TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Żądanie bezwarunkowej kapitulacji

Kategoria:
Dyplomacja
Data:
24 stycznia 1943
Autor:
Natalia
Tagi:
Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Franklin Delano Roosevelt, Winston Churchill

24 stycznia 1943 roku, w niedzielę, na trawniku przed willą Dar es Saada w Anfie pod Casablanką prezydent Franklin Delano Roosevelt i premier Winston Churchill przyjęli kilkudziesięciu korespondentów wojennych. Dziennikarze, sprowadzeni z Algieru i trzymani w nieświadomości, dopiero na miejscu dowiedzieli się, że od dziesięciu dni trwała tu konferencja aliancka. Roosevelt, siedząc obok Churchilla, mówił swobodnie, niemal gawędząc, ale jedno zdanie z tej konferencji prasowej przeszło do historii: pokój na świecie można osiągnąć tylko przez całkowite wyeliminowanie potęgi militarnej Niemiec i Japonii, a to oznacza „bezwarunkową kapitulację Niemiec, Włoch i Japonii”.

Konferencja prasowa w Anfie

Najpierw na scenę weszli Francuzi. Roosevelt i Churchill namówili generałów Henriego Girauda i Charles’a de Gaulle’a, by na oczach fotoreporterów podali sobie ręce. Uścisk wypadł tak sztywno i krótko, że według relacji obecnych trzeba go było powtórzyć dla fotografów. Zdjęcie obiegło świat jako dowód jedności Francuzów walczących u boku aliantów, choć w rzeczywistości obaj generałowie zgodzili się jedynie na krótki komunikat o wspólnym celu – wyzwoleniu Francji.

Potem Roosevelt przedstawił wyniki konferencji. O planach wojskowych, z oczywistych powodów, nie powiedział nic konkretnego. Zamiast tego zdefiniował cel wojny. Bezwarunkowa kapitulacja, tłumaczył, „nie oznacza zagłady ludności Niemiec, Włoch czy Japonii, lecz zniszczenie panujących w tych krajach filozofii, opartych na podboju i ujarzmianiu innych narodów”. Przywołał też postać z amerykańskiej wojny secesyjnej: generała Ulyssesa Granta, który w lutym 1862 roku, oblegając Fort Donelson, odpowiedział dowódcy konfederatów, że nie przyjmie „żadnych warunków poza bezwarunkową i natychmiastową kapitulacją”. Od tamtej pory inicjały U.S. Granta czytano w Ameryce jako „Unconditional Surrender”. Churchill, zabierając głos po prezydencie, poparł jego słowa, mówił o niezłomnej determinacji obu narodów i zapowiadał, że wojna będzie prowadzona aż do zwycięstwa.

Formuła zabrzmiała jak improwizacja i Roosevelt sam podtrzymywał to wrażenie – później opowiadał, że myśl o Grancie „przyszła mu do głowy” w czasie konferencji prasowej. W rzeczywistości była starannie przygotowana. Komisja Departamentu Stanu do spraw powojennej polityki zagranicznej zalecała ją już wiosną 1942 roku, a 7 stycznia 1943 roku, jeszcze w Białym Domu, prezydent zapowiedział amerykańskim szefom sztabów, że poruszy tę sprawę z Churchillem. Gen. George Marshall uważał, że nieustępliwe żądanie wzmocni morale aliantów i rozwieje podejrzenia Stalina. Według zachowanych dokumentów formuła znalazła się też w notatkach, które prezydent przygotował sobie na konferencję prasową.

Czy Churchill wiedział?

Sprawa udziału Churchilla stała się później przedmiotem sporów, do których przyczynił się on sam. W 1949 roku oświadczył w Izbie Gmin, że o bezwarunkowej kapitulacji usłyszał po raz pierwszy z ust Roosevelta na konferencji prasowej i poparł ją z lojalności wobec sojusznika. Dokumenty mówią co innego. Już 20 stycznia Churchill zatelegrafował do Gabinetu Wojennego w Londynie z pytaniem, czy w końcowym oświadczeniu zamieścić deklarację o prowadzeniu wojny aż do bezwarunkowej kapitulacji Niemiec i Japonii, z pominięciem Włoch – pominięcie miało zachęcić Włochów do zerwania z Niemcami. Gabinet, w którego imieniu odpowiedzieli wicepremier Clement Attlee i minister spraw zagranicznych Anthony Eden, nie zgłosił zastrzeżeń wobec samej formuły, natomiast uznał, że Włoch nie należy pomijać, bo wywołałoby to niepokój w Turcji, na Bałkanach i gdzie indziej. Churchill, konfrontowany potem z tymi dokumentami, przyznał, że pamięć go zawiodła, i w swoich wspomnieniach opublikował wymianę telegramów.

Pozostaje jednak prawdą, że bezwarunkowa kapitulacja nie znalazła się w żadnym uzgodnionym oficjalnym komunikacie konferencji, a Brytyjczycy nie spodziewali się, że Roosevelt wypowie ją tak dobitnie właśnie 24 stycznia. Część świadków, w tym amerykańscy dziennikarze, zapamiętała zaskoczenie premiera; Churchill przyłączył się jednak do prezydenta bez wahania. Amerykański dyplomata Charles Bohlen pisał później, że odpowiedzialność za tę doktrynę spoczywa niemal wyłącznie na prezydencie.

Dlaczego taka formuła

Za żądaniem bezwarunkowej kapitulacji stało kilka motywów. Pierwszym była pamięć 1918 roku. Niemcy podpisały wówczas rozejm w Compiègne, powołując się na „czternaście punktów” prezydenta Woodrowa Wilsona, a ich armia wróciła do kraju niepokonana na własnej ziemi. Z tego zrodziła się legenda o „ciosie w plecy”, którą nacjonaliści i naziści wykorzystywali przez całe dwudziestolecie. Tym razem nikt w Niemczech nie miał mieć wątpliwości, że wojna została przegrana, ani podstaw, by twierdzić, że alianci złamali jakieś obietnice.

Drugim motywem był Związek Radziecki. Stalin, który nie przyjechał do Casablanki, a drugiego frontu w 1943 roku miał nie dostać, mógł podejrzewać, że zachodni alianci zawrą z Niemcami osobny pokój jego kosztem. Formuła bezwarunkowej kapitulacji była zapewnieniem, że do tego nie dojdzie. Zarazem chroniła sojusz przed podobnym podejrzeniem z drugiej strony: miała utrudnić Stalinowi szukanie porozumienia z Hitlerem.

Trzecim motywem była sprawa Darlana. Układ, który Amerykanie zawarli w listopadzie 1942 roku z admirałem Darlanem, by przerwać walki w Afryce Północnej, wywołał burzę w prasie brytyjskiej i amerykańskiej oraz zarzuty, że alianci gotowi są dogadywać się z kolaborantami. Deklaracja z Anfy zamykała drogę do podobnych układów z przywódcami państw Osi i ich wspólnikami.

Echo w Berlinie i w Moskwie

Wiadomość o konferencji ogłoszono kilka dni później, gdy Roosevelt i Churchill byli już bezpieczni. W Niemczech dotarła w chwili, gdy pod Stalingradem dogorywała 6 Armia. Minister propagandy Joseph Goebbels natychmiast uczynił z niej argument: skoro wróg nie zostawia Niemcom żadnego wyboru poza zniewoleniem, pozostaje walka do końca. Hasło to pojawiało się odtąd w niemieckiej propagandzie stale, obok zapowiedzi „wojny totalnej”, a później obok przecieków o amerykańskim planie Morgenthaua z 1944 roku. Trudno jednak ocenić, ile w rzeczywistości zmieniało: reżim, który już przed Casablanką głosił, że chodzi o „być albo nie być” narodu niemieckiego, i tak nie zamierzał kapitulować.

Stalina nikt nie pytał o zdanie, a pierwsze reakcje Moskwy były powściągliwe – bardziej niż formuła interesowała go data drugiego frontu. 1 maja 1943 roku Stalin w rozkazie pierwszomajowym przyjął jednak hasło bezwarunkowej kapitulacji jako wspólny cel koalicji. Na konferencji w Teheranie pod koniec 1943 roku, według relacji Bohlena, sugerował wprawdzie, że żądanie bez określenia warunków może tylko jednoczyć Niemców wokół Hitlera, ale od zasady się nie odciął.

Włochy, Japonia, Niemcy

W praktyce zasada była stosowana z różną konsekwencją. Włochy, po obaleniu Mussoliniego w lipcu 1943 roku, podpisały 3 września rozejm w Cassibile, a 29 września szczegółowe warunki kapitulacji. Ich surowość szybko złagodziło uznanie w październiku rządu marszałka Pietra Badoglia, który wypowiedział wojnę Niemcom, za stronę współwalczącą. Wobec Japonii alianci w deklaracji poczdamskiej z 26 lipca 1945 roku zażądali bezwarunkowej kapitulacji japońskich sił zbrojnych, określając zarazem warunki okupacji; Japończycy przyjęli je w sierpniu, licząc na zachowanie cesarza, co ostatecznie nastąpiło. Tylko Niemcy skapitulowały w maju 1945 roku w pełni bezwarunkowo – akty podpisane w Reims i w Berlinie oddawały całą władzę nad krajem zwycięzcom.

Spór historyków

Od zakończenia wojny trwa dyskusja, czy żądanie bezwarunkowej kapitulacji przedłużyło wojnę. Krytycy – wśród nich amerykański publicysta wojskowy Hanson Baldwin i część dawnych członków niemieckiej opozycji – twierdzili, że odebrało ono generałom i spiskowcom argument za obaleniem Hitlera, bo nawet po zamachu nie mogli liczyć na lepsze traktowanie Niemiec, a Goebbelsowi dało gotowe hasło. Przeciwnicy tej tezy wskazują, że niemieccy spiskowcy działali mimo wszystko, czego dowodem jest zamach z 20 lipca 1944 roku, że wojna trwała przede wszystkim z woli Hitlera i dzięki aparatowi terroru, a odstąpienie od zasady groziło rozpadem koalicji i powtórzeniem błędów z 1918 roku. Wielu współczesnych historyków uważa, że realny wpływ formuły na długość wojny był niewielki.

Znaczenie

Konferencja prasowa z 24 stycznia 1943 roku zamknęła obrady w Anfie, ale jej najtrwalszym rezultatem nie były plany operacyjne, tylko jedno zdanie. Po raz pierwszy przywódcy Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych publicznie określili, jak ma się skończyć wojna: nie rokowaniami, nie rozejmem na warunkach, lecz całkowitym poddaniem się państw Osi i oddaniem ich losu w ręce zwycięzców. Od tej zasady alianci nie odstąpili, choć w szczegółach stosowali ją elastycznie. Wynikało z niej to, co nastąpiło w 1945 roku: okupacja Niemiec przez cztery mocarstwa, rozwiązanie Wehrmachtu, procesy przywódców nazistowskich i powojenna przebudowa Niemiec i Japonii, w których nie przetrwały ani dawne elity wojskowe, ani ideologie, które doprowadziły do wojny.

Dla współczesnych deklaracja z Anfy miała też wymiar bieżący. W chwili gdy pod Stalingradem kończyła się katastrofa 6 Armii, a w Afryce Północnej siły Osi cofały się na całej linii, zachodni alianci oznajmili, że nie interesuje ich żaden kompromis. Dla narodów okupowanej Europy – także dla Polaków – była to zapowiedź, że Niemcy nie będą mogli zachować zdobyczy w zamian za pokój. Uścisk dłoni de Gaulle’a i Girauda, sfotografowany tego samego dnia, okazał się z kolei początkiem drogi, która w ciągu roku uczyniła de Gaulle’a niekwestionowanym przywódcą walczącej Francji.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.