośmiu dołów w lesie katyńskim 4143 ciała, a ich propaganda mówiła o 10–12 tysiącach zabitych, łącząc groby w Kozich Górach ze wszystkimi zaginionymi. O losie jeńców ze Starobielska i Ostaszkowa rodziny i rząd polski nie wiedziały nic jeszcze przez pół wieku.

Miejsce w wojnie

Marcowe przygotowania w lesie pod Smoleńskiem były wstępem do jednego z największych kryzysów w koalicji antyhitlerowskiej: po niemieckim komunikacie z 13 kwietnia, radzieckim oskarżeniu Niemców i polskiej prośbie o zbadanie sprawy przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż Stalin zerwał w nocy z 25 na 26 kwietnia 1943 roku stosunki z rządem polskim w Londynie. Wielka Brytania i Stany Zjednoczone, zależne od radzieckiego sojusznika, nie chciały tej sprawy podnosić. W tych samych tygodniach Stalin domagał się od nich drugiego frontu, a jego pozycja w sporze o przyszłość Polski rosła z każdym zwycięstwem Armii Czerwonej.

Kłamstwo katyńskie miało długie życie. Jesienią 1943 roku, po odbiciu Smoleńska, NKWD sfabrykowało dowody, a radziecka komisja pod kierunkiem Nikołaja Burdenki w styczniu 1944 roku przypisała zbrodnię Niemcom. ZSRR próbował jeszcze oskarżyć ich o nią przed trybunałem w Norymberdze, ale sędziowie pominęli ten zarzut. Związek Radziecki przyznał się do winy NKWD dopiero 13 kwietnia 1990 roku. Zbrodnia, ukryta w lesie Kozich Gór, wyszła na jaw w chwili, w której Niemcy mogli ją wykorzystać, a alianci zachodni woleli o niej milczeć. Dla Polaków stała się jednym z dowodów, że sojusznik ich sojuszników był zarazem ich wrogiem, i jednym z najtrwalszych świadectw, że obaj okupanci w latach 1939–1941 metodycznie niszczyli polską warstwę przywódczą.

Miejsca·Katyń

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.