- Kategoria:
- Społeczeństwo
- Data:
- 8 maja 1945
- Autor:
- Natalia
- Tagi:
- Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Francja, Polska

We wtorek 8 maja 1945 roku o godzinie 15.00 Winston Churchill zasiadł przy mikrofonie w sali posiedzeń gabinetu przy Downing Street 10 i ogłosił Brytyjczykom, że wojna z Niemcami się skończyła. Przypomniał, że poprzedniego dnia w Reims generał Alfred Jodl podpisał akt bezwarunkowej kapitulacji wszystkich niemieckich sił zbrojnych, i dodał zdanie, które zapamiętały miliony słuchaczy: działania wojenne zakończą się oficjalnie „minutę po północy dzisiejszej nocy”. Tego dnia na ulice Londynu, Paryża, Nowego Jorku, Brukseli czy Kopenhagi wyszły tłumy, jakich te miasta wcześniej nie widziały. Dzień przeszedł do historii jako Dzień Zwycięstwa w Europie – po angielsku VE Day (Victory in Europe Day), skrót używany w prasie już od 1944 roku.
Za radością kryło się jednak wiele zastrzeżeń. Wojna z Japonią trwała w najlepsze, w Pradze i w Kurlandii wciąż strzelano, a Związek Radziecki miał świętować zwycięstwo dopiero nazajutrz. Dla Polaków, którzy walczyli od pierwszego do ostatniego dnia wojny w Europie, 8 maja był dniem szczególnie gorzkim.
Minuta po północy
Akt podpisany w Reims 7 maja o 2.41 nad ranem zobowiązywał niemieckie naczelne dowództwo do wydania rozkazu, by wszystkie siły pod niemiecką kontrolą przerwały działania o 23.01 czasu środkowoeuropejskiego 8 maja. Właśnie tę godzinę miał na myśli Churchill: w Wielkiej Brytanii, która stosowała wówczas podwójny czas letni, odpowiadała ona godzinie 0.01 9 maja. Stąd sformułowanie o „minucie po północy”, powtarzane później w wielu kronikach – trafne dla Londynu, ale nie dla kontynentu, gdzie broń miała zamilknąć jeszcze przed północą 8 maja. W Moskwie był już wtedy 9 maja, co stało się jednym ze źródeł rozbieżności dat obchodów na Wschodzie i Zachodzie.
Sam termin był wynikiem kompromisu. Naczelny wódz sił sprzymierzonych w Europie Zachodniej, generał Dwight Eisenhower, chciał, by kapitulacja weszła w życie jak najszybciej, Niemcy zaś grali na zwłokę, licząc, że w ciągu kilkudziesięciu godzin uda się przeprowadzić na zachód jak najwięcej żołnierzy i uchodźców uciekających przed Armią Czerwoną. Polityka admirała Karla Dönitza, który po samobójstwie Hitlera stanął na czele resztek Rzeszy, opierała się od początku na częściowych kapitulacjach przed aliantami zachodnimi – tak jak kapitulacja na Pustaci Lüneburskiej 4 maja – i na możliwie długim oporze na wschodzie.
Trzej sojusznicy umówili się, że zwycięstwo ogłoszą jednocześnie 8 maja: o 15.00 czasu brytyjskiego Churchill w Londynie, o 9.00 czasu wschodnioamerykańskiego prezydent Harry Truman w Waszyngtonie i o tej samej porze Stalin w Moskwie. Plan nie wytrzymał zderzenia z rzeczywistością. Już 7 maja w południe minister Lutz Schwerin von Krosigk, „kierujący minister” rządu Dönitza we Flensburgu, ogłosił w radiu kapitulację Niemcom. Tego samego dnia korespondent Associated Press Edward Kennedy, mimo embarga nałożonego przez dowództwo alianckie, przekazał wiadomość o podpisaniu aktu w Reims; po kilku godzinach znały ją gazety całego świata, a Kennedy’emu dowództwo odebrało akredytację. Wieczorem 7 maja brytyjskie Ministerstwo Informacji, nie mogąc już utrzymać tajemnicy, zapowiedziało, że następny dzień będzie Dniem Zwycięstwa w Europie i świętem państwowym. Tymczasem Stalin zażądał, by kapitulację podpisano powtórnie w Berlinie, w obecności przedstawicieli wszystkich mocarstw, a akt z Reims uznał jedynie za wstępny protokół; radziecki komunikat miał się ukazać dopiero po tym drugim podpisaniu.
Londyn: „To jest wasze zwycięstwo”
Brytyjczycy świętowali już od wieczora 7 maja, ale prawdziwe uroczystości przyniósł wtorek. Od rana w centrum Londynu gęstniały tłumy: na Trafalgar Square, w Whitehall, na Piccadilly Circus i wzdłuż The Mall aż po pałac Buckingham. Ludzie nosili flagi i kokardy w barwach narodowych, wspinali się na latarnie i pomniki, tańczyli na ulicach. Według szacunków w całym kraju na ulice wyszło ponad milion osób. Mimo ograniczeń stosowanych przez całą wojnę rząd zezwolił na ogniska, a wieczorem po raz pierwszy od 1939 roku oświetlono reflektorami katedrę św. Pawła i inne budowle.
Przemówienie radiowe Churchilla o 15.00 było krótkie i rzeczowe. Premier zrelacjonował przebieg kapitulacji, oddał hołd sojusznikom i przypomniał, że Wielka Brytania przez rok walczyła z Niemcami samotnie. Zastrzegł jednak: „Możemy sobie pozwolić na krótki czas radości, ale ani na chwilę nie zapominajmy o trudzie i wysiłku, które nas czekają”. Japonia – mówił – pozostaje nieujarzmiona, a krzywdy, które wyrządziła Wielkiej Brytanii, Stanom Zjednoczonym i innym krajom, wymagają sprawiedliwości. Zakończył okrzykiem: „Naprzód, Brytanio! Niech żyje sprawa wolności! Boże, chroń Króla!”.
Następnie Churchill udał się do Izby Gmin, gdzie powtórzył komunikat, a posłowie przeszli na nabożeństwo dziękczynne do kościoła św. Małgorzaty w Westminsterze. Później premier pojawił się na balkonie Ministerstwa Zdrowia w Whitehall i zwrócił się do tłumu słowami: „Niech Bóg was wszystkich błogosławi. To jest wasze zwycięstwo”. Według relacji tłum odpowiedział: „Nie – twoje!”. Churchill zaprosił na balkon laburzystowskiego ministra pracy Ernesta Bevina, by podzielił z nim oklaski; Bevin odparł, że to dzień premiera, i poprowadził tłum w śpiewie „For He’s a Jolly Good Fellow”. Wieczorem Churchill przemawiał tam ponownie.
Centrum uroczystości stał się jednak pałac Buckingham. Król Jerzy VI, królowa Elżbieta i ich córki – dziewiętnastoletnia księżniczka Elżbieta, ubrana w mundur Pomocniczej Służby Terytorialnej (ATS), w której od lutego 1945 roku służyła jako kierowca i mechanik, oraz czternastoletnia Małgorzata – wychodzili na balkon kilkakrotnie, według relacji ośmiokrotnie; raz dołączył do nich Churchill. Późnym wieczorem obie księżniczki za zgodą ojca wymknęły się z pałacu w towarzystwie oficerów i incognito przyłączyły się do tłumu, wiwatując pod oknami własnego domu – epizod, który Elżbieta wspominała po latach jako jedną z najbardziej pamiętnych nocy swojego życia. O 21.00 król wygłosił przemówienie radiowe, w którym dziękował Bogu za ocalenie i wzywał do pamięci o poległych.
Nie wszyscy cieszyli się beztrosko. Wielu Brytyjczyków miało krewnych w japońskiej niewoli albo w oddziałach walczących w Birmie i na Pacyfiku; dla rodzin poległych i ofiar bombardowań – w tym najnowszych, pocisków V-2, które spadały na Londyn jeszcze pod koniec marca – był to dzień zadumy. Kraj był zmęczony, racjonowanie miało trwać jeszcze latami, a polityka szybko wróciła do porządku dziennego: koalicyjny rząd wojenny rozpadł się nieco ponad dwa tygodnie później, a w lipcu wybory zakończyły się zwycięstwem Partii Pracy Clementa Attleego.
Paryż, Waszyngton, Nowy Jork
W Paryżu o 15.00 przemówił przez radio generał Charles de Gaulle, szef Rządu Tymczasowego Republiki Francuskiej: „Wojna jest wygrana. Oto zwycięstwo. Jest to zwycięstwo Narodów Zjednoczonych i zwycięstwo Francji”. Biły dzwony wszystkich kościołów, tłumy wypełniły Pola Elizejskie, plac Zgody i okolice Łuku Triumfalnego. Dla Francuzów, których kraj jeszcze rok wcześniej był okupowany, liczył się także symboliczny sukces dyplomatyczny: w Reims francuski generał François Sevez podpisał akt jako świadek, a w Berlinie przy drugim podpisaniu miał zasiąść generał Jean de Lattre de Tassigny. Francja wracała do grona zwycięzców.
Ten sam dzień miał we francuskim imperium kolonialnym zupełnie inny wymiar. W algierskim mieście Sétif pochód z okazji zwycięstwa przerodził się w manifestację niepodległościową; gdy policja próbowała odebrać demonstrantom zielono-białą flagę, padły strzały, a w mieście i okolicach doszło do zabójstw Europejczyków (zginęło ich około stu). Francuskie wojsko, lotnictwo i milicje osadników odpowiedziały wielotygodniowymi represjami w rejonie Sétif i Guelmy. Liczba ofiar wśród Algierczyków pozostaje sporna: oficjalne dane francuskie mówiły o tysiącu–półtora tysiąca zabitych, władze Algierii podają 45 tysięcy, historycy szacują ją najczęściej na kilka do kilkunastu tysięcy. Wydarzenia te uchodzą za jeden z punktów wyjścia późniejszej wojny algierskiej.
W Stanach Zjednoczonych 8 maja był 61. urodzinami prezydenta Trumana, który niespełna miesiąc wcześniej, po śmierci Roosevelta, objął urząd. O 9.00 przemówił przez radio z Białego Domu: „To uroczysta, ale chwalebna godzina. Żałuję tylko, że Franklin D. Roosevelt nie dożył tego dnia”. Flagi pozostały opuszczone do połowy masztu do końca trzydziestodniowej żałoby po zmarłym prezydencie. Truman podkreślał, że zwycięstwo jest „wygrane tylko w połowie”: Zachód jest wolny, ale Wschód pozostaje w niewoli Japonii. Ogłosił niedzielę 13 maja dniem modlitwy dziękczynnej, a w osobnym oświadczeniu wezwał Japonię do bezwarunkowej kapitulacji, zapewniając, że nie oznacza ona „wytępienia ani zniewolenia narodu japońskiego”. Urzędy i fabryki zbrojeniowe pracowały – prezydent apelował, by nie przerywać produkcji.
Mimo to Amerykanie świętowali hucznie. Na Times Square w Nowym Jorku tłumy zebrały się już 7 maja po depeszy AP, a 8 maja wypełniły dzielnicę ponownie; prasa pisała o setkach tysięcy ludzi, z okien biurowców sypały się konfetti i ścinki papieru. Podobne sceny rozgrywały się w Chicago, Los Angeles czy San Francisco, gdzie od 25 kwietnia obradowała konferencja założycielska Organizacji Narodów Zjednoczonych. W Kanadzie świętowanie w Halifaksie przerodziło się w zamieszki i plądrowanie sklepów.
Wschód i reszta Europy
Związek Radziecki, który poniósł w wojnie z Niemcami największe ofiary, czekał na drugie podpisanie. Akt kapitulacji złożono w berlińskiej dzielnicy Karlshorst późnym wieczorem 8 maja, gdy w Moskwie trwała już noc z 8 na 9 maja; dlatego radziecki komunikat o zwycięstwie i wielkie uroczystości na placu Czerwonym przypadły na 9 maja, który w ZSRR i w krajach bloku wschodniego stał się Dniem Zwycięstwa.
W wielu miejscach Europy 8 maja nie przyniósł jeszcze końca walk. W Pradze trwało powstanie, a niemieckie oddziały próbowały przebić się na zachód, by uniknąć radzieckiej niewoli; w Kurlandii skapitulowała odcięta grupa armii; na Bornholmie, Wyspach Normandzkich i w Norwegii niemieckie garnizony dopiero przygotowywały się do złożenia broni. W Holandii radość z wyzwolenia zakłóciła strzelanina na placu Dam w Amsterdamie. W Niemczech zaś, gdzie miliony ludzi koczowały w ruinach, a drogi zapełniali uchodźcy, jeńcy i wywiezieni na roboty przymusowi, dzień kapitulacji większość Niemców przeżyła jako klęskę i czas lęku przed przyszłością, natomiast dla więźniów obozów, jeńców i milionów robotników przymusowych – w tym ponad miliona Polaków – oznaczał wyzwolenie.
Polska: zwycięstwo bez wolności
Polska była pierwszym krajem, który stawił zbrojny opór Niemcom, a polscy żołnierze walczyli do ostatnich dni wojny na wszystkich frontach europejskich: 2 Korpus generała Władysława Andersa we Włoszech, 1 Dywizja Pancerna generała Stanisława Maczka w północnych Niemczech, gdzie 6 maja przyjęła kapitulację twierdzy Wilhelmshaven, lotnicy w RAF, marynarze na Atlantyku, a na wschodzie żołnierze 1 i 2 Armii Wojska Polskiego – oddziały 1 Armii brały udział w szturmie Berlina i zawiesiły biało-czerwoną flagę na Kolumnie Zwycięstwa. Mimo to 8 maja nastroje Polaków były dalekie od euforii.
O przyszłości państwa przesądziły bowiem w dużej mierze postanowienia konferencji jałtańskiej: granica wschodnia na linii Curzona i rząd, który miał powstać przez „reorganizację” podporządkowanego Moskwie Rządu Tymczasowego Rzeczypospolitej Polskiej. Rząd RP na uchodźstwie w Londynie, z prezydentem Władysławem Raczkiewiczem i premierem Tomaszem Arciszewskim, wciąż był uznawany przez Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone, ale tracił wpływ na bieg spraw. Polska nie miała swojego przedstawiciela na konferencji w San Francisco, bo mocarstwa nie mogły się porozumieć, który rząd ją reprezentuje.
Najboleśniejszym symbolem tej sytuacji był los przywódców Polskiego Państwa Podziemnego. Pod koniec marca 1945 roku NKWD podstępnie aresztowało w Pruszkowie szesnastu z nich – w tym komendanta głównego Armii Krajowej generała Leopolda Okulickiego, Delegata Rządu na Kraj Jana Stanisława Jankowskiego i członków Rady Jedności Narodowej – zaproszonych rzekomo na rozmowy. Przez kilka tygodni Moskwa zaprzeczała, że wie o ich losie; dopiero na początku maja, w trakcie konferencji w San Francisco, Wiaczesław Mołotow przyznał, że zostali aresztowani, a 5 maja potwierdziła to agencja TASS, oskarżając ich o „działalność dywersyjną” na tyłach Armii Czerwonej. W dniu zwycięstwa siedzieli w więzieniu na Łubiance, czekając na pokazowy proces szesnastu, który odbył się w czerwcu.
W kraju, zniszczonym i wyludnionym, trwały aresztowania żołnierzy podziemia, a nad przyszłością ziem wschodnich i zachodnich nikt jeszcze nie miał pewności. Władze w Warszawie zorganizowały uroczystości: 8 maja Rada Ministrów z udziałem przewodniczącego Krajowej Rady Narodowej Bolesława Bieruta postanowiła ustanowić święto zwycięstwa, obchodzone odtąd 9 maja, w zgodzie z kalendarzem radzieckim. Na emigracji i wśród żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie dominowało jednak poczucie, że wojna, która zaczęła się w obronie niepodległości Polski, kończy się bez jej odzyskania. Wielu z nich nie wróciło do kraju.
Wojna, która trwała dalej
Dzień Zwycięstwa w Europie nie był końcem drugiej wojny światowej. Na Okinawie trwała jedna z najkrwawszych bitew wojny na Pacyfiku, a okręty amerykańskie wokół wyspy odpierały ataki kamikaze; w Birmie Brytyjczycy dopiero co wkroczyli do Rangunu, a amerykańskie superfortece paliły japońskie miasta. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania zaczęły przerzucać wojska i lotnictwo z Europy na Daleki Wschód, a Związek Radziecki – zgodnie ze zobowiązaniem z Jałty – przygotowywał się do przystąpienia do wojny z Japonią w ciągu trzech miesięcy od kapitulacji Niemiec. Walki zakończyły się dopiero w sierpniu, a formalna kapitulacja Japonii nastąpiła 2 września 1945 roku.
Europa wychodziła z wojny zrujnowana: dziesiątki milionów zabitych, miliony przesiedleńców i uchodźców, zniszczone miasta i gospodarki. Niemcy zostały podzielone na strefy okupacyjne, a linia, na której spotkały się armie aliantów zachodnich i Armii Czerwonej – jak nad Łabą w kwietniu – szybko zaczęła wyznaczać granicę między dwoma blokami. Radość 8 maja była prawdziwa i zasłużona, ale już w kolejnych tygodniach sojusznicy spierali się o Polskę, Triest, Bałkany i przyszłość Niemiec. Dzień Zwycięstwa zamykał jedną wojnę i otwierał epokę, w której połowa kontynentu na długie dziesięciolecia znalazła się pod władzą Moskwy.
Źródła
W tym samym czasie
(04)Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.
- 8 maja 1945 · Front wschodniKapitulacja w Karlshorst8 maja 1945 w Berlinie-Karlshorst Keitel, Friedeburg i Stumpff podpisali przed Żukowem i Tedderem ostateczny akt bezwarunkowej kapitulacji Niemiec.
- 8 maja 1945 · Europa Środkowo-WschodniaKapitulacja rządu Tisy8 maja 1945 w Kremsmünster w Austrii zbiegły rząd Republiki Słowackiej premiera Štefana Tisy oddał się pod władzę amerykańskiego XX Korpusu.
- 8 maja 1945 · PacyfikPodział Indochin na 16 równoleżniku8 maja 1945 w San Francisco USA zapewniły Francję, że nie kwestionują jej zwierzchnictwa nad Indochinami. Podział kraju na 16 równoleżniku ustalono w lipcu.
- 7 maja 1945 · Front zachodniKapitulacja w Reims7 maja 1945 o 2.41 gen. Alfred Jodl podpisał w kwaterze Eisenhowera w Reims bezwarunkową kapitulację wszystkich niemieckich sił zbrojnych.
Powiązane wydarzenia
(04)Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.
- 28 czerwca 1945 · PolskaTymczasowy Rząd Jedności Narodowej28 czerwca 1945 w Warszawie powołano Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej z Osóbką-Morawskim jako premierem oraz Gomułką i Mikołajczykiem jako wicepremierami.
- 4 lutego 1945 · DyplomacjaKonferencja jałtańska4–11 lutego 1945 w Jałcie Roosevelt, Churchill i Stalin uzgodnili okupację Niemiec, granice i rząd Polski, zasady ONZ oraz wejście ZSRR do wojny z Japonią.
- 18 czerwca 1945 · PolskaProces szesnastu18–21 czerwca 1945 w Moskwie sąd wojskowy ZSRR sądził porwanych podstępem przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, w tym gen. Okulickiego i Jankowskiego.
- 5 lipca 1945 · PolskaMocarstwa uznają Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej5 lipca 1945 Stany Zjednoczone i Wielka Brytania uznały TRJN w Warszawie i cofnęły uznanie rządowi RP w Londynie, który odtąd działał jako rząd na uchodźstwie.