TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Wstrzymanie akcji T4

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Data:
18 sierpnia 1941
Autor:
Łukasz
Tagi:
III Rzesza, Adolf Hitler, Clemens August Graf von Galen, Zagłada Żydów

W drugiej połowie sierpnia 1941 roku Adolf Hitler polecił przerwać akcję T4, czyli prowadzone od półtora roku masowe mordowanie pacjentów niemieckich zakładów psychiatrycznych i opiekuńczych w sześciu ośrodkach wyposażonych w komory gazowe. Program, nazywany przez jego twórców „eutanazją”, nie miał nic wspólnego z ulgą w cierpieniu: chorych zabijano bez ich wiedzy i zgody, bez wiedzy rodzin, na podstawie formularzy ocenianych przez lekarzy, którzy nigdy ich nie widzieli, z powodów ideologicznych i ekonomicznych. Do 1 września 1941 roku zamordowano w ten sposób 70 273 ludzi. Hitler przerwał akcję, gdy jej tajemnica przestała być tajemnicą, a od kazalnicy katedralnego miasta Münster biskup Clemens August Graf von Galen nazwał ją publicznie morderstwem.

Popularne kalendaria podają pod 18 sierpnia, że Hitler „nakazał tymczasowe wstrzymanie” eutanazji z powodu protestów. Historycy, w tym autorzy niemieckich i amerykańskich opracowań oraz Muzeum Pamięci Holokaustu w Waszyngtonie, datują tę decyzję na 24 sierpnia 1941 roku. Tego dnia Hitler przekazał ustnie swojemu lekarzowi towarzyszącemu Karlowi Brandtowi, a za jego pośrednictwem szefowi Kancelarii Führera Philippowi Bouhlerowi, polecenie zakończenia gazowania. Pisemny rozkaz nie istnieje, tak jak nie istniała żadna ustawa, która pozwalałaby tych ludzi zabijać. Trafna jest natomiast często powtarzana uwaga o dalszych losach personelu T4: ludzie, którzy nauczyli się mordować w ośrodkach T4, nie wrócili do domów, lecz trafili tam, gdzie ich „doświadczenie” było potrzebne, przede wszystkim do obozów zagłady w okupowanej Polsce.

„Życie niewarte życia”

W 1920 roku prawnik Karl Binding i psychiatra Alfred Hoche wydali broszurę o „dopuszczeniu zniszczenia życia niegodnego życia”, która nadała myśli o „usuwaniu” nieuleczalnie chorych pozór naukowej powagi. Narodowi socjaliści połączyli ją z eugeniką i ideologią „higieny rasowej”. Pierwszym krokiem była ustawa z 14 lipca 1933 roku o zapobieganiu dziedzicznie obciążonemu potomstwu, wydana w tym samym miesiącu, w którym NSDAP stała się jedyną partią w Niemczech. Na jej podstawie do 1945 roku przymusowo wysterylizowano od 300 do 400 tysięcy ludzi. Te same kategorie „dziedzicznie obciążonych” i „nieprzydatnych”, którymi posługiwano się przy prześladowaniach „aspołecznych”, otworzyły w 1939 roku drogę do zabijania.

Bezpośrednim pretekstem była sprawa niemowlęcia z Saksonii, urodzonego w lutym 1939 roku z ciężkimi wadami, którego rodzice zwrócili się do Hitlera o zgodę na „uśmiercenie z litości”. Hitler wysłał do Lipska Brandta, który zezwolił na zabicie dziecka. Według badań było nim Gerhard Kretschmar. Latem 1939 roku Kancelaria Führera, prywatne biuro Hitlera, przygotowała program zabijania niepełnosprawnych dzieci, a 18 sierpnia 1939 roku ministerstwo spraw wewnętrznych nakazało lekarzom i położnym zgłaszać noworodki i małe dzieci z wadami rozwojowymi. Wybrane dzieci kierowano do specjalnych „oddziałów pediatrycznych”, gdzie zabijano je zastrzykami lub przedawkowaniem leków.

Równocześnie przygotowano zabijanie dorosłych. W październiku 1939 roku Hitler podpisał na swoim prywatnym papierze firmowym krótkie upoważnienie, antydatowane na 1 września 1939 roku, dzień napaści na Polskę. Powierzał w nim Bouhlerowi i Brandtowi rozszerzenie uprawnień wyznaczonych lekarzy tak, by chorym uznanym „po krytycznej ocenie ich stanu” za nieuleczalnych można było udzielić „śmierci z łaski”. Nie było to prawo, nie ogłoszono go w dzienniku ustaw, a minister sprawiedliwości Franz Gürtner otrzymał je do wglądu dopiero w 1940 roku. Projekt ustawy o „eutanazji” odłożono, bo jej publiczne ogłoszenie w czasie wojny uznano za zbyt ryzykowne.

Tiergartenstraße 4

Organizację powierzono kierownikowi jednego z wydziałów Kancelarii Führera, Viktorowi Brackowi. Od kwietnia 1940 roku centrala akcji mieściła się w berlińskiej willi przy Tiergartenstraße 4 i od tego adresu wzięła się powojenna nazwa „T4”. Działała pod szyldem kilku pozornie niezależnych instytucji, wśród nich spółki przewozowej Gekrat, której szare autobusy stały się symbolem całej akcji. Kierownikiem medycznym był psychiatra z Würzburga Werner Heyde, od końca 1941 roku Paul Nitsche.

Od października 1939 roku zakłady w całej Rzeszy dostawały formularze z pytaniami o diagnozę, długość pobytu, zdolność do pracy, a także obywatelstwo i „rasę” pacjentów. Kryteria obejmowały schizofrenię, padaczkę, otępienie, niedorozwój umysłowy, a także każdego, kto przebywał w zakładzie dłużej niż pięć lat, nie miał obywatelstwa niemieckiego albo nie był „krwi niemieckiej lub pokrewnej”. Dyrektorom mówiono, że chodzi o planowanie gospodarcze. Formularze oceniali biegli lekarze, którzy nie widzieli pacjentów: czerwony krzyżyk oznaczał śmierć. Na naradzie 9 października 1939 roku liczbę ofiar oszacowano na około 70 tysięcy.

Zabijano w sześciu ośrodkach: w zamku Grafeneck w Wirtembergii, w dawnym więzieniu w Brandenburgu nad Hawelą, w zamku Hartheim pod Linzem, w zakładzie Sonnenstein w Pirnie, w Bernburgu i w Hadamarze. Grafeneck i Brandenburg zaczęły działać w styczniu 1940 roku, Hadamar i Bernburg zastąpiły je w latach 1940–1941. Chorych przywożono autobusami, często przez zakłady przejściowe, które zacierały ślady. Na miejscu, po krótkim oglądzie lekarskim, w pomieszczeniu udającym łaźnię, z atrapami pryszniców, zabijano tlenkiem węgla z butli. Gaz odkręcał lekarz. Ciała palono w krematoriach, wcześniej wyrywając złote zęby. Urzędy stanu cywilnego przy ośrodkach wystawiały akty zgonu z wymyśloną przyczyną śmierci i datą, a ośrodki wymieniały się dokumentami, by rodzina nie mogła ustalić, gdzie naprawdę zginął jej bliski. Rodzinom wysyłano urny z przypadkowymi prochami.

Pierwsze ofiary: chorzy w okupowanej Polsce

Zanim w Grafeneck uruchomiono pierwszą komorę gazową, Niemcy od kilku miesięcy mordowali pacjentów polskich szpitali psychiatrycznych. Na ziemiach wcielonych do Rzeszy szpitale opróżniano, by zrobić miejsce dla wojska, lazaretów i niemieckich osadników, a chorych traktowano jak zbędny balast. Robiły to oddziały SS i policji, Selbstschutz i formacje, które w tym samym czasie prowadziły operację Tannenberg przeciwko polskiej inteligencji. Pacjentów zakładu w Kocborowie pod Starogardem i szpitala w Świeciu rozstrzeliwano jesienią 1939 roku w Lesie Szpęgawskim i w Mniszku: według polskich ustaleń w samym Lesie Szpęgawskim zginęło 1692 chorych. W Forcie VII w Poznaniu w październiku 1939 roku po raz pierwszy w Europie użyto gazu do mordowania ludzi: w jednym z bunkrów zagazowano tlenkiem węgla pacjentów szpitala w Owińskach i oddziału psychiatrycznego jednego z poznańskich szpitali. W grudniu 1939 roku pokaz takiego gazowania obejrzał Heinrich Himmler.

Później chorych zabijano w samochodach przerobionych na komory gazowe, którymi posługiwał się oddział SS Herberta Langego. W styczniu 1940 roku w ten sposób zamordowano ponad pięciuset pacjentów szpitala w Kościanie, w marcu 1940 roku około półtora tysiąca chorych z zakładu Kochanówka pod Łodzią, a w kwietniu niemal pięciuset z Warty. W Generalnym Gubernatorstwie 12 stycznia 1940 roku oddział SS rozstrzelał według różnych źródeł od 420 do 500 pacjentów szpitala psychiatrycznego w Chełmie. Wiosną 1940 roku do lasów w Piaśnicy przywożono na śmierć także chorych z niemieckich zakładów na Pomorzu Zachodnim. Polscy badacze, przede wszystkim zespół Zdzisława Jaroszewskiego w pracy „Zagłada psychicznie chorych w Polsce 1939–1945” z 1993 roku, szacują liczbę zamordowanych pacjentów polskich szpitali na kilkanaście tysięcy. Na okupowanych ziemiach polskich nie udawano nawet pozorów procedury.

Tajemnica, która przestała być tajemnicą

Akcji T4 nie dało się ukryć. W miasteczkach, w których działały ośrodki, ludzie widzieli przyjeżdżające szare autobusy, które wracały puste, i dym z kominów. Biskup Limburga Antonius Hilfrich pisał w sierpniu 1941 roku do ministra sprawiedliwości, że dzieci w Hadamarze na widok autobusów wołają „znowu jedzie skrzynia śmierci”, a dym z komina ośrodka widać z daleka. Rodziny dostawały zawiadomienia o śmierci na zapalenie wyrostka robaczkowego u ludzi, którym wyrostek dawno usunięto, albo po dwie urny. Pogłoski krążyły po całych Niemczech, a w lutym 1941 roku w bawarskim Absbergu tłum katolickich mieszkańców, wśród nich członkowie NSDAP, otwarcie protestował przeciwko wywożeniu pensjonariuszy miejscowego zakładu.

Pierwsze protesty przyszły z Kościołów. Duchowni prowadzili znaczną część zakładów, z których zabierano chorych. Od lata 1940 roku pisali do władz duchowni ewangeliccy: pastor Paul-Gerhard Braune, jeden z kierowników ewangelickiej Misji Wewnętrznej, złożył w lipcu 1940 roku memoriał w Kancelarii Rzeszy, a w sierpniu został aresztowany przez Gestapo; biskup krajowy Wirtembergii Theophil Wurm napisał latem 1940 roku list do ministra spraw wewnętrznych Wilhelma Fricka; Friedrich von Bodelschwingh, kierownik zakładów w Bethel pod Bielefeldem, odmawiał wydania pacjentów i negocjował bezpośrednio z Brandtem. Sędzia opiekuńczy z Brandenburga Lothar Kreyssig złożył doniesienie o zabójstwie przeciwko Bouhlerowi i zabronił wywożenia swoich podopiecznych; usłyszał, że „wola Führera jest źródłem prawa”, i został przeniesiony w stan spoczynku. W kwietniu 1941 roku resort sprawiedliwości polecił prokuratorom i sędziom nie prowadzić w tych sprawach śledztw.

Episkopat katolicki przez długi czas protestował po cichu. Przewodniczący konferencji biskupów kardynał Adolf Bertram i kardynał Michael von Faulhaber pisali listy do ministrów, a wysłannik biskupów prowadził rozmowy z ludźmi z T4, próbując wynegocjować choćby wyjątki. 2 grudnia 1940 roku Kongregacja Świętego Oficjum orzekła, że bezpośrednie zabijanie niewinnego człowieka z powodu jego wad psychicznych lub fizycznych jest niedozwolone, sprzeczne z prawem naturalnym i boskim. Orzeczenie nie wymieniało Niemiec, a biskupi niemieccy nie poszli za nim publicznie. Zrobił to dopiero jeden z nich, i to w chwili, gdy Rzesza była u szczytu powodzenia, a Wehrmacht szedł w głąb Związku Radzieckiego.

Trzy kazania biskupa Münsteru

Clemens August Graf von Galen, od 1933 roku biskup Münsteru, westfalski arystokrata o poglądach konserwatywnych i narodowych, wiedział o zabijaniu chorych co najmniej od lata 1940 roku. Do wystąpienia skłoniła go seria uderzeń w jego własną diecezję. W lipcu 1941 roku, gdy Münster był bombardowany przez RAF, Gestapo zaczęło zajmować klasztory i domy zakonne, wyrzucając z nich jezuitów i zakonnice. 13 lipca w kościele św. Lamberta Galen wygłosił pierwsze kazanie: oskarżył Gestapo o bezprawie, aresztowania bez sądu i zamykanie ludzi w obozach koncentracyjnych. „Sprawiedliwość jest fundamentem państw” – mówił i wołał: „Żądamy sprawiedliwości!”. Tydzień później, 20 lipca, w kościele Najświętszej Marii Panny (Überwasserkirche) powtórzył oskarżenia i powiedział wiernym, że chrześcijanie nie robią rewolucji, ale muszą wytrwać jak kowadło pod uderzeniami młota.

Pod koniec lipca z zakładu Marienthal pod Münsterem zaczęto wywozić chorych. 28 lipca biskup złożył w prokuraturze przy sądzie krajowym w Münsterze i u prezydenta policji doniesienie o zamiarze popełnienia zabójstwa, powołując się na przepis kodeksu karnego, który nakazywał zawiadomić władze o planowanym zabójstwie. Nie dostał odpowiedzi. 3 sierpnia 1941 roku, znów w kościele św. Lamberta, wygłosił trzecie kazanie, poświęcone zabijaniu chorych. Opowiedział, jak z zakładów w Westfalii wywozi się pacjentów, a rodziny po krótkim czasie dostają zawiadomienie o śmierci i spaleniu zwłok. Powiedział, że istnieje „graniczące z pewnością podejrzenie”, że chodzi o realizację doktryny o niszczeniu „życia niewartego życia”, i nazwał to wprost morderstwem. Przypomniał, że człowiek to nie stara maszyna ani kulawy koń, których się pozbywa, gdy przestaną być przydatne: „To są ludzie, nasi bliźni, nasi bracia i siostry. Biedni chorzy, nieproduktywni, jeśli chcecie. Ale czy przez to utracili prawo do życia?”. Ostrzegł, że jeśli wolno zabijać „nieproduktywnych”, nikt nie będzie bezpieczny: ani starzy, ani inwalidzi pracy, ani żołnierze, którzy wrócą z frontu ciężko okaleczeni. Nikt nie będzie mógł ufać lekarzowi.

Kazania nie ukazały się w żadnej gazecie, ale przepisywane na maszynie i powielane krążyły po całych Niemczech, od plebanii po schrony przeciwlotnicze, i dotarły do żołnierzy na froncie. Szczególne wrażenie robiła wzmianka o rannych żołnierzach, którą wielu słuchaczy zrozumiało jako stwierdzenie faktu, choć biskup przedstawił ją jako możliwe następstwo. Tekst cytowało radio BBC, a RAF zrzucał go w ulotkach nad Rzeszą. Gauleiter Westfalii Północnej Alfred Meyer i ludzie z otoczenia Martina Bormanna domagali się aresztowania biskupa, a jeden z urzędników partyjnych proponował go powiesić. Joseph Goebbels przekonywał, że uwięzienie Galena oznaczałoby utratę Münsterlandu, a może i całej Westfalii na czas wojny, i radził rozliczyć się z nim „po zwycięstwie”. Hitler przyznał mu rację. Za przepisywanie i kolportowanie kazań aresztowano wielu ludzi, w tym księży z diecezji Münster, z których część trafiła do obozów koncentracyjnych. Samego biskupa nie tknięto.

Rozkaz z 24 sierpnia

Hitler przebywał wtedy w Wilczym Szańcu w Prusach Wschodnich, pochłonięty sporem z generałami o kierunek natarcia na wschodzie. 24 sierpnia 1941 roku wydał Brandtowi ustne polecenie zatrzymania akcji. Brandt przekazał je Bouhlerowi, a ten centrali przy Tiergartenstraße. Gazowanie chorych w sześciu ośrodkach ustało w ciągu kilku dni. Polecenie dotyczyło jednak wyłącznie „akcji” prowadzonej centralnie, z formularzami, transportami i komorami gazowymi, i nikt go nie ogłosił. Kierownictwo T4 ani przez chwilę nie uznało, że zabijanie było błędem.

Wewnętrzna statystyka T4, odnaleziona po wojnie w zamku Hartheim, podaje, że do 1 września 1941 roku „zdezynfekowano”, jak to nazywano w dokumentach, 70 273 ludzi: 35 224 w 1940 roku i 35 049 w 1941 roku. Najwięcej, 18 269, zginęło w Hartheim, 13 720 w Sonnensteinie, 10 072 w Hadamarze, 9839 w Grafeneck, 9772 w Brandenburgu i 8601 w Bernburgu. Ta sama statystyka wyliczała z księgową dokładnością, ile marek, chleba, margaryny i jaj Rzesza zaoszczędzi w ciągu dziesięciu lat dzięki śmierci tych ludzi.

Dlaczego Hitler przerwał akcję, historycy spierają się do dziś. Jedni, jak Götz Aly czy Richard J. Evans, uważają kazanie Galena za decydujący bodziec: reżim, który nie chciał w czasie wojny otwartego konfliktu z Kościołami i z katolickimi regionami Rzeszy, wolał wycofać się z akcji, której tajemnicy i tak nie dało się już utrzymać. Inni, jak Henry Friedlander, podkreślają, że przyczyną była raczej utrata tajemnicy i ogólny niepokój społeczny niż sama krytyka Kościoła, a Michael Burleigh nazwał przekonanie, że to kazanie zatrzymało akcję, „pobożnym życzeniem”. Zwracano też uwagę, że zaplanowaną w październiku 1939 roku liczbę około 70 tysięcy ofiar właśnie osiągnięto, a część personelu T4 była już potrzebna gdzie indziej. Pewne jest, że Hitler nie wycofał się z samej idei. W rozmowach przy stole zapowiadał, że po wojnie wyrówna rachunki z biskupem „co do grosza”.

Mordowanie trwa

Wstrzymanie akcji T4 nie zakończyło zabijania chorych. Program mordowania dzieci, prowadzony w kilkudziesięciu „oddziałach pediatrycznych”, trwał bez przerwy do końca wojny i pochłonął co najmniej pięć tysięcy ofiar. Od kwietnia 1941 roku komisje lekarzy T4 jeździły też po obozach koncentracyjnych i wybierały więźniów chorych, niezdolnych do pracy, a także Żydów i więźniów politycznych. W ramach tak zwanej akcji 14f13, nazwanej od sygnatury akt Inspektoratu Obozów Koncentracyjnych, zagazowano ich w Hartheim, Sonnensteinie i Bernburgu około 20 tysięcy. Wśród nich byli polscy księża z Dachau, wywożeni do Hartheim w „transportach inwalidów”.

W zakładach psychiatrycznych zaczęła się faza, którą po wojnie nazwano „dziką eutanazją”: lekarze i pielęgniarki zabijali chorych przedawkowaniem luminalu i morfiny albo głodową dietą, którą w Bawarii wprowadzono specjalnym zarządzeniem w listopadzie 1942 roku. W Hadamarze od sierpnia 1942 roku do marca 1945 roku zamordowano w ten sposób ponad 4400 ludzi, a w Obrzycach pod Międzyrzeczem (Meseritz-Obrawalde) wiele tysięcy. Według szacunków niemieckiego Archiwum Federalnego wszystkie fazy nazistowskiej „eutanazji” w Niemczech i Austrii pochłonęły około 200 tysięcy ofiar, a w okupowanej Europie kolejnych około 100 tysięcy. Ostatnie zabójstwo udokumentowano w Kaufbeuren 29 maja 1945 roku, trzy tygodnie po kapitulacji Niemiec: zastrzykiem zabito czteroletniego Richarda Jennego.

Miejsce w wojnie

Akcja T4 była pierwszym zorganizowanym przez państwo niemieckie masowym mordem, w którym zabijano gazem w komorach udających łaźnie, palono ciała w krematoriach i oszukiwano ofiary do ostatniej chwili. Tę wiedzę i tych ludzi wkrótce wykorzystano przeciwko Żydom. Jesienią 1941 roku, kilka tygodni po upoważnieniu, które Göring dał Heydrichowi, Bouhler i Brack uzgodnili z Odilem Globocnikiem, od lipca budującym w Lublinie zaplecze SS na wschodzie, wypożyczenie mu personelu T4. Ponad stu ludzi z ośrodków „eutanazji” stało się kadrą akcji „Reinhardt”. Christian Wirth, kierownik biura w kilku ośrodkach T4, był pierwszym komendantem obozu zagłady w Bełżcu, a potem inspektorem wszystkich trzech obozów akcji. Franz Stangl z Hartheim kierował obozami w Sobiborze i Treblince, a pierwszym komendantem Treblinki był lekarz Irmfried Eberl, wcześniej szef ośrodków w Brandenburgu i Bernburgu. Murarz Erwin Lambert, który budował komory gazowe w ośrodkach T4, budował je potem w Sobiborze i Treblince. W obozach i egzekucjach akcji „Reinhardt” zamordowano w latach 1942–1943 według szacunków historyków około 1,5–1,8 miliona Żydów. To dlatego mówi się często, że „absolwenci” akcji T4 kontynuowali swój proceder, choć trafili nie tyle do obozów koncentracyjnych, ile do obozów zagłady w okupowanej Polsce.

Kazanie z 3 sierpnia 1941 roku pozostało jednym z nielicznych przypadków, w których publiczny protest w Trzeciej Rzeszy zmusił władze do zmiany polityki, choć tylko co do formy. W obronie Żydów, deportowanych z Niemiec od października 1941 roku, podobny głos już nie zabrzmiał. Po wojnie, w procesie lekarzy przed amerykańskim trybunałem w Norymberdze, Karl Brandt i Viktor Brack zostali skazani na śmierć i w 1948 roku powieszeni. Philipp Bouhler popełnił samobójstwo w maju 1945 roku. Werner Heyde, który po wojnie latami ukrywał się pod fałszywym nazwiskiem, odebrał sobie życie w 1964 roku przed procesem. Większość lekarzy i pielęgniarek, którzy zabijali chorych, nigdy nie poniosła kary.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.